Wzdychasz do kosmetyków zagranicznej firmy, której nie możesz kupić
stacjonarnie w swoim mieście. Czytasz i słyszysz w Internetach same „ochy” i
„achy” na temat tych produktów. Pragniesz je mieć i samemu przetestować, a
kiedy masz już taką możliwość, odczuwasz wielkie rozczarowanie pod każdym
względem. Znasz to? Ja tak właśnie miałam z balsamem do ciała Bath &
Body Works Midnight Pomegranate…
Od producenta: Midnight Pomegranate Shea &
Vitamin E Body Lotion. Fiery pomegranate, purple iris and night musk. The perfect daily moisturizer: * Provides 16 hours
of continuous moisture * Infused with Shea Butter and our Daily Moisture Complex
of Vitamin E, Aloe and Vitamin B5 * Non-greasy formula absorbs quickly,leaving
skin feeling soft, smooth and nourished.
[Moje & translatora Wujka Gugla tłumaczenie:] Midnight
Pomegranate Shea & Vitamin E Balsam. Ognisty granat, purpurowy irys i
piżmo. Idealne dzienne nawilżenie: *zapewnia 16 h ciągłego nawilżenia *zawiera
masło shea oraz dzienny kompleks nawilżenia witaminy E, aloesu i witaminy B5 *nietłusta
formuła szybko się wchłania, pozostawiając skórę miękką, gładką i odżywioną.
Opakowanie: Przezroczysta buteleczka wykonana z
twardszego plastiku, z plastikowo-metalową zakrętką typu „press”, na której
umieszczona została nazwa firmy. Na przedniej etykiecie widnieje kwiat irysa
oraz owoc granatu.
Konsystencja: Kremowa.
Kolor: Jasny róż.
Zapach: Owocowo-kwiatowy, intensywny.
Skład:
Moja opinia: Nawet nie wiem od czego zacząć, bo wszystko
jest na „nie” w tym produkcie… Ale ok, zacznijmy, jak to się mówi „od
początku”. Balsam ma całkiem fajne i ładne opakowanie, ale posiada zakrętkę
typu „press”, której bardzo nie lubię. Co ciekawe, widziałam w Internecie różne
etykiety i kształty tego balsamu, więc nie wiem, czy mój egzemplarz zalicza się
do starszej, czy nowszej wersji.
Konsystencja jest kremowa i średnio gęsta, jak na balsam przystało. Podoba
mi się w niej to, że nie osadza się na ściankach opakowania, tylko spływa
równomiernie wraz ze zużyciem. Niestety, w kontakcie ze skórą, konsystencja
okazuje się być lepka i choć łatwo rozprowadza się ją na ciele oraz szybko się
wchłania, to pozostawia po sobie nieprzyjemny film.
Zapach od początku nie trafił w moje gusta. Wiem, że wielu osobom się
podoba, ale dla mnie okazał się nietrafioną mieszanką
owocowo-kwiatową. Słyszałam, że zapachy kosmetyków Bath & Body Works są
intensywne, ale nie spodziewałam się, że aż tak! Zapach balsamu jest również bardzo
intensywny, co okazało się nad wyraz męczące, ponieważ ubrania są nim
automatycznie przesiąknięte, a do tego nie ma sensu aplikować swoich perfum, bo
i tak ich nie będzie czuć. Z tego względu, postanowiłam smarować balsamem
jedynie swoje nogi.
W działaniu balsam okazał się być bardzo słaby. Owszem, może i skóra jest
gładka, ale na pewno nie jest nawilżona czy odżywiona. Właściwie, to bym
powiedziała, że balsam oblepia skórę, choć parafiny nie zawiera. Zresztą, nie
ma się co dziwić jego słabym właściwościom, skoro wysoko w składzie, bo już na
piątym miejscu, znajduje się zapach, a za nim prawie 30 kolejnych czynników:]
Produkt ma nietypową jak na polskie warunki pojemność, bo zawiera 236 ml.
Nietypowa i powalająca jest również cena, bo dla mnie przesadą jest wydać 50 zł
na kosmetyk, którego używanie staje się tak naprawdę męczarnią a nie
przyjemnością:/ Cieszę się, że sama go sobie nie kupiłam, tylko wygrałam kiedyś u Szarony, bo mocno żałowałabym wydanych pieniędzy.
Podsumowując, jestem zawiedziona tym produktem na każdym polu. Balsam nie
zachwycił mnie dosłownie niczym i na pewno nie sięgnę po inne wersje. Chcę
podkreślić jednak, że nie skreślam całkowicie marki Btah & Body Works,
ponieważ z ich żelu antybakteryjnego jestem bardzo zadowolona, a mam jeszcze
chęć wypróbowania m.in. ich mgiełki, żelu pod prysznic i świecy
zapachowej.
Dostępność: Bath & Body Works
Pojemność: 236 ml
Cena: 49 zł
Miałyście ten balsam? Jaką macie opinię o
produktach Bath & Body Works?
