Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adidas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adidas. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 lipca 2014

O kilku żelach pod prysznic, do których nie powrócę...

Jeśli ktoś jeszcze nie wie, to uwielbiam żele pod prysznic. Mogę powiedzieć, że właściwie jestem żelomaniaczką – zawsze mam ich nadmiar, bo nie mogę się opanować przed zakupem kolejnego ładnie pachnącego egzemplarza. Niestety, wielokrotnie mój nos mnie zwodził i to, co wydawało mi się na pierwszy węch przyjemnym aromatem, okazywało się pod prysznicem wielkim rozczarowaniem. W tym poście chciałabym przedstawić Wam sześciu gagatków, do których nie powrócę głównie ze względu na nieprzyjemny zapach. Czterech z nich pojawiło się już w moich denkach, ale jakoś nie złożyło się, żeby napisać o nich osobną recenzję.
Wiem, że żele pod prysznic z reguły nie wymagają długich recenzji, bo w końcu są to produkty, które mają jedynie oczyszczać skórę i nie wpływać negatywnie na jej stan, ale ten rodzaj kosmetyku jest takim moim „konikiem” w tematyce blogowej, dlatego nie chciałabym pominąć żadnego z nich. Niektóre żele nie zasługują na przydługie opisy, o niektórych nie miałam czasu napisać, więc postanowiłam przedstawić je dzisiaj w mini recenzjach. Być może ten nietypowy rodzaj postu wejdzie na stałe do mojego bloga, bo u mnie żele pod prysznic idą jak woda, a jak już wspomniałam, nie zawsze jest okazja na dłuższy wpis.

1. Żel pod prysznic Adidas Fruity rhythm: 
Był to chyba najgorszy żel ever i źle mi o tym pisać, bo dostałam go pod choinkę od Mamy (w zestawie razem z perfumami), mimo że sama go sobie wybrałam :P Zapowiadało się ciekawie, a wyszło inaczej… Nie dość, że perfumy okazały się minimalnie trwałe (ulatniały się po pół godzinie – recenzja tutaj), to jeszcze żel dowalił całkowicie:/
Swoim zapachem słabo przypominał perfumy. Pachniał w sumie brzydko, nie odczuwałam jakiejkolwiek przyjemności z jego użytkowania. Zero orzeźwienia, zero pobudzenia, a z tym  zawsze kojarzyły mi się żele sportowe.
Konsystencja była rzadka, przelewała się przez palce, słabo się pieniła. Żel był niewydajny. Jakby tego było mało, to jeszcze wysuszał skórę i podrażniał mnie na dekolcie :/
Kiedyś napisałam o nim w denku: „na upartego można przyznać mu plus za przezroczyste opakowanie”. No dobra, jeszcze kształt miało fajny - taka talia a’la osa :P Co ciekawe, był ważny 30 miesięcy od otwarcia, gdzie zazwyczaj spotykam się z okresem 12 miesięcy. Ja w każdym razie zużyłam go jak najszybciej…
Dostępność: Real
Pojemność: 250 ml
Cena: Zestaw perfumy+żel kosztował 39,99 zł (wydaje mi się, że sam żel kosztuje +/- 10 zł)


2. Żel pod prysznic Joanna Sweet Fantasy wanilia:
Producenta faktycznie poniosła fantazja, bo słodyczy to ja żadnej tam nie wyczuwałam. Jeśli kojarzycie zapach waniliowego olejku do ciasta, to tak właśnie pachniał (czyt. śmierdział) ten żel. Nie wiem, jakie ma właściwości pod prysznicem, bo ja postanowiłam zużyć go inaczej. Najpierw wlewałam go do miski z wodą, żeby wymoczyć sobie stopy, ale zapach jest tak okropny, że długo w tej misce nie „wysiedziałam”. Ostatecznie postanowiłam zużyć go do mycia rąk. Trochę wysusza moją skórę, a do tego nie zabija typowych zapachów. Nie jestem nawet pewna, czy domywa te ręce… No co Wam będę pisać, wali od niego na kilometr. Jedyny plus tego żelu to opakowanie z pompką, ale i tak go nie polecam!

