Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BeBeauty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BeBeauty. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 marca 2015

(Nie)ulubieniec do oczyszczania twarzy

Bardzo rzadko zdarza się sytuacja, gdy po zużyciu pierwszej sztuki danego kosmetyku, wywołującego we mnie mnóstwo mieszanych uczuć, decyduję się na zakup drugiego egzemplarza. Tak jednak się stało w przypadku delikatnego żelu-kremu łagodzącego do mycia twarzy BeBeauty. I co „najlepsze”, rozważam kolejne podejście do tego produktu :P
Od producenta:
Opakowanie: Żel znajduje się w plastikowej tubce stojącej na zakrętce na „klik”. Plastik jest miękki, więc bez problemu można zużyć produkt do samego końca. Do tego opakowanie jest matowe w dotyku, dzięki czemu nie wyślizgnie nam się z mokrych dłoni. Biało-różowy design nie powala na kolana, ale nawet podoba mi się to małe mazidło, przypominające właściwie niewiadomo co (powierzchnię wody?) :D

Konsystencja: Żelowo-kremowa.
Kolor: Bladoróżowy.

Zapach: Wyrazisty, kwiatowy, lekko słodki.

Wydajność: Bardzo duża. Przy regularnym stosowaniu (2 x dziennie) starcza mi na 5 miesięcy.

Skład:
Moja opinia: Moja przygoda ze słynnym żelem-kremem z Biedry nie rozpoczęła się najlepiej. Pierwsze, co mi się nie spodobało, to konsystencja. Oczywiście, widziały gały, co brały i rzeczywiście ni to żel, ni to krem, ale testowałam już inne produkty, w których konsystencja tego typu była o wiele przyjemniejsza dla skóry. W tym przypadku jest ona zbyt lepka i kiepsko się rozprowadza. Nie lubię, gdy żel do mycia twarzy się nie pieni, a ten właśnie tak ma. Dopiero z pomocą odpowiedniej szczoteczki można wydobyć co nieco piany, ale korzystam z niej tylko wtedy, gdy mam trochę więcej czasu na pielęgnację.
Następnie „uderzył” mnie zapach. Jak dla mnie jest zbyt intensywny, nachalny i do tego kwiatowy. Wolałabym coś orzeźwiającego, ale zarazem delikatniejszego, szczególnie do porannego zastosowania.
Kolejnym powodem moich mieszanych uczuć dla tego produktu było (i nadal jest) jego działanie. Z demakijażem tuszu niewodoodpornego, o dziwo, daje sobie całkiem nieźle radę, aczkolwiek trzeba mieć na uwadze, że zajmuje to sporo czasu, a do tego mamy pandę na pół twarzy (oczywiście do momentu spłukania wodą). Natomiast do zmywania podkładu kompletnie się nie nadaje, ponieważ usuwa go tak jakby powierzchownie. Zdecydowałam zatem, że jako dopełnienie demakijażu (po micelu) posłuży mi wieczorem, a jego porannym zadaniem będzie pozbycie się resztek wieczornego kremu. W dniach bez make-up’u celem żelu-kremu jest w moim przypadku oczyszczenie twarzy z ewentualnych zanieczyszczeń.
Po zużytej pierwszej sztuce nie chciałam sięgać po ten produkt ponownie. Zmieniłam jednak zdanie, kiedy inny żel wyrządził mi krzywdę na twarzy. Potrzebowałam wtedy czegoś na „już”, a że Biedro jest jak zwykle pod nosem, no to chcąc, nie chcąc, słynny żel-krem znowu wylądował w moich rękach… Zdecydowałam się do niego wrócić, nie tylko ze względu na łatwą dostępność, śmiesznie niską cenę i bardzo dużą wydajność, ale głównie dlatego, że naprawdę jest bardzo delikatny dla mojej twarzy, nie podrażnia jej ani nie powoduje wysypu tzw. niedoskonałości. Nie zgodzę się jednak z obietnicami producenta, że „zmniejsza podrażnienia i zaczerwienienia” - stwierdziłabym raczej, że po prostu ich nie wywołuje. Nie zgodzę się również z tym, że „pozostawia uczucie komfortu” i „zachowuje optymalny poziom nawilżenia skóry”, bo ja odczuwam ściągnięcie na twarzy i błyskawicznie muszę sięgnąć po krem.
Reasumując, pomimo wielu mieszanych uczuć, jakie ten produkt we mnie wywołuje, jestem w stanie zdzierżyć jego wstrętną konsystencję i nachalny zapach na rzecz braku niedoskonałości na twarzy. Co za tym idzie, chyba znowu go zakupię...

Dostępność: Biedronka
Pojemność: 150 ml
Cena: 4,99 zł

A jakie odczucia w Was wywołuje ten słynny żel-krem z Biedry? Czy jest ktoś, kto go jeszcze nie miał? :P Jaki inny delikatny żel możecie polecić do oczyszczania twarzy?

wtorek, 3 lutego 2015

Nie ma jak pompa!

