Pokazywanie postów oznaczonych etykietą garbage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą garbage. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 stycznia 2014

Grudniowy Garbage 2013

Miesiąc temu napomknęłam, że w grudniowym denku pojawi się znacznie więcej pustych opakowań niż poprzednio. Przynajmniej tak się zapowiadało, bo zawartość kilku kosmetyków dobijała dna, a mimo to jakoś się nie złożyło, żeby je zużyć. 
W każdym razie do Garbage’u trafiło osiem produktów:
1. Szampon do włosów Balea borówka: Pomimo ładnego zapachu i ciekawego koloru szamponu był to dla mnie bubel, który bardzo zniszczył mi włosy. Niedługo napiszę jego osobną recenzję. Nie kupię ponownie.
2. Oczyszczający płyn micelarny L’Oreal Ideal Soft: Jak na pierwsze zużyte opakowanie rzeczywiście jest to dla mnie idealny micel. No dobra… prawie idealny, gdyby nie kiepski dozownik. Kupiłam ponownie.
3. Antyperspirant Dusch das Pink Kiss: Kupiłam go w promocji za 0,99 € Dobrze chronił, nie pozostawiał po sobie talku, czyli należał do antyperspirantów z serii bardziej „mokrych”. Niestety, jego zapach był na tyle intensywny i męczący, że każdorazowe psiknięcie skutkowało u mnie kichaniem. Nie wrócę do niego ponownie.
4. Pasta do zębów Theramed Naturweiss: Nigdy wcześniej nie wrzucałam do swojego Garbagu opakowań po paście do zębów, ale postanowiłam zrobić wyjątek. Pasta jak pasta, nie pozostawiała nawet długiego uczucia świeżości, ale jej praktyczne i ciekawe opakowanie zasługuje na uwagę. Za pomocą jednego przyciśnięcia „pompki” dozuje się idealna ilość pasty, adekwatną do długości szczoteczki. Nie jest to dla mnie żadne odkrycie, bo kilkanaście lat temu używałam past „w sprayu” zza granicy, jednak w Polsce nadal nie są one popularne, a szkoda, bo może wtedy ich cena uległaby spadkowi. Normalnie kupuję pastę w tubce, ale wiem, że za wygodę w postaci „niemęczenia się” z wyciskaniem jej zawartości, gonitwą za spadającą zakrętką czy wielokrotnym stawianiem tubki w pionie warto czasem zapłacić więcej. Szczerze mówiąc, nie orientuję się jak dokładnie wygląda dostępność past „w sprayu” w drogeriach czy marketach, ale możecie próbować dorwać je w sklepach z chemią niemiecką. Tego wariantu pasty akurat nie kupię, ale za pewne skuszę się na wersję mocniejszą lub pochodzącą z innej firmy. Jedyny minus takiej formy opakowania jest taki, że nie do końca da się wyczuć zbliżający się koniec zawartości.
5. Żel pod prysznic Lirene soczyste winogrona: Nie sądziłam, że ten zwyczajnie wyglądający żel stanie się moim żelowym ulubieńcem! Wszystko przemawia na jego korzyść. Już zakupiłam kolejne opakowanie.
6. Żel pod prysznic Adidas Fruity rhythm: No ten żel to akurat nie zachwycił mnie niczym. Na upartego można przyznać mu plus za przezroczyste opakowanie. Być może napiszę o nim osobną recenzję, która trochę mija się z celem, ale jako żelomaniaczka nie chcę pomijać żadnego „ananaska”. Nie kupię ponownie.
7. Mydło do rąk Isana hibiskus&lemongras: Miałam nie kupować niekremowych wersji mydeł z Isany, ale nie mogłam przejść obojętnie wobec zapachu trawy cytrynowej. Tak naprawdę ów zapach nawet koło niej nie stał i kojarzył mi się jedynie z jakąś tanią wiśniówką (czyżby tak pachnie hibiskus?). Nie byłam przekonana do niego już w Rossie, więc do tej pory nie rozumiem, czemu „lemongrass” aż tak mnie omamił. W działaniu było takie samo, jak wszystkie inne niekremowe warianty Isany: nie usuwało brzydkich zapachów i wysuszało skórę. Ogłaszam wszem i wobec, że nie kupię ponownie żadnej niekrenowej wersji, choćby każda kolejna miała mieć (chociażby w nazwie) coś wspólnego z trawą cytrynową!
8. Krem ochronny półtłusty z wit. A+E Alantan dermoline: Kolejne puste opakowanie Alantanu dermoline, tym razem różowe. Mini recenzję możecie przeczytać tutaj, choć szykuje się znacznie obszerniejsza i porównawcza recenzja prawie całej serii tych kremów. Myślę, że nie kupię ponownie, bo znudził mi się i nie odpowiada mi już jego konsystencja, a poza tym na chwilę obecną znalazłam swojego faworyta wśród serii „dermoline”.

Tym razem wszystko jasne - "kupię" lub "nie kupię", bez zbędnego zastanawiania się nad ewentualną szansą. Grudniowy Garbage dobiegł końca, a tym samym zakończył comiesięczną serię. Zgodnie z zapowiedzią, od Nowego Roku Garbage będzie pojawiał się co dwa miesiące.