Dostępność: Biedronka
Pojemność: 250 ml
Cena: 4,99 zł

3. Żel pod prysznic Fruit Kiss lilia wodna:
Kurde! I znowu Biedra, i znowu ten zapach nie do zniesienia. Wydawało mi się, że czuję lilię wodną, ale odkąd zapach przywołał wspomnienia z dzieciństwa, a konkretniej z inhalacjami na drogi oddechowe, to jego zużywanie stało się męczarnią. Nie mogłam znieść tego zapachu, więc też stosuję go zamiennie ze wspomnianym już śmierdziuchem (z Joanny) do mycia rąk. Szkoda, że zapach okazał się być do bani, bo pozostałe właściwości żelu są świetne – olejkowa konsystencja, ciekawe drobinki, dobra piana, nawilżenie skóry… Nie sądziłam, że powrócą one do Stonek, ale aktualnie możecie je tam dostać w trzech wariantach zapachowych. Ja na pewno nie skuszę się na żadną!
Dostępność: Biedronka
Pojemność: 300 ml
Cena: 4,99 zł
4. Żel pod prysznic Fa pink passion:
Na początku podobał mi się jego zapach i wkurzyłam się, gdy przeczytałam u jakiejś blogerki, że jest to żel o za słodkim zapachu, idealnym dla małych dziewczynek :P Potem przyznałam jej rację, ale jedynie w pierwszej części, bo po zużyciu połowy zawartości zapach zaczął mnie drażnić. Stał się męczący, mdły, za słodki, zbyt landrynkowy:/ Jakoś nie lubię wystawiać negatywnych opinii, gdy dostaję kosmetyk w prezencie, a już zwłaszcza od Mamy:/ :P
Żel dobrze się pienił. Konsystencja była średniogęsta, kolor różowy. Niestety, wysuszał moją skórę na ramionach. A żeby już tak nie kończyć pesymistycznie, to fajne miał opakowanie, takie dziewczęce, ale kolor nie do zniesienia :P Ogólnie lubię opakowania żeli z Fa, a najbardziej podoba mi się zakrętka, kojarząca się z kapsułą kosmiczną :P
Dostępność: ? (drogerie, markety)
Pojemność: 250 ml
Cena: ?

5. Żel pod prysznic Dusch das fruit & creamy:
Opakowanie miało ciekawy opływowy kształt, skojarzyło mi się z żelami firmy Radox. Niewątpliwą zaletą była zakrętka „niekapek”. Miał bardzo przyjemną kremową konsystencję, dzięki której skóra pozostawała gładka. Nie miał nadzwyczajnego działania, ale w żaden sposób mnie nie podrażnił.
Kiedyś wspominałam, że nie lubię żeli o zapachu multiwitaminy. Ta wersja pachniała z początku nawet przyjemnie, ale szybko się znudziła, bo stała się za słodka. Do tego żel był niewydajny.
Dostępność: niemieckie markety
Pojemność: 250 ml
Cena: mniej niż 1€ (w promocji)


6. Żel pod prysznic Kult lilia wodna&trawa cytrynowa:
Prawie stał się moim ulubieńcem… A historia jego zakupu jest taka, że przeczytałam w czyimś denku o żelu o zapachu trawy cytrynowej ze sklepu Aldi. Oczywiście jako fanatyczka tego zapachu zapragnęłam nabyć owy żel. Znalazłam, kupiłam, po czym okazało się, że to jednak nie ten (zapomniałam, jak wyglądała etykieta) :P Ja kupiłam wersję kremową połączoną z lilią wodną, ale nadal można gdzieś kupić samą trawę cytrynową (szczerze mówiąc, ja jeszcze na nią nie natrafiłam…).
W każdym razie, konsystencja była bardzo przyjemna w kontakcie ze skórą, dobrze się pieniła. Ciało było bardzo dobrze nawilżone, więc stanowiło idealną opcję dla mazidłowych leniuchów :P Niestety, czasami zdarzało się, że wyskakiwały mi zaczerwienienia na dekolcie, więc chyba coś jest jednak na rzeczy z tymi żelami z firmy Kult, bo inna wersja też mnie podrażniła (pisałam o niej tutaj) :/
Jeśli chodzi o zapach, to w ogóle nie czułam tam trawy cytrynowej a jedynie lilię wodną, której zapachu (jak możecie się już domyślać) nie znoszę. Nie wiem, gdzie podział się mój nochal, gdy kupowałam ten żel, ale pewnie znowu dostałam ogólnego zaćmienia na widok nazwy „trawa cytrynowa”:/ Odkładałam zużywanie tego żelu w nieskończoność, ale nie chciałam, żeby minął jego termin ważności, więc się zmusiłam :P Mimo wszystko, zapach działał na mnie orzeźwiająco, ale kąpałam się szybko, żeby dłużej nie czuć tej lilii wodnej :P
Dostępność: Aldi
Pojemność: 300 ml
Cena: 3,47 zł