Powiedzenie „Do trzech razy sztuka” idealnie wpasowuje się w dzisiejszą recenzję, bowiem po raz czwarty nie dam się już nabić w butelkę (z pompką)! Trzy zużyte sztuki zmywacza do paznokci BeBeauty z lanoliną i gliceryną upewniły mnie w posiadaniu krytycznego stosunku do tego produktu. Wybaczcie, że nie zamieszczam zdjęcia opakowania o pełnej zawartości, ale za każdym razem znikała ona tak szybko, że nie zdążyłam jej obfocić. A wszystko rozchodzi się o opakowanie…
Od producenta: Nawilżająco-zmiękczający: Bezacetonowy zmywacz do paznokci naturalnych i sztucznych. Łatwo i skutecznie usuwa lakier nie rozmazując go. Nie wysusza i nie odbarwia płytki paznokciowej. Natłuszcza i chroni skórę wokół paznokcia przed wysuszeniem. Pozostawia płytkę paznokciową lekko odtłuszczoną, przygotowując ją pod zabieg manicure. Innowacyjna i poręczna pompka umożliwia precyzyjne odmierzenie dozy zmywacza.

Opakowanie: Plastikowa buteleczka z pompką.
Konsystencja: Płynna.

Kolor: Różowy.

Zapach: Delikatny.

Sposób użycia: Nasączony zmywaczem wacik przyłożyć na kilka sekund do paznokcia w celu rozpuszczenia lakieru, co pozwoli na jego szybkie i łatwe usunięcie. Następnie umyć ręce.

Skład: Lanolina – naturalny olej o silnym działaniu nawilżającym i zmiękczającym. Pobudza regenerację naskórka, dzięki czemu zapobiega uszkodzeniom skry wokół paznokci. Gliceryna – składnik pochodzenia roślinnego o długotrwałym działaniu nawilżającym. Skutecznie przenika do głębszych warstw naskórka i płytki paznokciowej zapobiegając utracie wody.

Moja opinia: Zaczynając od właściwości zmywacza, nie mam do niego większych zastrzeżeń. Dobrze i nawet sprawnie zmywa wszystkie lakiery (także brokaty). Troszkę rozmazuje te ciemniejsze, ale być może jest to kwestia samych lakierów. Nie natłuszcza płytki paznokciowej, ale nie powoduje też spustoszenia w postaci wysuszenia, co zdarza się przy zmywaczach z innych firm. Posiada delikatny i całkiem przyjemny zapach (co jest ewenementem wśród tego typu produktów), który po aplikacji utrzymuje się jeszcze przez chwilę na paznokciach.
W kwestii opakowania, krótko mówiąc, jest ono tragiczne! Owszem, jest innowacyjne, bo stosunkowo niewiele firm wprowadziło zmywacze z pompką, ale no ludzie (jakby to powiedział Kryszak), jak już coś robimy, to róbmy to porządnie! Przyznam się Wam, że po drugiej sztuce miałam darować sobie kolejny zakup tego zmywacza, ale jakiś czas temu zmieniono plastikową część w zakrętce (na czarną), więc miałam nadzieję, że producent wreszcie zrobił z tym porządek. O, ja naiwna… Za każdym razem trzeba się trochę napompować, aby mechanizm w końcu zaskoczył i aby wydobyć zawartość. Pompka początkowo działa (o dziwo) normalnie, by po kilkunastu razach „nadejszła apukalipsa”. Wszystko zaczyna przeciekać! Zarówno na środku pompki, jak i pod nią, a dodatkowo na dole samej zakrętki (jak się dobrze przyjrzycie, to zobaczycie to na zdjęciach pompki). Zmywacz dosłownie rozbryzguje się na wszystkie strony świata! Nie muszę chyba pisać, że całe opakowanie jest uwalone… Czasami już wkurzałam się do tego stopnia, że odkręcałam zakrętkę z pompką i normalnie lałam zmywacz na wacik, czyli używałam tej „innowacji” jak każdego poprzedniego zmywacza bez pompki. Apogeum krytyki osiągnął ten gagatek po przyjeździe do domu z pewnej podróży, kiedy to zauważyłam, że połowa (!) zawartości zmywacza wylała się w kosmetyczce, a kolejna 1/2 z tej połowy wyciekała sobie na legalu w trakcie ratowania sytuacji i wyciągania zmywacza z kosmetyczki. Co najśmieszniejsze, zmywacz cały czas przebywał w pozycji pionowej, więc jak to się do diaska stało???
  
Dostępność: Biedronka
Pojemność: 150 ml
Cena: 5,99 zł


W wielu recenzjach spotykam się z podobną sytuacją, jednak zdarzają się też pojedyncze wyjątki, gdzie osoby są zadowolone z działania tej pompki, gdyż nic im nie przecieka. A jak to jest u Was? Używacie takich zmywaczy? 

