Gdyby nie jeden ze znanych
tanecznych programów, nie wiedziałabym jak wygląda ex-żona jednego ze znanych
dziennikarzy telewizyjnych. Gdyby nie blogi, nie wiedziałabym, że owa pani
stworzyła własną markę kosmetyczną. O tym, że kosmetyki wypuszczone pod szyldem
Kingi Rusin, są podobno w 100% naturalne, charakteryzują się specyficznym
zapachem i kosmiczną ceną naczytałam się już wielokrotnie. Jednak dopiero
dzięki zeszłorocznej wygranej w konkursie u Strawberry mogłam przekonać się o
tym na własnej skórze, testując otulające
masło do ciała Pat&Rub.
Od producenta: Masło
do ciała ma konsystencję tortowego kremu. Bogactwo i wysokie stężenie maseł i
olejków roślinnych sprawiają, że nawet bardzo sucha skóra, staje się znakomicie
nawilżona i uelastyczniona. Efekt zauważalny jest po pierwszym użyciu. Słodki
ekoaromat rozleniwia. Do używania od stóp do dekoltu.
Opakowanie: Produkt znajduje się w okrągłym pudełeczku z
odkręcanym wieczkiem. Opakowanie zostało wykonane z lekkiego i matowego
plastiku. Zawartość została dodatkowo zabezpieczona sreberkiem.
Etykieta w
kolorze karmelowym nawiązuje do jednego z (rzekomych) zapachów masła. Zamieszczone zostały
na niej informacje od producenta oraz skład, zarówno w tradycyjnej formie (po
łacinie), jak i rozszerzonej (opis działania poszczególnych składników). Na
opakowaniu, które posiadam, widnieje również znaczek informujący o tym, że
produkt został wypuszczony na 5. urodziny firmy jako edycja limitowana, jednak
po jakimś czasie wszedł do oferty na stałe.
Konsystencja: „Tortowego
kremu”.
Kolor: Waniliowy.
Zapach: Według producenta mieszanka karmelu, cytryny
i wanilii.
Skład:
Moja opinia: Zacznijmy od pozytywów. Bardzo podoba mi się
opakowanie tego masła. Niby nic specjalnego, zwykłe i tradycyjne pudełeczko,
ale jednak przypadło mi do gustu dzięki temu, że jest lekkie (pomimo dużej
pojemności) i matowe, dzięki czemu nie wyślizguje nam się z dłoni. To
pudełeczko przypomina mi opakowania maseł do ciała z Bielendy, a konkretniej tę
przezroczystą część. Sreberko zabezpieczające przed wścibskimi łapskami
oczywiście zawsze jest na tzw. propsie;)
Drugim pozytywnym aspektem jest zdecydowanie konsystencja. Producent
twierdzi, że posiada ona formę tortowego kremu i w sumie mogę się z tym
zgodzić. Konsystencja jest co prawda maślana, ale przy tym bardzo delikatna,
coś właśnie w stylu masy tortowej;) Dzięki tej delikatności aplikacja masła
jest bezproblemowa, gładko sunie ono po skórze. Trzeba tylko uważać, aby nie
przesadzić z ilością nakładanego produktu, bo wtedy trochę dłużej trwa
rozsmarowywanie go na ciele. Masło dość szybko się wchłania, co akurat dla mnie
jest bardzo komfortowe, bo od razu można założyć piżamy.
Trzecią, a zarazem ostatnią, pozytywną nowiną są właściwości
pielęgnacyjne. Masło jest naprawdę skuteczne! Bardzo dobrze nawilża ciało na
długie godziny, skóra jest gładziutka i gdyby umiała mówić, to pewnie
powiedziałaby, że jest zadowolona :P W dodatku nic mnie po aplikacji masła nie
uczula, nie wyskakują mi żadne czerwone plamy (jak to czasem bywa), więc skład
chyba rzeczywiście jest wysoce naturalny.
A teraz czas na hejty :P Chociaż konsystencja jest ogólnie na plus, to
masło zostawia po sobie wyczuwalny film na skórze. Nie jest on na szczęście
tłusty czy lepki, ale jednak cały czas czuję, że mam coś na ciele:/ Za pewne
jest to kwestia składu.
Kolejny minus to cena. Nie chcę nikogo urazić, ale chyba trzeba upaść na
głowę, żeby regularnie kupować to masło (i inne produkty tej firmy…). Ja wiem,
że często są promocje, ale dla mnie wydawanie kilkudziesięciu złotych na jeden
kosmetyk pielęgnacyjny, który wcale nie jest genialny czy zjawiskowy, jest
grubą przesadą.
No i najgorszy dla mnie aspekt w tym maśle (a wydawałaby się, że ceny z
kosmosu to już nic nie przebije :P) to jego zapach:/ Specjalnie czekałam na okres
jesienno-zimowy, aby otworzyć to masło (tyle miesięcy żyłam w niewiedzy :P) i
aby „otulić” się jego zapachem, a tu takie rozczarowanie! Gdzie ten karmel
droga Kingo, no gdzie?:[ Już na pierwszy rzut oka moja wyobraźnia nie potrafiła
ogarnąć takiej mieszanki zapachowej. Jak się potem okazało, nawet mój nos nie
jest w stanie jej ogarnąć. Wąchając zawartość opakowania wyczuwalna jest głównie cytryna. Po aplikacji na skórę zapach cytryny zostaje przełamany jakąś słodką nutą, może nawet jest to ta rzekoma wanilia, ale jest to tak mdlący zapach, że z miejsca robi mi się niedobrze:/ Zapach jest na tyle intensywny i długotrwały,
że przechodzi nawet na piżamy:/ Wiem, że niektórym osobom to nie przeszkadza i
lubią zapach tego masła (btw, ani jednego negatywnego komentarza na oficjalnej stronie sklepu :]), ale ja nie mogę go zdzierżyć:( I płakać mi się chce na
widok tego, ile mi go jeszcze zostało :P Najchętniej odstawiłabym je z powrotem
do zapasów, ale nie mogę, bo data ważności zbliża się ku końcowi…
Dostępność: Sklep on-line Pat&Rub, Sephora
Pojemność: 250 ml
Cena: 75 zł
Miałyście do
czynienia z produktami firmy Pat&Rub? Co myślicie o ich zapachach i cenach?






