Miałyście któryś z tych żeli pod prysznic? Co o nich sądzicie?
Dajcie znać czy spodobała się Wam taka skondensowana forma recenzji;)


Ps. Podałam Wam konkretne sklepy, gdzie kupiłam powyższe żele oraz ceny, za które je ówcześnie nabyłam.

niedziela, 3 lutego 2013

Styczniowy Garbage 2013

Zauważyłam, że w blogowej sferze najbardziej lubię oglądać posty denkowe. To śmieszne, że tak bardzo cieszy mnie widok plastikowych opakowań :P Może jest tak dlatego, że mam pewność, iż dana blogerka w pełni (czasem nie) zużyła dany produkt i jej recenzja może być bardziej rzetelna, dzięki czemu zachęci/zniechęci mnie do jego zakupu.
Moje pierwsze zużycia w tym roku wprawiły mnie w osłupienie. Po raz pierwszy (od momentu założenia bloga) udało mi się wykończyć aż tyle kosmetyków! Jestem z siebie dumna :D Przynajmniej zmniejszyło to moje wyrzuty sumienia po styczniowych zakupach, które pojawiają się w następnym poście :P


Poniżej znajdziecie moje krótkie opinie na temat zawartości styczniowego garbagu:

1. Mydło w płynie Luksja (róża & mleko):


Jest to pierwsze mydło z Luksji, jakie miałam okazję wypróbować. Posiadało przyjemną kremową konsystencję. Pieniło się, zapach przeciętny. Niestety nie zauważyłam, że zawartość uzupełniacza wynosiła jedynie 400 ml. Standardowo, skończyło się błyskawicznie, więc słaba wydajność. Nie kupię ponownie.

Dostępność: Rossmann, Real, Astor
Cena: 3,69 zł (w promocji)
2. Mleczko do demakijażu BeBeauty (skóra normalna i mieszana):


Z sentymentem patrzę na to opakowanie, które nie będzie już dostępne, bo jak za pewne wiecie, w Stonce możemy spotkać już tylko nowe wersje. Mleczko odpowiada moim potrzebom, choć mogłoby być doskonalsze. W każdym razie  kupię je ponownie! Nie zmieniam firmy, bo chcę uniknąć podrażnień oczu. Recenzja tutaj
3. Patyczki do uszu:


Nie piszę "bagietki", bo znowu kogoś rozśmieszę :P Szkoda, że już się skończyły. Mimo, iż zakupione w supermarkecie, były dla mnie idealne! Miałam je od września. Oprócz czyszczenia uszu służyły mi do korekcji makijażu. Miały cieniutkie zakończenie. Dodatkowym walorem było opakowanie, które po przyciśnięciu, otwierało się w połowie, dzięki czemu nie trzeba było podnosić całej "klapy" i unikało się wysypywania patyczków. Pudełeczko sobie zachowałam i przesypałam do niego patyczki z innej firmy. Na pewno kupię ponownie!
Dostępność: Real
Pojemność: 200 sztuk
Cena: ok. 2 zł

4. Odżywka do włosów Timotei with Jericho Rose (Lśniący blask):


Poza ładnym zapachem nie zachwyciła mnie. Denerwowała mnie zakrętka (jak w całej serii) i bardzo słaba wydajność. Na pewno nie kupię ponownie!

Dostępność: Real
Pojemność: 200 ml
Cena: 4,99 zł (w promocji)
5. Perfumy Adidas Fruity Rhythm:


Zapach przeciętny. Ulatniał się po kilkunastu minutach! Wielkie rozczarowanie - nie kupię ponownie! Recenzja tutaj.
6. Antyperspirant Dove Go Fresh (grapefruit & lemongrass):


Mleczny kolor i zapach spoconej trawy cytrynowej skutecznie zniechęcił mnie do tego produktu - nie kupię ponownie! Recenzja tutaj.
7. Zimowy krem do rąk Cztery Pory Roku (bawełna norweska & imbir):