wtorek, 24 czerwca 2014

Biedronkowy odpowiednik żelu pod prysznic z Nivea

Stonka słynie z najtańszych produktów, obejmujących również dział „urodowy”. Kremowy żel pod prysznic BeBeauty Happy Moments jest stałym bywalcem regału kosmetycznego. Już dawno był na mojej „żelowej liście”, ale nie spieszyło mi się z jego zakupem, bo wiedziałam, że nie będzie żadnego problemu z jego dostępnością. Mimo tego, nie mogłam przejść obok niego obojętnie, kiedy kilka miesięcy temu obniżyli jego standardową cenę o całe 30% :P Takie promocje nie wymagają w moim przypadku długiej manipulacji, no bo jak tu nie wziąć prawie pół litra żelu pod prysznic w zawrotnej cenie 2,65 zł? :D
Od producenta:
Opakowanie: Podłużne, plastikowe, z zakrętką na „klik”. Plastik jest dość twardy, przez co trudno wydobyć resztki żelu, dlatego trzeba sobie dopomóc, dolewając do środka wody – polecam zdjąć całą zakrętkę, gdyż wtedy ukazuje się naszym oczom o wiele większy otwór (uważajcie przy tym na swoje palce, bo ja sobie złamałam paznokcia!:/).
Szata graficzna utrzymana w kolorystyce biało-pomarańczowej jest skromna, ale mnie się podoba.

Konsystencja: Kremowa.
Kolor: Biały.

Zapach: Pobudzający, przyjemny. Utrzymuje się na skórze i jest wyczuwalny również w całej łazience.

Wydajność: Duża.

Skład:

Moja opinia: Niestety mam mieszane uczucia co do tego żelu. Największą zaletą, zaraz obok dużej pojemności i niskiej ceny, jest bardzo przyjemny i pobudzający zapach kwiatu pomarańczy, który długo utrzymuje się, zarówno na skórze, jak i w łazience. Przy takim aromacie naprawdę można się zrelaksować. Kremowa konsystencja jest przyjemna w dotyku, łatwo rozprowadza się na ciele i dobrze się pieni. W życiu nie pomyślałabym, że kremowy żel może wysuszać moją skórę, a jednak!:( Jakoś bym to zniosła, bo po prysznicu i tak staram się regularnie aplikować na ciało jakieś mazidło, jednak następna właściwość tego produktu przekreśliła go na całego. Mianowicie, po użyciu tego żelu na mojej skórze zaczęły pojawiać się czerwone plamy i krostki, głównie na ramionach i dekolcie, więc ewidentnie podrażnia mnie jakiś składnik:( Wielka szkoda, bo polubiłam się z tym produktem i na początku byłam pewna, że zakupię go ponownie. Chciałabym wypróbować innych wersji kremowego żelu z BeBeauty, ale nie chcę się rozczarować… Zastanawiałam się jeszcze nad zakupem żelu Happy Time z Nivea (jest pierwowzorem żelu biedronkowego), ale po porównaniu składów obu żeli (są bardzo zbliżone), nie zdecyduję się na niego.


Dostępność: Biedronka
Pojemność: 400 ml
Cena: 3,99 zł

Znacie ten żel? Porównywałyście go z pierwowzorem z Nivea?

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Kolejny powód do nienawiści wobec koloru różowego :P

Nieprzerwanie od kilku lat stosuję do demakijażu oczu mleczka ze Stonki. Z reguły używam wersji niebieskiej dla skóry normalnej i mieszanej (mini recenzja tutaj), ale że od reguły są czasem wyjątki, to postanowiłam wprowadzić małe urozmaicenie i zakupić wersję różową, która nie przywoływała jednak zbyt miłych wspomnień. Czy po tak długiej przerwie zmieniłam zdanie o mleczku łagodzącym do oczyszczania i demakijażu twarzy i oczu (skóra sucha i wrażliwa) BeBeauty?


Od producenta:

Opakowanie: Producent tyle razy zmieniał rodzaj opakowania, że aż się boję kolejnej wersji, bo z każdą następną jest, moim zdaniem, gorzej. Obecny pojemnik jest plastikowy i, jak się okazało po czasie, przezroczysty, co jest jego jedyną zaletą. Posiada zakrętkę, której nie cierpię. 
Dobrze chociaż, że ma płaskie wykończenie, dzięki czemu opakowanie można postawić „na głowie”. Nawet po zmianie pozycji, nie ma możliwości zużycia całej zawartości, dlatego jedynym wyjściem jest przecięcie pojemnika.

Konsystencja: Kremowa, ale nie jest taka rzadka, jak w niektórych mleczkach.
Kolor: Biały.

Sposób użycia:
Dlaczego wspominam o sposobie użycia? Do tej pory wydawało mi się, że wiem jak używać mleczka do demakijażu. Wyciskałam zawartość na wacik i przecierałam nim powieki do momentu zmycia makijażu. Tym razem zastosowanie się do zaleceń producenta przyniosło lepsze rezultaty. Przynajmniej zaczęłam czytać instrukcje :D

