Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIVEA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIVEA. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 maja 2014

Uciążliwe masełko do ust

Nie cierpię kosmetyków pielęgnacyjnych, które trzeba aplikować palcami, a konkretniej ich opuszkami. Zależne jest to od konsystencji produktu lub kiepskiego opakowania. Takie nieprzyjemne wrażenia (tłuste palce czy, najgorsze, zbieranie się produktu pod paznokciami) odczuwam zazwyczaj przy masłach do ciała lub masłach/balsamach do ust. Ze względu na swoje doświadczenia i świadomość tego, co może mnie czekać, bardzo długo wzbraniałam się przed zakupem karmelowego masełka do ust NIVEA. Któregoś razu dałam się skusić na „chłyt matekingowy”, zakupiłam zachwalane masełko (bo promocja była! ech... :P) i… pożałowałam.


Od producenta: Wzbogacona o masło shea i olejek migdałowy formuła balsamu do ust NIVEA z HYDRA IQ, zapewnia intensywne nawilżenie i długotrwałą pielęgnację. Rozpieszczająca usta formuła z aromatem Caramel Cream sprawia, że są one niezwykle miękkie. Produkt przebadany dermatologicznie.
Opakowanie: Masełko znajduje się w małej, okrągłej i płaskiej puszeczce. 
Wieczko jest bardzo uciążliwe – aby dostać się do zawartości, trzeba je podważyć paznokciami, co zajmuje dłuższą chwilę. Jest szczelne, bo samo się nie otworzy, ale trochę masełka lubi wyjść na zewnątrz, przez co brzeg puszki bywał często „uświniony”.
Masełko było dodatkowo zapakowane w kartonik z kilkoma informacjami od producenta.

Konsystencja: Na początku jest zbita i przypomina bardziej wazelinę niż masełko, ale pod wpływem temperatury dłoni robi się bardziej maślana i miękka.
Kolor: Waniliowy :P Przy nałożeniu dużej ilości masełka na usta nie prezentuje się ono zbyt ładnie, gdyż trochę bieli usta.

Zapach: Niby miał być karmelowy, ale ja wyczuwałam tam maślane ciasteczka :P Zapach przyjemny, choć o wiele bardziej wyczuwalny w pojemniczku niż na ustach.

Wydajność: Duża. Produkt spokojnie wystarcza na kilka miesięcy.

Skład:

Moja opinia: Muszę zacząć od skrytykowania opakowania, no muszę! Puszeczka, choć fajna, bo mała, okazała się być bardzo niefunkcjonalna. Ciężko otwierające się wieczko było dla mnie naprawdę uciążliwe. W dodatku tworzywo, z którego zostało wykonane całe pudełeczko jest zbyt miękkie i może się odkształcać (teraz, gdy zużyłam już zawartość, mogę zgnieść opakowanie w jednej dłoni!).
Konsystencja notorycznie zbierała mi się pod paznokciami i nie potrafiłam nałożyć na palec odpowiedniej ilości produktu, więc większość musiałam wycierać w chusteczkę. Zupełnie nie wchodziło zatem w grę korzystanie z produktu poza domem. Utwierdziłam się jedynie w tym, że produkty do ust, przy których niezbędna jest aplikacja palcami, po prostu nie są dla mnie.
Przechodząc do najważniejszego, czyli do działania, to zawiodłam się na całej linii! Czytałam o tym masełku same pochlebne opinie, że jest cudowne, że tak świetnie nawilża i regeneruje usta, a u mnie się ono totalnie nie sprawdziło! Po pierwsze, cały czas towarzyszyło mi uczucie, że mam coś na ustach, bo masełko nie chciało się szybko wchłaniać. Po drugie, z tego względu nie nadawało się np. pod szminki, bo usta wyglądały jakbym nałożyła na nie za dużo kremu (przy dużej ilości) lub wazeliny (przy mniejszej ilości). A po trzecie, nie zlikwidowało ono suchych skórek, więc tak czy siak moje usta były ciągle spierzchnięte! Nie czułam żadnego nawilżenia, a wręcz przeciwnie. Ogólnie mówiąc, masełko nie zrobiło z moimi ustami nic! Naprawdę spodziewałam się czegoś lepszego od tego produktu, ale też dzięki niemu przekonałam się, że nie warto rzucać się na wszelkie nowości kosmetyczne, nawet od takich wielkich firm, jak NIVEA. 