Jak na małą tubkę, był wydajny. Do samego końca irytował mnie zapach tabletek Strepsils:] Nawet szybko się wchłaniał. Nie rozgrzewał. Recenzja tutaj. Zmieniłam zdanie co do skuteczności - nie radził sobie jednak z bardzo suchą skórą, nawilżał na krótką chwilę, stąd na pewno nie kupię ponownie! 
8. Żel pod prysznic Original Source (Orange & Liquorice):


Totalne zaskoczenie co do zapachu, który okazał się karmelowy :P Wszystko genialne oprócz marnej wydajności! Kupię ponownie, ale myślę, że dopiero za rok, by umilić sobie zimowe kąpiele;) Recenzja tutaj.
9. Masło do ciała Tutti Frutti (Liczi & Rambutan):


Przeżyłabym wszystkie jego mankamenty, ale czarne kropko-kreski były ponad moją cierpliwość! Wykończyłam je całe i nie zamierzam się z nim więcej użerać - nie kupię na pewno! Plusem było dobre nawilżenie i nawet wydajność, o której zmieniłam zdanie. Recenzja tutaj.
10. Szampon do włosów Elisse (włosy suche i zniszczone):


Totalne zaskoczenie! Bardzo tani i mega wydajny szampon! Przyjemny zapach. Polepszył stan moich włosów - przestały rozdwajać mi się końcówki!:) Na pewno kupię ponownie! Recenzja tutaj.
11. Błyszczyk AVON:


Ciężko wypowiadać mi się na jego temat, gdyż dostałam go od koleżanki tydzień temu. Spontaniczny "prezent", długo by tłumaczyć :P Stan dosłownie terminalny, bo użyłam go może parę razy - końcówka nie sięgała dna. Miał powiększać usta, czego oczywiście nie robił, za to nieprzyjemnie szczypał. Co gorsza - śmierdział jakby śliwką (nie wiem jaki pierwotnie miał zapach :P). Jedynym plusem był przyjemny pędzelek, co mnie zaskoczyło, bo dotychczas spotykałam się jedynie z aplikatorami w formie gąbek. Może wypróbowałabym inne wersje zapachowe.
12. Fluid VICHY Aerateint Pure (nr 23):


Zupełnie zapomniałam, że posiadam pełnowymiarową wersję! Przywiozłam ją sobie z domu, a tu zonk, bo okazało się, że resztki, które zostały na dnie, zaschły :P I na marne było wiezienie opakowania tyle kilometrów :P Krótka recenzja, co prawda próbki, znajduje się tutaj. Przyjęłabym go ponownie, jednak sama bym go nie zakupiła.
13. Żel pod prysznic Original Source (Lemon & Tea Tree):

Glut o zapachu cytrynowej galaretki. Skończył się w mgnieniu oka. Nie kupię ponownie!

Dostępność: Real
Cena: 6,99 zł (w promocji)
14. Atomizer Puma Jamaica (żółta):


Mój ukochany zapach! Nie wiem, które to już puste opakowanie. Niestety, pozostaje mi jedynie forma atomizera, bo bardzo ciężko zdobyć w Polsce perfumy 40 ml! Na pewno kupię ponownie, ale czekam na jakąś promocję :D
I to by było na tyle. Jak widzicie, wiele z w/w kosmetyków mnie rozczarowało, dlatego nie kupię ich ponownie. Jeszcze raz podkreślę, że jestem bardzo zadowolona z ilości zużyć. Chciałabym, żeby w kolejnych miesiącach było podobnie, choć podejrzewam, że ciężko będzie utrzymać ten poziom :P

sobota, 26 stycznia 2013

Koktajlowo-owocowy rytm Adidasa

Miałam chrapkę na zapach Adidasa, odkąd powąchałam w sklepie testery atomizerów. Widziałam chyba trzy rodzaje: różowy, zielony i niebieski (?). Najbardziej spodobał mi się ten pierwszy. Postanowiłam, że jak skończą mi się obecne perfumy, to go sobie kupię. Długo nie musiałam czekać, bo choć inne zapachy mam nadal, to pod choinką znalazłam Adidas Fruity Rhythm;) 
No dobra, muszę się wytłumaczyć... Tak naprawdę, to sama kupiłam te perfumy :P Moim zadaniem było jedynie przywiezienie ich do domu :P Moja mama zapytała mnie któregoś razu, jaki prezent chciałabym dostać. Miałam się zastanowić, ale już na drugi dzień widziałam w sklepie dwa rodzaje zestawów: 


Od razu zadzwoniłam do "Mikołaja" i po ustaleniu szczegółów, zakupiłam zestaw nr 2: woda toaletowa + żel pod prysznic :P Nie chciałam kupować atomizera ze względu na jego ogólną krótką trwałość, więc pomyślałam, że woda toaletowa będzie lepszym rozwiązaniem. Czy aby na pewno? Hmm...