Działanie: Już po pierwszym kontakcie z różową wersją, wiedziałam, że jej zakupienie było błędem. Pomimo, iż mleczko przeznaczone jest teoretycznie do skóry suchej i wrażliwej, od razu poczułam dyskomfort. Gdy zawartość dostała się do oczu, pojawiło się uczucie nadmiernego szczypania i łzawienia, co było niekiedy nie do zniesienia. Niebieska wersja też czasem wywoływała taką reakcję, ale w o wiele mniejszym stopniu.
Kiedy używałam mleczka wg własnego sposobu, nie zmywało ono całkowicie makijażu i często pojawiał się „efekt pandy”. Natomiast, gdy wypróbowałam zalecany sposób, po zwierzaku nie było ani śladu, jednak nie był to sposób niezawodny, gdyż mleczko nie usuwało z rzęs resztek tuszu, zwłaszcza tych wodoodpornych. Niestety nie podpasował mi ów sposób z tego względu, że zajmował on więcej czasu i kleił moje dłonie.
Czasami stosowałam mleczko do zmywania podkładu z twarzy. Coś tam zmywało, ale skóra nie była w pełni oczyszczona, a ja nie byłam w pełni zadowolona. Niekiedy czułam lekkie ściąganie skóry, ale na szczęście produkt nie wywołał u mnie żadnego podrażnienia ani przesuszenia skóry. Nie doznawałam „natychmiastowego ukojenia" skóry, dlatego skupiałam się jedynie na demakijażu oczu. W każdym bądź razie, zdecydowanie wolę wersję niebieską.

Wydajność: Mleczko jest bardzo wydajne. Starcza mi na kilka miesięcy.

Skład:

Pojemność: 200 ml
Dostępność: Biedronka
Cena: 4,49 zł

środa, 7 sierpnia 2013

Zwyczajne-niezwyczajne serum do rąk

Ile ja się naszukałam tego produktu! Gdy przeczytałam w blogosferze, że znowu pojawił się na półkach, to przy każdej wizycie w Stonce przeszukiwałam regały, ale ciągle z tym samym skutkiem – „ni ma”. Swoją drogą, już od dawna irytuje mnie Stonka, którą mam w uczelnianej mieścinie prawie pod nosem, bo jest mała i wiecznie nie ma tam wszystkich kosmetycznych nowości:[ Nie dałam jednak za wygraną i wybrałam się do innej „filii”. „Eee, nie jest to aż tak daleko, przejdę jedną długą ulicę, a potem skręcę w drugą i będę na miejscu” – myślałam naiwnie. Okazało się, że przez te dwie uliczki szłam ponad pół godziny, a ja posiadam dosyć szybkie tempo chodzenia, także wkurzenie było nie małe. No bo jak to, stracić całą godzinę na zakup jednego kremiku? Ba, nie miałam nawet pewności czy go tam zastanę! Ale jednak, w kwietniu udało mi się kupić wygładzające serum do rąk green nature BeBeauty;)


Od producenta:
Opakowanie: Mała, plastikowa tubka z zakrętką na „klik”. Ów plastik jest elastyczny, przypominający ten z produktów Tołpy. To skojarzenie nie dawało mi spokoju i postanowiłam zrobić inspekcję :P Okazało się, że producentem owego stonkowego serum jest Tołpa! Podobna nazwa i etykieta, to samo opakowanie i skład, więc na jedno wychodzi (możecie obejrzeć sobie oryginalne serum tutaj). Znaczna różnica jest jedynie w cenie. Ale po co płacić 13 złotych za serum, skoro można mieć je o dyszkę taniej?!;) 
Wracając do opakowania... znajduje się na nim bardzo dużo informacji, więc chłonni wiedzy ją posiądą. Mnie tam najbardziej cieszy fakt, że jest ono przezroczyste, choć na początku nie było to takie oczywiste z racji koloru zawartości.

Konsystencja: Mogę powiedzieć, że jest to sedno serum. Konsystencja jest lekka, aksamitna i bardzo przyjemna. Nie ma porównania do żadnego kremu, które zazwyczaj są tłuste.

Kolor: Biały

Zapach: Delikatny, roślinny. Utrzymuje się przez jakiś czas na dłoniach.

Działanie: Serum bardzo łatwo się aplikuje, wchłania się niemalże błyskawicznie. Jest idealnym produktem do rąk na lato, kiedy nie potrzebujemy nadmiernej pielęgnacji, a szukamy czegoś lżejszego. Jak zapewnia producent, skóra staje się wygładzona i elastyczna. Nie zauważyłam u siebie jeszcze żadnych oznak starzenia na dłoniach (uff!), więc może serum dodatkowo je odmładza, haha :P Na pewno nie jest to produkt, który regeneruje uszkodzony czy suchy naskórek, ale akurat tego nie oczekiwałam od niego. W sumie jest to taki zwyczajny w działaniu kremik, który ma niezwyczajną konsystencję.

Wydajność: Średnia.

Skład:

Dostępność: Biedronka
Pojemność: 75 ml
Cena: 2,99 zł


Używałyście tego serum? A może znacie oryginał od Tołpy?;)

czwartek, 2 maja 2013

Kwietniowy Garbage 2013

Koniec starego i początek nowego miesiąca to zdecydowanie najbardziej ulubiony i wyczekiwany przeze mnie okres w blogosferze. Z każdej strony jestem zasypywana śmietnikowymi recenzjami, przez co nie nadążam z ich przeglądaniem i komentowaniem. Jak można podniecać się zawartością śmietnika? :O Ano można! Jestem tego najlepszym przykładem :D 
Mój kwietniowy Garbage prezentował się następująco:


Prysznico-wanna:
1. Żel pod prysznic Isana kwiat maku: Przyjemny świeży zapaszek, idealny na wiosnę. Szkoda, że tak słabo wydajny. Jestem na TAK, chociaż pewnie więcej go nie kupię - pochodził z edycji limitowanej, a poza tym mam mnóstwo innych żeli do zużycia. Recenzja tutaj.
2. Żel pod prysznic BeBeauty Spa Bali ekstrakt z owoców egzotycznych: Żel, który pachniał "egzotyczną" gruszką. A przede wszystkim, do cholery, był peelingiem (choć bardzo słabym), którego nienawidzę! Jestem na zdecydowane NIE. Recenzja tutaj
3. Musująca kula do kąpieli Body Club limonka & kawa: Fajny bajer do wanny. Bardzo chemiczny zapach limonki, bo o kawie nic mi nie było wiadomo... MOŻE wypróbuję inne wersje zapachowe. Recenzja tutaj.