Dostępność: Drogerie Polskie
Pojemność: 16,7 g/19 ml
Cena: 7,99 zł (w promocji)


Miałyście którąś wersję masełka do ust z NIVEA? Lubicie taką formę aplikacji?  

czwartek, 2 maja 2013

Kwietniowy Garbage 2013

Koniec starego i początek nowego miesiąca to zdecydowanie najbardziej ulubiony i wyczekiwany przeze mnie okres w blogosferze. Z każdej strony jestem zasypywana śmietnikowymi recenzjami, przez co nie nadążam z ich przeglądaniem i komentowaniem. Jak można podniecać się zawartością śmietnika? :O Ano można! Jestem tego najlepszym przykładem :D 
Mój kwietniowy Garbage prezentował się następująco:


Prysznico-wanna:
1. Żel pod prysznic Isana kwiat maku: Przyjemny świeży zapaszek, idealny na wiosnę. Szkoda, że tak słabo wydajny. Jestem na TAK, chociaż pewnie więcej go nie kupię - pochodził z edycji limitowanej, a poza tym mam mnóstwo innych żeli do zużycia. Recenzja tutaj.
2. Żel pod prysznic BeBeauty Spa Bali ekstrakt z owoców egzotycznych: Żel, który pachniał "egzotyczną" gruszką. A przede wszystkim, do cholery, był peelingiem (choć bardzo słabym), którego nienawidzę! Jestem na zdecydowane NIE. Recenzja tutaj
3. Musująca kula do kąpieli Body Club limonka & kawa: Fajny bajer do wanny. Bardzo chemiczny zapach limonki, bo o kawie nic mi nie było wiadomo... MOŻE wypróbuję inne wersje zapachowe. Recenzja tutaj.

Twarzo-głowa:
4. Krem Eveline Extra Soft Allergique: Stosowałam go jedynie do twarzy. Nie sądziłam, że będzie aż tak mega wydajny! Starczył mi dokładnie na 6 miesięcy! Można go zużyć do samego końca, dzięki funkcjonalnemu opakowaniu. Niestety, chwilowe uczucie ściągniętej skóry towarzyszyło mi przez cały okres jego aplikowania, dlatego raczej NIE kupię go ponownie. Recenzja tutaj, pochodząca jeszcze z początku prowadzenia bloga, której do tej pory nikt nie chciał skomentować :P
5. Nawilżająca odżywka do włosów Alterra (granat & aloes): Wielkie rozczarowanie. Obciążała włosy i odpychała zapachem. Niestety jestem na NIE. Recenzja tutaj.

Higiena rączek i paszek:
6. Zimowe mydło do rąk Isana czar kominka: Przepięknie i intensywnie pachnące przyprawami korzennymi mydło. Zapach, choć krótkotrwały, to idealny na zimę. Szkoda, że nie miało kremowej konsystencji, bo słabo się pieniło. Jak widać na załączonym obrazku, posłuchałam rady i zaznaczałam sobie poziom zużycia, dzięki czemu korzystałam z niego tylko ja, a nie moje współlokatorki:] Jestem na TAK. Na pewno kupię ponownie, o ile uda się je dorwać za rok - niestety edycja limitowana:( Recenzja tutaj.
7. Antyperspirant NIVEA Invisible Clear: Nie brudził ubrań, delikatnie pachniał. Spełniał swoje zadanie. Jestem na TAK.