niedziela, 29 grudnia 2013

Listopadowy Garbage 2013

W listopadzie Neonowa nie popisała się zużyciami swoich jakże sporych zapasów kosmetycznych. Tym samym dało jej to trochę do myślenia i postanowiła, że od nowego roku posty garbage'owe nie będą pojawiać się co miesiąc, jak to było do tej pory, ale będą publikowane co dwa miesiące. Rozważana była jeszcze opcja garbage'u kwartałowego, ale Neonowa za bardzo lubi denka, żeby tak długo z nimi zwlekać, a poza tym jej szafa nie pomieści tylu śmieci, dlatego Garbage raz na dwa miesiące wydaje się być najwłaściwszym rozwiązaniem.
W zeszłym miesiącu Neonowa rozstała się jedynie z trzema kosmetykami:
1. Odżywka do włosów suchych i zniszczonych Elisse: Robiłam dwa podejścia do tej odżywki. Jej efekty były zgoła odmienne od szamponu z tej samej serii - obciążała włosy:/ Szkoda, bo była bardzo tanim, wydajnym i łatwo dostępnym produktem. Nie kupię ponownie. Recenzja tutaj.
2. Tusz do rzęs Lovely Curling Pump Up: Wstrzymam się z końcową opinią do osobnej recenzji, która pojawi się po zużyciu drugiej sztuki tuszu, ale na chwilę obecną mogę powiedzieć, że ta maskara śmiało może konkurować z Essence Multi action (dotychczas moją ulubioną) a może nawet ją przewyższa?;) Jak na maskarę za 8 zł (5 na promocji) to jest moim zdaniem KWC! Warto w nią zainwestować, jeśli ktoś ciągle się jeszcze waha. Kupiłam ponownie.
3. Perfumy Puma Sync: Bardzo słabe perfumy. Zarówno pod względem zapachu, jak i utrzymywanie się na skórze. Jestem rozczarowana. Nie kupię ponownie. 

Mały Garbage ma jeden plus - pisanie posta nie zajmuje wieki :P Już teraz Wam zdradzę, że w grudniu zużyłam znacznie więcej kosmetyków, ale post opublikuje dopiero w styczniu i będzie to ostatnie denko zamykające comiesięczną serię.

Ps. Na wszelkie zaległe komentarze zacznę odpowiadać od połowy stycznia, jak wrócę ze swojej przerwy świąteczno-noworocznej i poogarniam trochę spraw. To samo tyczy się odwiedzania Waszych blogów, ale spokojnie - cały czas pamiętam o Was:)

środa, 27 listopada 2013

Październikowy Garbage 2013

Długo zwlekałam z dodaniem październikowych zużyć, ponieważ chciałam uprzednio zrecenzować kilka kosmetyków. Niestety, cały czas odczuwam skutki miesięcznej przerwy w blogowaniu i nadal mam spore zaległości w pisaniu postów:/ Cóż, kolejny miesiąc już się kończy, puste opakowania walają się po pokoju, więc czas najwyższy na przedstawienie zawartości mojego garbage’u.
No to zaczynamy. Niestety, będzie to zdjęciowy misz-masz, ponieważ w październiku musiałam się niespodziewanie przeprowadzić i wiecie, nie chciałam zabierać ze sobą śmieci :P Produkty z tego okresu znajdują się na pierwszym zdjęciu:
1. Płyn micelarny BeBeauty:  To już moje trzecie zużyte opakowanie. Może w końcu osławiony micel z Biedry doczeka się osobnej recenzji :P Kupiłam ponownie.
2. Oczyszczający żel do mycia twarzy Normativ Dermedic z serii matującej: Tak bardzo oczyszczał skórę twarzy, że aż czułam jak jest ściągnięta na policzkach:/ Nie należał do najwydajniejszych. Mimo wszystko, nawet się z nim polubiłam, bo miał fajny efekt matujący. Być może kiedyś go sobie kupię. Recenzja tutaj.
3. Żel pod prysznic Balea Fiji Passionfruit: Nie kupię ponownie. Recenzja wkrótce.
4. Odświeżająca sól do kąpieli BeBeauty trawa cytrynowa i bambus: recenzja tej soli na pewno kiedyś pojawi się na moim blogu, ponieważ kupiłam kolejne opakowanie:)
5. Krem odżywczo-regenerujący zapobiegający pękaniu pięt Delia Good Foot: Fajny, delikatny krem do stóp, który zmiękczył ich skórę. Być może kupię go ponownie, ale tylko w lecie :P Recenzja tutaj.
6. Żel do higieny intymnej Pliva Fem B: Dobry żel w dziwnym, aczkolwiek praktycznym opakowaniu. Bardzo wydajny. Niestety, mała pojemność a wysoka cena:/ Być może kupię ponownie (jeśli będzie taka potrzeba). Recenzja tutaj.

Produkty z drugiego zdjęcia zużyłam już na nowym mieszkaniu:
7. Żel pod prysznic Fa Pink Passion: Nie wrócę do tego żelu. Recenzja wkrótce.
8. Antyperspirant Dusch das magnolia: edit: Tani antyperspirant dostępny w Niemczech albo w sklepach z chemią niemiecką. Pozostawiał talk pod pachami, nie wspominając o tym, jaka ilość talku kumulowała się w powietrzu po aplikacji. Pachniał przyjemnie i delikatnie, ale zapewniał średnią ochronę. Nie kupię ponownie tej wersji.
9. Woda termalna Vichy (50g): Kolejna zużyta buteleczka. Lubię tę wodę. Tym razem oprócz odświeżenia twarzy w lecie, używałam jej również przed nałożeniem kremu oraz w celu ukojenia podrażnionej skóry. Spisała się za każdym razem. Posiadam już kolejne opakowanie:)
10. Krem ochronny z witaminą A Alantan dermoline: Recenzja wkrótce (planuję post zbiorczy). Nie wiem czy kupię ponownie.
11. Regenerujący krem do rąk Verona zielona herbata & limonka: Nie kupię ponownie. Recenzja wkrótce.
12. Chusteczki nawilżane Alouette (25 sztuk): Być może pojawi się ich recenzja na blogu, ponieważ kupiłam kolejne opakowanie.