Twarzo-głowa:
4. Krem Eveline Extra Soft Allergique: Stosowałam go jedynie do twarzy. Nie sądziłam, że będzie aż tak mega wydajny! Starczył mi dokładnie na 6 miesięcy! Można go zużyć do samego końca, dzięki funkcjonalnemu opakowaniu. Niestety, chwilowe uczucie ściągniętej skóry towarzyszyło mi przez cały okres jego aplikowania, dlatego raczej NIE kupię go ponownie. Recenzja tutaj, pochodząca jeszcze z początku prowadzenia bloga, której do tej pory nikt nie chciał skomentować :P
5. Nawilżająca odżywka do włosów Alterra (granat & aloes): Wielkie rozczarowanie. Obciążała włosy i odpychała zapachem. Niestety jestem na NIE. Recenzja tutaj.

Higiena rączek i paszek:
6. Zimowe mydło do rąk Isana czar kominka: Przepięknie i intensywnie pachnące przyprawami korzennymi mydło. Zapach, choć krótkotrwały, to idealny na zimę. Szkoda, że nie miało kremowej konsystencji, bo słabo się pieniło. Jak widać na załączonym obrazku, posłuchałam rady i zaznaczałam sobie poziom zużycia, dzięki czemu korzystałam z niego tylko ja, a nie moje współlokatorki:] Jestem na TAK. Na pewno kupię ponownie, o ile uda się je dorwać za rok - niestety edycja limitowana:( Recenzja tutaj.
7. Antyperspirant NIVEA Invisible Clear: Nie brudził ubrań, delikatnie pachniał. Spełniał swoje zadanie. Jestem na TAK.

Miniaturki:
8. Preparat do demakijażu twarzy i oczu 3 w 1 Vichy: Natychmiastowo zmywał jedynie eyeliner, z tuszem trzeba było pomęczyć się dłużej, choć i tak nie robił tego dokładnie. Ciężko było wydobyć resztki z plastikowego opakowania - skutek: przecięty kciuk. Jestem na NIE.
9. Płyn micelarny do demakijażu oczu i wrażliwej skóry twarzy Vichy: Była to moja pierwsza przygoda z micelem i przyznam się, że bardzo przyjemna. Dobrze usuwał resztki makijażu oczu (demakijażu dokonuję za pomocą mleczka), choć stosowałam go głównie do twarzy. Bardzo fajnie ją oczyszczał i odświeżał. Przyjemnie pachniał mentolem. Jestem na TAK. Bardzo chętnie spróbowałabym pełnowymiarowej wersji, choć domyślam się, że jest droga.
10. Perfumy Christina Aguilera (nie wiem niestety jaka wersja): Zapach kobiecy, niezbyt intensywny. Niczym szczególnym nie wyróżniał się, nie przypadł mi do gustu. Szkoda, że nie było aplikatora, bo otwór był jednak duży. Jestem na NIE.

Próbki:
Słowem wstępu. Niektóre blogerki uważają, że nie powinno się recenzować próbek. Owszem, pisanie o efektach czy wydajności byłoby skazane na pośmiewisko, ale moim zdaniem nawet po jednorazowym użyciu można wyrobić sobie pewne zdanie na podstawie danej cechy produktu, która od razu zachęci lub zniechęci nas do zakupu pełnowymiarowego kosmetyku.

11. Krem nawilżający z mocznikiem Emoleum do skóry suchej, bardzo suchej i atopowej: Czułam lekkie ściągnięcie skóry twarzy, więc nie dam mu pełnowymiarowej szansy. Jestem na NIE.
12. Masło do ciała Tutti Frutti karmel & cynamon: Przyjemna konsystencja, znacznie lepsza od orangutana. Niestety spotkałam się z tym, czego się obawiałam i co w ostateczności powstrzymywało mnie od dotychczasowego zakupu - pachniał zbyt intensywnie, za słodko:( MOŻE skuszę się na niego w zimie.
13. Szampon łopianowy włosy tłuste z tendencją do łupieżu Herbal Care Farmona: Śmierdział zielskiem, więc zdecydowanie nie dla mnie. Nie starczył na umycie całej głowy (7 ml), więc musiałam wspomóc się innym szamponem. Miał gęstą konsystencję. Jestem na NIE.
14. Balsam odżywczy do ciała oliwkowy Herbal Care Farmona: Pomimo mojej niechęci do oliwki, była to całkiem przyjemna aplikacja. Dobrze się rozsmarowywał i nawilżył kawałek skóry, który nim posmarowałam. Raczej NIE kupię, bo wolę inne zapachy. 
15. Balsam mineralny nawilżająco-regenerujący Aqualia Thermal Vichy: Bardzo fajny balsam, który zużyłam do posmarowania twarzy. Miał tłustą konsystencję, aczkolwiek bardzo łatwo można było ją rozprowadzić. Spowodował niesamowity efekt - czułam, że moja skóra była bardzo aksamitna i gładka. Troszkę przeszkadzał mi zapach, choć producent zapewnia, że balsam nie zawierał środków zapachowych. Jestem na TAK, choć pewnie nie będzie mi dane skorzystać z pełnowymiarowej wersji ze względu na cenę.