Opakowanie: Perfumy znajdowały się w małym, prostokątnym, tekturowym pudełeczku.

Flakonik: Jest naprawdę bardzo mały, dzięki czemu nie zajmie dużo miejsca w torebce. Posiada różową zakrętkę, którą niestety bardzo ciężko się zdejmuje. Sam flakonik jest niebanalny, ale poręczny. Wydawałoby się, że jest płaski, jednak kształtem przypomina mi trójkąt, składający się z trzech pasków - logo Adidasa. Jest też przezroczysty, oprócz napisów i dna, które są różowe. Woda również ma różowy odcień, mimo iż na białym tle kartki zupełnie jej nie widać, a jeszcze zostało mi jej trochę


Dozownik: Posiada minimalny otworek, przez co woda toaletowa nie wypryskuje się w dużych ilościach. 


Zapach: Delikatny, owocowo-kwiatowy. Szczegółowych informacji zasięgnęłam ze stron internetowych, które nie były jednoznaczne. Wydaje mi się, że posiadam nową wersję tej linii zapachowej, różniącej się nie tylko efektem wizualnym, ale głównie zapachowym! 
Zatem: nuta głowy - koktajl owocowy z malinami, czarną porzeczką i kiwi; nuta serca - fiołek alpejski, frezja, hiacynt wodny; nuta bazy - koktajl drzewny, bób tonka, tytoń.
Po miesiącu używania, nie wiem czym mnie urzekł. Jest ładny, słodki, ale teraz wydaje się być przeciętny. Gdyby ktoś podstawił mi pod nos kilka podobnych zapachów, prawdopodobnie nie odróżniłabym Adidasa.

Trwałość: No właśnie. Fruity Rhythm nie byłby w sumie taki zły, gdyby nie to, że utrzymuje się na skórze nie dłużej jak godzinę! :O Naprawdę! Mocno się zdziwiłam, a tym samym rozczarowałam! Czemu więc nazwali to wodą toaletową??? Aż nie chcę myśleć, jak długo pachnie ten zapach w wersji atomizera...

Wydajność: Bardzo, ale to bardzo mała! Przez to, o czym napisałam wyżej, jestem zmuszona psikać się wodą kilka razy w ciągu dnia. Oczywiście oznacza to, że pojemność znika w zastraszającym tempie. Przeraziłam się, gdy pewnego razu postanowiłam popsikać się dłużej, aby być może uzyskać intensywniejszy efekt. Intensywności nie było, za to w jednej chwili ubyło ok. 1/6 zawartości! Od tamtej pory, oszczędzam ją, jak tylko mogę.

Dostępność: Rossmann, Tesco, Real.
Pojemność: 30 ml
Cena: niska, często można natknąć się na promocje. Za wodę w zestawie z żelem (jak widać na drugim zdjęciu) zapłaciłam 39,99 zł.

środa, 26 grudnia 2012

Pink Christmas tree

W tym roku Mikołaj sprawił mi prawie wszystkie prezenty w moim ulubionym (]:->) różowym kolorze... Przede wszystkim nie spodziewałam się, że dostanę tyle kosmetyków! Ale jak na początkową  kosmetykoholiczkę przystało, ucieszyłam się z każdego:) 

Oto, co dostałam:

1. Zestaw La Rive Love Dance: perfumy + dezodorant


Czy ja przypadkiem nie pisałam ostatnio, że widziałam taki zestaw w sklepie, a do tego, że kupię sobie Love Dance dopiero wtedy, gdy wykorzystam całą linię La Rive? :> Mikołaj lubi płatać figle;)

2. Zestaw Adidas Fruity rhythm: perfumy + żel pod prysznic


3. Płyn do prostowania włosów Marion
4. Antyperspirant Nivea invisible
5. Żel pod prysznic Fa Pink Passion


Ja nie wiem, kiedy zużyję te wszystkie żele pod prysznic :P

6. Akcesoria kosmetyczne:

Tak wygląda etui:


A tak jego zawartość:



Dostałam jeszcze 4 prezenty, ale nie są kosmetyczne, więc ich nie zamieszczam. A Wy co dostałyście? Jesteście zadowolone?:)