A teraz czas na kolorówkowe wyrzutki i bubla: 
13. Lakier do paznokci Constance Carroll (Electric blue 24): Jest to mój pierwszy lakier ever :P Kupiłam go zafascynowana kolorem, jaki nosiła ówcześnie na paznokciach Marcysia ze „Złotopolskich” :P Użyłam go może ze dwa razy i poszedł w odstawkę na jakieś 15 lat. Really^^ Myślę, że właściwości ma niezłe, bo do dzisiaj nie zgęstniał, aczkolwiek bałabym się go teraz nakładać na pazury :P No dobra, jest mi wstyd, ale trzymałam go z sentymentu :P Jestem ciekawa, czy któraś z Was w ogóle pamięta te firmę :P A jeszcze bardziej jestem ciekawa, czy ktoś pobił mój rekord ;> Nie kupię ponownie, bo pewnie już go nie produkują :P
14. Podkład w musie TruBlend (405): Jest to produkt zagraniczny. Nie podpasował mojej babci, więc dała go mojej mamie, a potem trafił do mnie :P Używałam go kilka lat temu jako korektora na wypryski. Pamiętam, że był dla mnie za jasny. Nadal pachnie truflami :P Wywalam go, bo był otwarty już kilka lat. Jak się brać za porządki, to porządnie :P Nie wróciłabym do tego produktu.
15. Korektor Almay (Light 01): Produkt również niedostępny w Polsce. Również dostałam go od babci i również był dla mnie za jasny. Szkoda, że aplikator nie miał gąbeczki, bo praktycznie rysowało się nim po twarzy:/ Nie wróciłabym do tego produktu.
16. Eyeliner w płynie Bell Glam night: Miała być osobna recenzja, ale uwierzcie, nie miałam do tego bubla najmniejszej cierpliwości. Kupiłam go rok temu w Biedronce. Nie wiem, co z tym produktem było nie tak, ale w buteleczce cały czas był mokry, a jak nakładało się go na powiekę, to w połowie kreski zasychał. I tak za każdym razem. Eyeliner był zapakowany w kartonik, więc teoretycznie powinien nadawać się do użytku. Pomimo wielu prób, ani razu nie udało mi się narysować jednej porządnej kreski. Bubel przez duże B! Nie kupię ponownie. 

środa, 16 października 2013

Wrześniowy Garbage 2013

Wiem, że od poprzedniego Garbage'u napisałam tylko dwie recenzje, ale jeśli ktoś nie wie, to miałam prawie miesięczną przerwę w blogowaniu. Ciężko jest powrócić do pisania regularnych recenzji, zwłaszcza kiedy znowu ma się masę rzeczy na głowie. Żeby jednak dłużej nie czekać z wrześniowymi zużyciami, gdyż niedługo pojawią się październikowe, przedstawię je dzisiaj.
Miałam w planach zużyć we wrześniu trochę zalegających kosmetyków i takich, których używam regularnie. Ba, nawet spisałam sobie na karteczce, co zamierzam zdenkować, żeby z satysfakcją wykreślić dany produkt z listy. O ile z tymi regularnymi szło w miarę sprawnie, o tyle z zalegającymi nie poszło w ogóle. Powód był jeden – wrzesień był bardzo męczącym i stresującym miesiącem, dlatego nie miałam czasu, a nawet i ochoty, na dłuższe przebywanie w łazience niż było to potrzebne.


We wrześniu udało mi się jednak zużyć:
 1. Żel pod prysznic Balea Brazil Mango: Pierwszy kosmetyk z Balea, jaki miałam okazję używać, a także pierwszy (i jak na razie ostatni), który przypadł mi do gustu. Świetny zapach mango, bardzo orzeźwiający. Fajne opakowanie i design, a tak poza tym, to nie posiadał jakichś extra właściwości. Żałuję, że pochodzi z edycji limitowanej, bo kupiłabym ponownie. Recenzja tutaj.
2. Szampon Timotei with Jericho Rose Lśniący blask: Koszmar! W życiu nie miałam gorszego szamponu do włosów. Bardzo podrażnił skórę mojej głowy, przez co cały czas mnie swędziała, nawet po kilku dniach od umycia. Jedyne, co mi się w nim podobało, to ładny zapach i przezroczyste opakowanie, ale sorry, to za mało. Nigdy więcej nie kupię żadnego szamponu z tej serii! Recenzja tutaj.
3. Pianka do golenia Isana brzoskwinia: Byłam z niej zadowolona dopóki dozownik działał sprawnie. Od kiedy jedna jego część wcisnęła się (oczywiście „samoczynnie” :P) do środka, pianka nie była już pianką a jakąś lejącą się mazią, która tak czy siak, niezależnie od konsystencji, zabarwiała cały zlew i wannę. Szkoda, bo jeszcze trochę mi jej zostało, ale nie miałam cierpliwości do męczenia się z opakowaniem. Ładnie pachniała, ale nie wiem czy kupię ponownie tę wersję. Recenzja tutaj.
4. Antyperspirant Nivea Invisible: edit: Zawiodłam się na nim całkowicie! Co z tego, że miał ładny pudrowy zapach, jak nie zapewniał żadnej ochrony przed potem, pozostawiał białe ślady pod pachami i na czarnych ubraniach (mimo, że to wersja Invisible :]), a jakby tego było mało, to jeszcze powodował u mnie nasilone kichanie przy każdorazowej aplikacji:/ Jednym słowem bubelek. Nie kupię ponownie.
5. Perfumy La Rive Love Dance: Jak na razie jest to mój ulubiony zapach z La Rive. Niestety mam wrażenie, że z każdym kolejnym zużytym opakowaniem jest coraz mniej trwały:( Z tego powodu nie wiem czy kupię go ponownie. Recenzja tutaj.
6. Odżywczy krem do rąk BeBeauty green nature: Przeciętny krem, który jedynie na chwilę odżywiał skórę dłoni. Trochę powoli się wchłaniał. Nie kupię ponownie pomimo jego niskiej ceny.
7. Mydło do rąk Alterra pomarańcza: Bardzo fajne naturalne mydełko w kostce o świetnym zapachu pomarańczy. Cały czas miało twardą konsystencję – żadnych mazi, glutów itp. Na pewno kupię ponownie. Recenzja tutaj.
8. Pomadka ochronna no name: Jestem ciekawa, kto ją w ogóle zauważył :P Niby zwykła gratisowa pomadka, a tak fajnie nawilżała usta, że byłam nią zachwycona. Delikatnie i ładnie pachniała (chyba wanilią, której notabene nie lubię). Pod koniec użytkowania niestety ułamała się a dodatkowo rozciapciała podczas największych upałów. Może nie powinnam jej w ogóle pokazywać ze względu na brak nazwy, ale chciałam upamiętnić ten okres, w którym pamiętałam o pielęgnacji ust (normalnie o tym zapominam) :P Ze względu, że był to gratis, nie kupię ponownie, a szkoda.
9. Perfumy Chloé: Dostałam tę miniaturkę już dawno, ale dopiero teraz ją wymęczyłam. Dosłownie. Zapach totalnie nie dla mnie – intensywny, niesłodki i, jak ja to mówię, taki „kobiecy”, dla odważnych babeczek. No wiecie, czuć je było na kilometr, ale bez żadnej przyjemności, przynajmniej z mojej strony. Nie kupię pełnowymiarowej wersji.