Kolorówka:
16. Konturówka do oczu Avon Blackest Black: Zakupiłam ją w celu podkreślania linii wodnej oka, ale nie nadawała się do tego zupełnie. Dzięki temu zaczęłam rysować kreski na powiekach, które niestety wychodziły zbyt grube, gdyż konturówki nie dało się temperować - była wykręcana. Kreski nie były zbyt trwałe i odbijały się niekiedy na górnych powiekach. Dlaczego mimo wszystko jestem na TAK? Bo była wygodna w użyciu - nie lubię temperować kredek. Recenzja tutaj
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła, jak to działa :D Jeśli jesteście zainteresowane jak wygląda konturówka od środka, to spójrzcie poniżej :D
Byłam pewna, że zużyłam ją do końca, a jednak ostał się kawałeczek. Dało się nim jeszcze narysować kreski, a przy okazji wsadziłam go sobie do oka:] 
17. Żelowa kredka do oczu Avon Super Shock Black: Bardzo ją lubię, pomimo że niekiedy doprowadza mnie do szału. Bardzo dobrze podkreśla linię wodną, na powieki również się nadaje. Kreski są długotrwałe, aczkolwiek rozmazują się:( Temperowanie tej kredki to istna katorga! Rysik jest bardzo miękki (w końcu to "żelowa" kredka), przez co bardzo szybko ulega zmaltretowaniu w kontakcie z temperówką:(  Ogólnie jestem na TAK.

Używałyście powyższych produktów? Jakie macie o nich zdanie? Chętnie poczytam:)

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Gruszkowy peeling dotrze do Ciebie, nawet jeśli tego nie chcesz!

Do tej pory nie miałam okazji używać biedronkowych żeli pod prysznic. Nie zachwycały mnie ani wyglądem, ani kolorem, przez co nawet nie myślałam o sprawdzeniu ich zapachu. Zmieniło się to w momencie zauważenia nowej wersji żelu z serii BeBeauty. Żółty kolor przyciągnął moją uwagę, a powąchanie zawartości sprawiło, że żel pod prysznic BeBeauty Spa Bali ekstrakt z owoców egzotycznych wylądował od razu w moim koszyku. Dlaczego jednak po jego pierwszym użyciu, zastąpiłam go innym żelem i wróciłam do niego dopiero po trzech tygodniach? Odpowiedź uzyskacie poniżej.


Od producenta: Poczuj niezwykłą przyjemność domowego SPA i korzystaj z dobrodziejstw wyjątkowych składników zawartych w naszym żelu pod prysznic. Ekstrakt z awokado doskonale regeneruje skórę, a nasiona moreli mają właściwości peelingujące. Poczuj, jak minerały z wód termalnych oraz ekstrakt z owoców egzotycznych odżywiają i nawilżają Twoją skórę każdego dnia, pozostawiając ją w doskonałej kondycji. 

Opakowanie: Plastikowy, przezroczysty pojemnik, czyli jak dla mnie oczywiście na plus. Lekko wyprofilowane brzegi opakowania powodują, że dopasowuje się on idealnie do kształtu dłoni, dlatego nie ma problemów z jego trzymaniem. Pojemnik posiada dosyć dużą zakrętkę na "klik", działającą sprawnie.
Na etykiecie przedstawione są kamienie, które mnie kojarzą się z masażem tajskim. Jednakże sam ich widok nie sprawia, że czuję się jak w SPA :P Największym minusem etykiety jest to, że nie zamieszczono na jej przodzie słowa "peelingujący" lub "peeling"! Co prawda, z tyłu etykiety producent krótko wspomniał o "właściwościach peelingujących", no ale sorry, jeśli takie właściwości przeważają w całej zawartości żelu, to taka informacja powinna być zaakcentowana w bardziej widoczny sposób dla klienta! W końcu chciałam kupić żel a nie zdzierak! 

Kolor: Kolor żelu jest żółty, natomiast drobinek - brązowy.

Zapach: Albo nie umiem odróżniać zapachów, albo mój nos płata mi figle po raz kolejny. Zamiast awokado czy moreli ja ewidentnie czuję zapach gruszki! Od kiedy gruszka, której nie cierpię pod każdą postacią, jest owocem egzotycznym? :P Z powodu aromatu mycie się tym żelem zdecydowanie nie należy do czynności umilających wieczory.

Konsystencja: Żel zawiera w sobie małe drobinki peelingujące. 
Dla mnie jest to niewątpliwie peeling, przez co produkt powinien się tak nazywać. Czy są to nasiona moreli? Chyba starte na tarce;] Ogólnie żel ma mętną konsystencję, co doskonale widać na ściankach opakowania po jego użyciu. 
Działanie: Ujmę to tak: jeżeli ktoś lubi peelingi i chce używać żelu do tego celu, to niech aplikuje jego zawartość od razu na skórę. Wielkim zdzierakiem nie jest, ale "efekt piasku" jest wyczuwalny. Natomiast dla antyfanów drażnienia skóry czymkolwiek polecam używanie gąbki, która skutecznie wchłania w siebie owe ziarenka. Ja należę do tej drugiej grupy, stąd gąbka była niezbędnym elementem kąpieli. Czuć delikatne naoliwienie skóry, ale jedynie przed pojawieniem się piany. Z użyciem gąbki wytwarza się jej bardzo duża ilość, natomiast bez gąbki piana jest znikoma. 

Wydajność: I znowu kwestia gąbki. Z gąbką - wydajność marna (po tygodniu ubyła mi połowa pojemności :O), jeżeli ktoś lubi dużo piany. Myślę, że żel używany jako peeling na pewno byłby wydajniejszy. 

Skład:

Dostępność: Biedronka
Pojemność: 300 ml
Cena: 5,19 zł

niedziela, 3 lutego 2013

Styczniowy Garbage 2013

Zauważyłam, że w blogowej sferze najbardziej lubię oglądać posty denkowe. To śmieszne, że tak bardzo cieszy mnie widok plastikowych opakowań :P Może jest tak dlatego, że mam pewność, iż dana blogerka w pełni (czasem nie) zużyła dany produkt i jej recenzja może być bardziej rzetelna, dzięki czemu zachęci/zniechęci mnie do jego zakupu.
Moje pierwsze zużycia w tym roku wprawiły mnie w osłupienie. Po raz pierwszy (od momentu założenia bloga) udało mi się wykończyć aż tyle kosmetyków! Jestem z siebie dumna :D Przynajmniej zmniejszyło to moje wyrzuty sumienia po styczniowych zakupach, które pojawiają się w następnym poście :P


Poniżej znajdziecie moje krótkie opinie na temat zawartości styczniowego garbagu:

1. Mydło w płynie Luksja (róża & mleko):


Jest to pierwsze mydło z Luksji, jakie miałam okazję wypróbować. Posiadało przyjemną kremową konsystencję. Pieniło się, zapach przeciętny. Niestety nie zauważyłam, że zawartość uzupełniacza wynosiła jedynie 400 ml. Standardowo, skończyło się błyskawicznie, więc słaba wydajność. Nie kupię ponownie.

Dostępność: Rossmann, Real, Astor
Cena: 3,69 zł (w promocji)
2. Mleczko do demakijażu BeBeauty (skóra normalna i mieszana):


Z sentymentem patrzę na to opakowanie, które nie będzie już dostępne, bo jak za pewne wiecie, w Stonce możemy spotkać już tylko nowe wersje. Mleczko odpowiada moim potrzebom, choć mogłoby być doskonalsze. W każdym razie  kupię je ponownie! Nie zmieniam firmy, bo chcę uniknąć podrażnień oczu. Recenzja tutaj
3. Patyczki do uszu:


Nie piszę "bagietki", bo znowu kogoś rozśmieszę :P Szkoda, że już się skończyły. Mimo, iż zakupione w supermarkecie, były dla mnie idealne! Miałam je od września. Oprócz czyszczenia uszu służyły mi do korekcji makijażu. Miały cieniutkie zakończenie. Dodatkowym walorem było opakowanie, które po przyciśnięciu, otwierało się w połowie, dzięki czemu nie trzeba było podnosić całej "klapy" i unikało się wysypywania patyczków. Pudełeczko sobie zachowałam i przesypałam do niego patyczki z innej firmy. Na pewno kupię ponownie!
Dostępność: Real
Pojemność: 200 sztuk
Cena: ok. 2 zł

4. Odżywka do włosów Timotei with Jericho Rose (Lśniący blask):


Poza ładnym zapachem nie zachwyciła mnie. Denerwowała mnie zakrętka (jak w całej serii) i bardzo słaba wydajność. Na pewno nie kupię ponownie!

Dostępność: Real
Pojemność: 200 ml
Cena: 4,99 zł (w promocji)
5. Perfumy Adidas Fruity Rhythm:


Zapach przeciętny. Ulatniał się po kilkunastu minutach! Wielkie rozczarowanie - nie kupię ponownie! Recenzja tutaj.
6. Antyperspirant Dove Go Fresh (grapefruit & lemongrass):


Mleczny kolor i zapach spoconej trawy cytrynowej skutecznie zniechęcił mnie do tego produktu - nie kupię ponownie! Recenzja tutaj.
7. Zimowy krem do rąk Cztery Pory Roku (bawełna norweska & imbir):


Jak na małą tubkę, był wydajny. Do samego końca irytował mnie zapach tabletek Strepsils:] Nawet szybko się wchłaniał. Nie rozgrzewał. Recenzja tutaj. Zmieniłam zdanie co do skuteczności - nie radził sobie jednak z bardzo suchą skórą, nawilżał na krótką chwilę, stąd na pewno nie kupię ponownie! 
8. Żel pod prysznic Original Source (Orange & Liquorice):