sobota, 28 września 2013

Sierpniowy Garbage 2013

Wreszcie! Wróciłam!:) Strasznie stęskniłam się za Wami wszystkimi i nawet nie wiecie, jak było mi przykro, że nie mogłam poświęcić na blogosferę tyle czasu, ile bym chciała... Dobrze, że ten "gorący" okres jest już za mną i najważniejsze kwestie rozwiązały się pomyślnie. Miło było czytać, że poczekacie na mnie, dziękuję każdej z osobna:* A teraz cóż, czas się wziąć ostro do blogowej roboty i ponadrabiać zaległości!:)

Liczyłam na to, że więcej pustych opakowań trafi do mojego Garbage’u w sierpniu. Pielęgnacja dalej leżała i kwiczała, nie wspominając o innych kosmetycznych „obszarach”. Cóż, wychodzi na to, że okres letni był mało urodzajny w samodyscyplinę. Najciekawszy fakt jest jednak taki, że nie udało mi się zużyć ani jedno żelu pod prysznic! Jak to możliwe u żelomaniaczki?! Ekhem… Neonowa znowu powinna iść na odwyk, bo obkupiła się w owocowe pyszności-nowości i nie potrafiła się zdecydować do którego żelu powinna dorwać się w pierwszej kolejności, więc co kilka dni zmieniała zapach :P Teraz już wie, że to się nie powtórzy :P
Sierpniowy Garbage był następujący:

Ponownie nie dzieliłam zużyć na kategorie, bo jedyna, która byłaby w miarę racjonalna, to chyba „gabarytowa” :P
1. Odżywka do włosów Elisse włosy suche i zniszczone – planuję kupić następne opakowanie, żeby wyrobić sobie o niej ostateczne zdanie.
2. Olejek do kąpieli Bielenda afrodyzjak johimbina piżmo & jaśmin – Ciasteczkowy Potwór jest na TAK. Recenzja Mojego Ukochanego tutaj.
3. Dezodorant Bi-es Paradiso – trwały zapach, który bardzo długo utrzymywał się na ubraniach. Niestety okazał się przesłodzony, określiłabym go jako tropikalno-kwiatowy. Najgorsze, że kojarzył mi się z perfumami starych babć :P Jestem na NIE.
4. Dezodorant Playboy Play it spicy – łooo matko, namęczyłam się z nim strasznie. Dostałam go pod choinkę chyba z 3 lata temu i dopiero teraz go zużyłam. Kompletnie nie mój zapach, jakiś taki męski. W dodatku atomizer miał słabe ciśnienie. Jestem na NIE.
5. Mleczko łagodzące do oczyszczania i demakijażu twarzy i oczu skóra wrażliwa BeBeauty – nie radziło sobie zbyt dobrze z demakijażem oczu. Cholernie szczypało i podrażniało oczy, gdy zawartość dostała się pod powiekę:/ Jestem na NIE. Recenzja tutaj.
6. Wygładzające serum do rąk BeBeauty green nature – odpowiednie w okresie letnim, delikatnie pachniało. Miało nietypową konsystencję, dzięki której skóra była aksamitna. Śmiesznie tanie, ale minus za słabą dostępność. Jestem na TAK. Recenzja tutaj.
7. Masło do ciała The Body Shop mango – naturalne składniki, piękny i długotrwały zapach, miła konsystencja. No masło idealne, gdyby nie ta kosmiczna cena… Ogólnie jestem na TAK. Recenzja tutaj.
8. Vichy Aqualia Thermal Night Spa – dziwny niebieski żel, który nie polubił się z moją skórą. Jestem na NIE.
9. Krem Vichy Aqualia Thermal – kolejne opakowanie. Lubię ten kremik i chętnie przygarnęłabym pełnowymiarową wersję. Jestem na TAK.
10. Balsam ochronny Laura Conti Crazy Cola – dobrze nawilżał usta. Pachniał jak cola i zostawiał prawie jej posmak. Niestety, po raz kolejny nie obyło się bez wypaćkanego opakowania z zacinającym się pokrętłem:/ Jestem na TAK. Recenzja tutaj.
11. Mydełko z mleka koziego z Fuerteventury lawenda – słabo pachniało i nie usuwało brzydkich zapachów. W kontakcie z wodą miało konsystencję gluta, który pozostawał na dłoniach i w zlewie:/ Jestem na NIE  Recenzja tutaj.
12. Patyczki kosmetyczne do korekty makijażu i demakijażu Cleanic – zakupione przez niedopatrzenie:] Z jednej strony zwykła bagietka, a z drugiej szpic, który w sumie niewiele różnił się w działaniu od tej pierwszej końcówki. Jestem na NIE.