Totalne zaskoczenie co do zapachu, który okazał się karmelowy :P Wszystko genialne oprócz marnej wydajności! Kupię ponownie, ale myślę, że dopiero za rok, by umilić sobie zimowe kąpiele;) Recenzja tutaj.
9. Masło do ciała Tutti Frutti (Liczi & Rambutan):


Przeżyłabym wszystkie jego mankamenty, ale czarne kropko-kreski były ponad moją cierpliwość! Wykończyłam je całe i nie zamierzam się z nim więcej użerać - nie kupię na pewno! Plusem było dobre nawilżenie i nawet wydajność, o której zmieniłam zdanie. Recenzja tutaj.
10. Szampon do włosów Elisse (włosy suche i zniszczone):


Totalne zaskoczenie! Bardzo tani i mega wydajny szampon! Przyjemny zapach. Polepszył stan moich włosów - przestały rozdwajać mi się końcówki!:) Na pewno kupię ponownie! Recenzja tutaj.
11. Błyszczyk AVON:


Ciężko wypowiadać mi się na jego temat, gdyż dostałam go od koleżanki tydzień temu. Spontaniczny "prezent", długo by tłumaczyć :P Stan dosłownie terminalny, bo użyłam go może parę razy - końcówka nie sięgała dna. Miał powiększać usta, czego oczywiście nie robił, za to nieprzyjemnie szczypał. Co gorsza - śmierdział jakby śliwką (nie wiem jaki pierwotnie miał zapach :P). Jedynym plusem był przyjemny pędzelek, co mnie zaskoczyło, bo dotychczas spotykałam się jedynie z aplikatorami w formie gąbek. Może wypróbowałabym inne wersje zapachowe.
12. Fluid VICHY Aerateint Pure (nr 23):


Zupełnie zapomniałam, że posiadam pełnowymiarową wersję! Przywiozłam ją sobie z domu, a tu zonk, bo okazało się, że resztki, które zostały na dnie, zaschły :P I na marne było wiezienie opakowania tyle kilometrów :P Krótka recenzja, co prawda próbki, znajduje się tutaj. Przyjęłabym go ponownie, jednak sama bym go nie zakupiła.
13. Żel pod prysznic Original Source (Lemon & Tea Tree):

Glut o zapachu cytrynowej galaretki. Skończył się w mgnieniu oka. Nie kupię ponownie!

Dostępność: Real
Cena: 6,99 zł (w promocji)
14. Atomizer Puma Jamaica (żółta):


Mój ukochany zapach! Nie wiem, które to już puste opakowanie. Niestety, pozostaje mi jedynie forma atomizera, bo bardzo ciężko zdobyć w Polsce perfumy 40 ml! Na pewno kupię ponownie, ale czekam na jakąś promocję :D
I to by było na tyle. Jak widzicie, wiele z w/w kosmetyków mnie rozczarowało, dlatego nie kupię ich ponownie. Jeszcze raz podkreślę, że jestem bardzo zadowolona z ilości zużyć. Chciałabym, żeby w kolejnych miesiącach było podobnie, choć podejrzewam, że ciężko będzie utrzymać ten poziom :P

niedziela, 25 listopada 2012

Micelarny żel do mycia i demakijażu BeBeauty

Czytałam wiele recenzji na temat micelarnego żelu z Biedronki. Chyba jednak niedokładnie, bo nie wiem czemu, ale byłam przekonana, że jest to peeling to mycia twarzy! Nie cierpię peelingowania twarzy, ale zachęcona tyloma pozytywnymi opiniami, chciałam zaryzykować. Jakież było moje zdziwienie, kiedy (nie pamiętam czy jeszcze w sklepie, czy już w domu) przeczytałam na opakowaniu, że jest to żel do mycia i demakijażu;) 


Nie stosuję pełnego makijażu, rzekłabym, że jest on wręcz minimalny. Do demakijażu oczu używam mleczka, więc przeznaczyłam ten żel jedynie do oczyszczania twarzy. Raz spróbowałam zmyć nim tusz z rzęs, ale nie osiągnął on satysfakcjonującego efektu. Kupiłam wersję dla skóry suchej i wrażliwej. Żel ma za zadanie oczyścić twarz z makijażu i zanieczyszczeń, zmniejszyć podrażnienia i zaczerwienienia, nawilżać oraz odświeżać skórę, pozostawiając uczucie komfortu. Rzeczywiście, rozprowadzając żel na twarzy, doświadcza się przyjemnego, chłodzącego uczucia. Choć nie zawiera w sobie alergenów i sztucznych barwników, to na pewno nie zmniejsza podrażnień! Niestety nie jest napisane na etykiecie, jak długo ów żel powinien pozostawać na skórze. Zatem polecenie "następnie dokładnie spłukać wodą" traktuję jako "po chwili". Tubka jest mała, ale bardzo wydajna. Zastanawiam się po ilu miesiącach go zużyję, gdyż wyciśnięta na palec odrobina żelu naprawdę starcza na umycie całej twarzy. Na dzień dzisiejszy, chyba nie kupię go ponownie, bo nie jest mi on potrzebny do szczęścia, gdyż nie nakładam na siebie kilograma tapety;)

Biedronka/4,99 zł
150 ml