Stosowałyście któryś z w/w produktów? Czy moja opinia pokrywa się z Waszą? A może macie odmienne zdanie? Chętnie poczytam:)

piątek, 2 sierpnia 2013

Lipcowy Garbage 2013

W lipcu totalnie nie przyłożyłam się do zużyć, co widać na załączonym obrazku. 
Dlaczego tak mało kosmetyków znalazło się w moim Garbagu? Ano dlatego, że: miałam kilka wyjazdów, więc zabierałam ze sobą miniaturki; upały nie sprzyjały zużyciom pielęgnacyjnym i kolorówki; wróciłam do domu rodzinnego, gdzie wspólnymi siłami zużywa się produkty, dlatego nie zamieszczam ich jako "własne".

Ze względu na znikomą ilość zużyć, nie ma sensu dzielić je na kategorie, dlatego też wstawiam zdjęcie grupowe:
1. Truskawkowy sorbet pod prysznic Fruttini: kuszący kolorowym opakowaniem i owocowym zapachem sorbet. Ów zapach przytłaczał mnie swoją słodkością, dlatego jestem na NIE, aczkolwiek może wypróbuję inne wersje. Recenzja tutaj.
2. Micelarny żel do mycia i demakijażu BeBeauty: nie nadawał się do demakijażu oczu, ale ogólnie okazał się świetnym produktem! Dobrze zmywał podkład z twarzy i oczyszczał jej skórę. Przyjemna konsystencja. Największą jego zaletą jest wydajność - no dobra, może nie stosowałam go codziennie, ale opakowanie starczyło mi na 9 miesięcy!:O Jestem na TAK. Recenzja tutaj.
3. Glicerynowy krem do rąk Cztery Pory Roku (jagodowy): Był tani i miał przyjemny jagodowy zapach, ale mimo swojej tłustości wysuszał skórę, zamiast ja regenerować. Zużyłam go do nóg, a i tak strasznie się z nim męczyłam. Jestem na NIE i mam dość kremów z tej firmy! Recenzja tutaj.
4. Próbka fluidu tonującego do twarzy Moon Flower Madara: rzadki i śmierdzący ogórkiem fluid, który nie maskował żadnych niedoskonałości, a do tego nic nie zmieniał w kolorze skóry. Jestem na NIE.
5. Chusteczki do higieny intymnej z wyciągiem z zielonej herbaty Bella Medica: miałam je dość długo z tego względu, że ciągle zapominałam nosić je przy sobie, a nawet gdy je posiadałam, to zapominałam o ich użyciu. Delikatne i ładnie pachniały. Zapewniały uczucie świeżości, aczkolwiek mogłyby być bardziej nasączone. Jestem na TAK.

Pocieszający jest jedynie fakt, że po raz pierwszy w danym miesiącu miałam więcej zużyć niż nabytków :P Jednakże mam nadzieję, że w sierpniu Garbage będzie o wiele bardziej pojemny;)

środa, 10 lipca 2013

Czerwcowy Garbage 2013

Pomimo czerwcowej nieregularności w zużywaniu kosmetyków udało mi się wykończyć kilkanaście sztuk. Znowu mało jest zużyć pielęgnacyjnych, ale z drugiej strony jestem z tego zadowolona, bo to oznacza, iż moja skóra po zimie ładnie się zregenerowała i nie potrzebuje już tylu mazideł:) 
Z braku czasu nie udało mi się zrecenzować kilku produktów przed wrzuceniem ich do garbagowego worka, ale postaram się w najbliższych dniach ponadrabiać zaległości.


Ciałko:
1. Żel pod prysznic Fa (z olejkiem arganowym, maruli i migdałowym): jeden z moich ukochanych żeli pod prysznic. Jestem na TAK.
2. Pielęgnujący żel pod prysznic Dzika figa Mildeen: nie wysuszał skóry i nie podrażniał. Niby zwykły żel, ale jednak intrygował nietuzinkowym zapachem. Jestem na TAK. Recenzja tutaj.
3. Ujędrniający balsam do ciała z kofeiną Synergen: dobrze nawilżał ciało i ekspresowo się wchłaniał. Szkoda, że został wycofany:( Byłam na TAK. Recenzja tutaj.

Kłaki:
4. Szampon Biosilk Silk Therapy: dobrze mył włosy, ładnie pachniał i miał przyjemną konsystencję. Jestem na TAK.
5. Odżywka do włosów z olejkiem arganowym Joanna: jestem na NIE.

Gębulka:
6. Płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu BeBeauty: jestem na TAK. 
7. Krem Aqualia Thermal Vichy: bardzo przyjemny kremik do twarzy, który ją wygładzał, a dodatkowo miał przyjemny zapach. Jestem na TAK.
8. Krem do twarzy Nivea Soft: jestem na TAK.

Paszki: 
9. Antyperspirant w żelu Lady Spped Stick Fruity Splash: bardzo, ale to bardzo wysuszył moją skórę pod pachami:/ Pozostawiał też na niej żelowe resztki. Dodatkowo irytowało mnie wiecznie poklejone opakowanie. Pięknie pachniał, ale cóż z tego, jak ma same wady? Jestem na NIE. Recenzja tutaj.
10. Dezodorant Love Dance La Rive: niesamowite odkrycie! Jestem na TAK.
11. Maszynki do golenia z Tesco: dobre i tanie maszynki, które zdecydowanie nie są jednorazowe;) Zastrzeżenia mam jedynie do koloru ]:-> Jestem na TAK.

Higiena:
12. Mydło w płynie Linda z mleczkiem oliwkowym: zwykłe mydło, które nie usuwa nieprzyjemnych zapachów. Jestem na NIE. Recenzja tutaj.
13. Żel do higieny intymnej Intimea: z podkulonym ogonem powróciłam do mojego ukochanego żelu do higieny intymnej. Co tu dużo mówić? Jak zawsze jestem na TAK. Recenzja tutaj.


Stosowałyście coś z w/w kosmetyków?:)

środa, 5 czerwca 2013

Majowy Garbage 2013

"Cześć. Jestem Neonowa. Lubię oglądać denka" :D Prawie cały zeszły weekend spędziłam na przeglądaniu denkowych postów. Oj, niedobre Wy! Było wyrzucać tyle opakowań? :P Postów o zużyciach było mnóstwo! Zwyczajny śmiertelnik nie jest w stanie ich wszystkich ogarnąć, nad czym, nie ukrywam, ubolewam. 

Oto moje majowe "śmieci", które w zdecydowanej większości nie zagoszczą u mnie ponownie:

Kłaki:
1. Szampon Timotei with Jericho Rose Głęboki Brąz: Śmierdzący szampon, który nie robił z moimi włosami nic. A nie, przepraszam... jakże mogłabym nie wspomnieć, iż pozbawił je blasku, wywołał łupież a w dodatku podrażnił skórę głowy:/ NIE kupię go ponownie, oj nie. Recenzja tutaj.
2. Odżywka Biosilk Silk Therapy: 50 ml starczyło mi na jakieś 2-3 użycia, więc ciężko opisać jej efekty. W każdym razie po jej aplikacji włosy były bardzo gładkie w dotyku, takie "jedwabiste" :D Ładnie pachniała, ale była za gęsta. Wkurzało mnie zbyt wyprofilowane opakowanie oraz moja "ulubiona" zakrętka. MOŻE skuszę się kiedyś na pełnowymiarową wersję, na którą, póki co, szkoda mi pieniędzy. 

Prysznic:
3. Żel pod prysznic Original Source raspberry & vanilla milk: Był to najgorszy żel w mojej karierze - nie pachniał dla mnie w ogóle. Nie, nie i jeszcze raz NIE. Recenzja tutaj.


Grabie:
4. Mydło do rąk bez & orchidea Isana: Bubel, który na szczęście nie pachniał zbytnio bzem. Najgorzej, że nie usuwał brzydkich zapachów z rąk:/ NIE kupię ponownie. Recenzja tutaj.
5.  Odżywczy krem do rąk i paznokci Happy End Bielenda: Najlepszy krem do rąk, jaki do tej pory miałam! Spełnił wszelkie zapewnienia producenta (bynajmniej wiosną), a do tego przyjemnie pachniał! Jestem bardzo na TAK! Polecam! Recenzja tutaj.


Higiena:
6. Perfumy La Rive Have Fun: Ładny zapach w jeszcze ładniejszym opakowaniu i flakonie. Wydajny i tani. Szkoda, że taki nietrwały:( Z tego względu NIE kupię ponownie tej wersji. Recenzja tutaj.
7. Specjalistyczny płyn do higieny intymnej AA Intymna Pro (Fresh): Płyn, co okazał się być żelem i to specjalistycznym jedynie z nazwy. Pachniał pięknie i świeżo, co było olbrzymim zaskoczeniem jak na produkt do higieny intymnej. Jeszcze większym zaskoczeniem było wzmożenie upławów:( NIE kupię ponownie! Recenzja tutaj.


Tapeta:
8. Błyszczyk do ust AA: Napisy starły się już dawno, ale był to chyba "Rozświetlający błyszczyk do ust Księżycowy Pył AA Love&Kiss" :P Rozświetlał usta, ale na krótką chwilę:/ Nie wytrzymywał kontaktu z piciem.  Miałam go kilka lat (wiem, dobra jestem) i chyba trzymałam go jedynie z sentymentu. Postanowiłam go w końcu wyrzucić, bo mam kilka nowych błyszczyków, które chcę zużyć, a nie chcę, żeby spotkał je ten sam los przeterminowania :P Kiedyś kosztował ok. 10 zł. NIE kupię go ponownie. 
9. Maskara Rimmel Extra WoW Lash Extreme Black (003): Bardzo fajna maskara, która godnie zastępowała mi Essence Multi Action. Szczoteczka dobrze rozczesywała rzęsy. Tusz nadawał im głęboką czerń, trochę się osypywał i powoli schnął. Pod koniec żywota maskara zaczęła sklejać rzęsy i wydobywać różne grudki. MOŻE kupię ponownie w sytuacji braku laku. Recenzja tutaj.


Szpony:
10. Odżywka do paznokci Eveline Maksymalny Wzrost: Musiałam ją wyrzucić, bo najzwyczajniej zaschła. Starczyła mi na dwie kuracje. Za jakiś czas poświęcę jej osobną, bardzo długą recenzję. MOŻE kupię ponownie.
11. Tropikalny zmywacz do paznokci Missy: Ło matko, jaki to był bubel! Wysuszał płytkę, skórki, nie radził sobie ze zmywaniem ciemnych lakierów i brokatów, a jakby tego było mało, waliło nim na kilometr! :/ Co ciekawe, starczył mi na ponad 1,5 roku :D Nie, nie był aż tak wydajny - to ja tak rzadko malowałam pazury :P Zdecydowanie NIE kupię ponownie.


Gębula:
12. Maseczka aktywnie matująca Normativ: To był mój pierwszy raz z maseczką do twarzy i aż boję się sięgać po następną :P Za bardzo ściągnęła mi gębę, a dodatkowo swędziało :P W każdym razie, efekt matujący był wyczuwalny. Na razie jestem na NIE, ale posiadam jeszcze jeden egzemplarz, więc jest szansa na zmianę opinii.  

czwartek, 2 maja 2013

Kwietniowy Garbage 2013

Koniec starego i początek nowego miesiąca to zdecydowanie najbardziej ulubiony i wyczekiwany przeze mnie okres w blogosferze. Z każdej strony jestem zasypywana śmietnikowymi recenzjami, przez co nie nadążam z ich przeglądaniem i komentowaniem. Jak można podniecać się zawartością śmietnika? :O Ano można! Jestem tego najlepszym przykładem :D 
Mój kwietniowy Garbage prezentował się następująco:


Prysznico-wanna:
1. Żel pod prysznic Isana kwiat maku: Przyjemny świeży zapaszek, idealny na wiosnę. Szkoda, że tak słabo wydajny. Jestem na TAK, chociaż pewnie więcej go nie kupię - pochodził z edycji limitowanej, a poza tym mam mnóstwo innych żeli do zużycia. Recenzja tutaj.
2. Żel pod prysznic BeBeauty Spa Bali ekstrakt z owoców egzotycznych: Żel, który pachniał "egzotyczną" gruszką. A przede wszystkim, do cholery, był peelingiem (choć bardzo słabym), którego nienawidzę! Jestem na zdecydowane NIE. Recenzja tutaj. 
3. Musująca kula do kąpieli Body Club limonka & kawa: Fajny bajer do wanny. Bardzo chemiczny zapach limonki, bo o kawie nic mi nie było wiadomo... MOŻE wypróbuję inne wersje zapachowe. Recenzja tutaj.

Twarzo-głowa:
4. Krem Eveline Extra Soft Allergique: Stosowałam go jedynie do twarzy. Nie sądziłam, że będzie aż tak mega wydajny! Starczył mi dokładnie na 6 miesięcy! Można go zużyć do samego końca, dzięki funkcjonalnemu opakowaniu. Niestety, chwilowe uczucie ściągniętej skóry towarzyszyło mi przez cały okres jego aplikowania, dlatego raczej NIE kupię go ponownie. Recenzja tutaj, pochodząca jeszcze z początku prowadzenia bloga, której do tej pory nikt nie chciał skomentować :P
5. Nawilżająca odżywka do włosów Alterra (granat & aloes): Wielkie rozczarowanie. Obciążała włosy i odpychała zapachem. Niestety jestem na NIE. Recenzja tutaj.

Higiena rączek i paszek:
6. Zimowe mydło do rąk Isana czar kominka: Przepięknie i intensywnie pachnące przyprawami korzennymi mydło. Zapach, choć krótkotrwały, to idealny na zimę. Szkoda, że nie miało kremowej konsystencji, bo słabo się pieniło. Jak widać na załączonym obrazku, posłuchałam rady i zaznaczałam sobie poziom zużycia, dzięki czemu korzystałam z niego tylko ja, a nie moje współlokatorki:] Jestem na TAK. Na pewno kupię ponownie, o ile uda się je dorwać za rok - niestety edycja limitowana:( Recenzja tutaj.
7. Antyperspirant NIVEA Invisible Clear: Nie brudził ubrań, delikatnie pachniał. Spełniał swoje zadanie. Jestem na TAK.

Miniaturki:
8. Preparat do demakijażu twarzy i oczu 3 w 1 Vichy: Natychmiastowo zmywał jedynie eyeliner, z tuszem trzeba było pomęczyć się dłużej, choć i tak nie robił tego dokładnie. Ciężko było wydobyć resztki z plastikowego opakowania - skutek: przecięty kciuk. Jestem na NIE.
9. Płyn micelarny do demakijażu oczu i wrażliwej skóry twarzy Vichy: Była to moja pierwsza przygoda z micelem i przyznam się, że bardzo przyjemna. Dobrze usuwał resztki makijażu oczu (demakijażu dokonuję za pomocą mleczka), choć stosowałam go głównie do twarzy. Bardzo fajnie ją oczyszczał i odświeżał. Przyjemnie pachniał mentolem. Jestem na TAK. Bardzo chętnie spróbowałabym pełnowymiarowej wersji, choć domyślam się, że jest droga.
10. Perfumy Christina Aguilera (nie wiem niestety jaka wersja): Zapach kobiecy, niezbyt intensywny. Niczym szczególnym nie wyróżniał się, nie przypadł mi do gustu. Szkoda, że nie było aplikatora, bo otwór był jednak duży. Jestem na NIE.

Próbki:
Słowem wstępu. Niektóre blogerki uważają, że nie powinno się recenzować próbek. Owszem, pisanie o efektach czy wydajności byłoby skazane na pośmiewisko, ale moim zdaniem nawet po jednorazowym użyciu można wyrobić sobie pewne zdanie na podstawie danej cechy produktu, która od razu zachęci lub zniechęci nas do zakupu pełnowymiarowego kosmetyku.

11. Krem nawilżający z mocznikiem Emoleum do skóry suchej, bardzo suchej i atopowej: Czułam lekkie ściągnięcie skóry twarzy, więc nie dam mu pełnowymiarowej szansy. Jestem na NIE.
12. Masło do ciała Tutti Frutti karmel & cynamon: Przyjemna konsystencja, znacznie lepsza od orangutana. Niestety spotkałam się z tym, czego się obawiałam i co w ostateczności powstrzymywało mnie od dotychczasowego zakupu - pachniał zbyt intensywnie, za słodko:( MOŻE skuszę się na niego w zimie.
13. Szampon łopianowy włosy tłuste z tendencją do łupieżu Herbal Care Farmona: Śmierdział zielskiem, więc zdecydowanie nie dla mnie. Nie starczył na umycie całej głowy (7 ml), więc musiałam wspomóc się innym szamponem. Miał gęstą konsystencję. Jestem na NIE.
14. Balsam odżywczy do ciała oliwkowy Herbal Care Farmona: Pomimo mojej niechęci do oliwki, była to całkiem przyjemna aplikacja. Dobrze się rozsmarowywał i nawilżył kawałek skóry, który nim posmarowałam. Raczej NIE kupię, bo wolę inne zapachy. 
15. Balsam mineralny nawilżająco-regenerujący Aqualia Thermal Vichy: Bardzo fajny balsam, który zużyłam do posmarowania twarzy. Miał tłustą konsystencję, aczkolwiek bardzo łatwo można było ją rozprowadzić. Spowodował niesamowity efekt - czułam, że moja skóra była bardzo aksamitna i gładka. Troszkę przeszkadzał mi zapach, choć producent zapewnia, że balsam nie zawierał środków zapachowych. Jestem na TAK, choć pewnie nie będzie mi dane skorzystać z pełnowymiarowej wersji ze względu na cenę.

Kolorówka:
16. Konturówka do oczu Avon Blackest Black: Zakupiłam ją w celu podkreślania linii wodnej oka, ale nie nadawała się do tego zupełnie. Dzięki temu zaczęłam rysować kreski na powiekach, które niestety wychodziły zbyt grube, gdyż konturówki nie dało się temperować - była wykręcana. Kreski nie były zbyt trwałe i odbijały się niekiedy na górnych powiekach. Dlaczego mimo wszystko jestem na TAK? Bo była wygodna w użyciu - nie lubię temperować kredek. Recenzja tutaj. 
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła, jak to działa :D Jeśli jesteście zainteresowane jak wygląda konturówka od środka, to spójrzcie poniżej :D
Byłam pewna, że zużyłam ją do końca, a jednak ostał się kawałeczek. Dało się nim jeszcze narysować kreski, a przy okazji wsadziłam go sobie do oka:] 
17. Żelowa kredka do oczu Avon Super Shock Black: Bardzo ją lubię, pomimo że niekiedy doprowadza mnie do szału. Bardzo dobrze podkreśla linię wodną, na powieki również się nadaje. Kreski są długotrwałe, aczkolwiek rozmazują się:( Temperowanie tej kredki to istna katorga! Rysik jest bardzo miękki (w końcu to "żelowa" kredka), przez co bardzo szybko ulega zmaltretowaniu w kontakcie z temperówką:(  Ogólnie jestem na TAK.

Używałyście powyższych produktów? Jakie macie o nich zdanie? Chętnie poczytam:)

środa, 3 kwietnia 2013

Marcowy Garbage 2013

Balsam, krem, mydło, żel pod prysznic, balsam, krem, mydło, żel pod prysznic... i tak w kółko. Mam wrażenie, że popadam w rutynę, jeśli chodzi o przedmioty recenzji. Nie lubię umieszczać w comiesięcznym Garbagu opakowań produktów, których nie zdążyłam wcześniej opisać. Dlatego na co dzień dodaję posty o kosmetykach, które używam na bieżąco, tak aby pod koniec miesiąca tylko krótko je podsumować. W marcowych zużytkach przeważała (jak zwykle) pielęgnacja. 


Pielęgnacja:
1. Wygładzająco-nawilżający balsam do ciała Piękne Ciało Silk touch Soraya: Przeciętniak o marnej wydajności. Jestem na NIE. Recenzja tutaj.
2. Balsam do ciała Energia i świeżość owoców Cztery Pory Roku: Pięknie pachnący balsam w niefajnej tubce. Lekko podrażniał:( Ze względu na zapach jestem na TAK. Recenzja tutaj. 
3. Regenerujący zimowy krem do rąk Cztery Pory Roku (żurawina + miód + mleko): Wydajność to jedyna zaleta tego produktu. Nie regenerował skóry, a do tego nieprzyjemnie pachniał. Jestem na NIE. Recenzja tutaj.

Prysznic:
4. Żel pod prysznic Original Source Lime: Mój drugi ulubiony OS. Choć zapach był zbyt intensywny i nie utrzymywał się na skórze w ogóle, to niesamowicie orzeźwiał. Największym zaskoczeniem były właściwości pielęgnujące! Jestem na TAK. Recenzja tutaj.

Makijaż:
5. Tusz do rzęs Essence Multi action: Moja najukochańsza maskara! Nie pamiętam kiedy ją kupiłam, ale używałam jej mimo, że już dawno upłynęło 6 miesięcy od momentu otwarcia opakowania :P Nie mogłam się z nią rozstać, ale w końcu nastał ten przykry moment... tusz zaczął zasychać i sklejać rzęsy. Jestem BARDZO na TAK. Kupię go ponownie, gdy wykorzystam inne tusze, bo inaczej i one wyschną na wiór :P 

Próbki:
6. Szampon do włosów Czysty Blask Garnier Fructis: Mył i przyjemnie pachniał :P Próbka starczyłaby na dwa umycia, ale ja nie chciałam się paćkać i wykorzystałam całą od razu :P MOŻE spróbowałabym ponownie.
7. Krem przeciwzmarszczkowy Gerovital Plant: Nie sądziłam, że powinnam zacząć używać kremu przeciwzmarszczkowego, mając prawie 24 lata :P Cóż, skoro wygrałam próbki, to je wykorzystałam :P Krem o dziwo pozytywnie mnie zaskoczył, bo nie podrażnił mojej skóry (zawsze mam pietra przy nowościach). Miał przyjemną konsystencję i zapach. Jestem na TAK. Z chęcią wypróbowałabym pełnowymiarowy produkt:)
8. Krem ochronny Alantandermoline z witaminą A i E: Bardzo dobry krem, który znam od dawna w pełnym wymiarze. Jestem oczywiście na TAK. Recenzja tutaj.