Miniaturki:
8. Preparat do demakijażu twarzy i oczu 3 w 1 Vichy: Natychmiastowo zmywał jedynie eyeliner, z tuszem trzeba było pomęczyć się dłużej, choć i tak nie robił tego dokładnie. Ciężko było wydobyć resztki z plastikowego opakowania - skutek: przecięty kciuk. Jestem na NIE.
9. Płyn micelarny do demakijażu oczu i wrażliwej skóry twarzy Vichy: Była to moja pierwsza przygoda z micelem i przyznam się, że bardzo przyjemna. Dobrze usuwał resztki makijażu oczu (demakijażu dokonuję za pomocą mleczka), choć stosowałam go głównie do twarzy. Bardzo fajnie ją oczyszczał i odświeżał. Przyjemnie pachniał mentolem. Jestem na TAK. Bardzo chętnie spróbowałabym pełnowymiarowej wersji, choć domyślam się, że jest droga.
10. Perfumy Christina Aguilera (nie wiem niestety jaka wersja): Zapach kobiecy, niezbyt intensywny. Niczym szczególnym nie wyróżniał się, nie przypadł mi do gustu. Szkoda, że nie było aplikatora, bo otwór był jednak duży. Jestem na NIE.

Próbki:
Słowem wstępu. Niektóre blogerki uważają, że nie powinno się recenzować próbek. Owszem, pisanie o efektach czy wydajności byłoby skazane na pośmiewisko, ale moim zdaniem nawet po jednorazowym użyciu można wyrobić sobie pewne zdanie na podstawie danej cechy produktu, która od razu zachęci lub zniechęci nas do zakupu pełnowymiarowego kosmetyku.

11. Krem nawilżający z mocznikiem Emoleum do skóry suchej, bardzo suchej i atopowej: Czułam lekkie ściągnięcie skóry twarzy, więc nie dam mu pełnowymiarowej szansy. Jestem na NIE.
12. Masło do ciała Tutti Frutti karmel & cynamon: Przyjemna konsystencja, znacznie lepsza od orangutana. Niestety spotkałam się z tym, czego się obawiałam i co w ostateczności powstrzymywało mnie od dotychczasowego zakupu - pachniał zbyt intensywnie, za słodko:( MOŻE skuszę się na niego w zimie.
13. Szampon łopianowy włosy tłuste z tendencją do łupieżu Herbal Care Farmona: Śmierdział zielskiem, więc zdecydowanie nie dla mnie. Nie starczył na umycie całej głowy (7 ml), więc musiałam wspomóc się innym szamponem. Miał gęstą konsystencję. Jestem na NIE.
14. Balsam odżywczy do ciała oliwkowy Herbal Care Farmona: Pomimo mojej niechęci do oliwki, była to całkiem przyjemna aplikacja. Dobrze się rozsmarowywał i nawilżył kawałek skóry, który nim posmarowałam. Raczej NIE kupię, bo wolę inne zapachy. 
15. Balsam mineralny nawilżająco-regenerujący Aqualia Thermal Vichy: Bardzo fajny balsam, który zużyłam do posmarowania twarzy. Miał tłustą konsystencję, aczkolwiek bardzo łatwo można było ją rozprowadzić. Spowodował niesamowity efekt - czułam, że moja skóra była bardzo aksamitna i gładka. Troszkę przeszkadzał mi zapach, choć producent zapewnia, że balsam nie zawierał środków zapachowych. Jestem na TAK, choć pewnie nie będzie mi dane skorzystać z pełnowymiarowej wersji ze względu na cenę.

Kolorówka:
16. Konturówka do oczu Avon Blackest Black: Zakupiłam ją w celu podkreślania linii wodnej oka, ale nie nadawała się do tego zupełnie. Dzięki temu zaczęłam rysować kreski na powiekach, które niestety wychodziły zbyt grube, gdyż konturówki nie dało się temperować - była wykręcana. Kreski nie były zbyt trwałe i odbijały się niekiedy na górnych powiekach. Dlaczego mimo wszystko jestem na TAK? Bo była wygodna w użyciu - nie lubię temperować kredek. Recenzja tutaj
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła, jak to działa :D Jeśli jesteście zainteresowane jak wygląda konturówka od środka, to spójrzcie poniżej :D
Byłam pewna, że zużyłam ją do końca, a jednak ostał się kawałeczek. Dało się nim jeszcze narysować kreski, a przy okazji wsadziłam go sobie do oka:] 
17. Żelowa kredka do oczu Avon Super Shock Black: Bardzo ją lubię, pomimo że niekiedy doprowadza mnie do szału. Bardzo dobrze podkreśla linię wodną, na powieki również się nadaje. Kreski są długotrwałe, aczkolwiek rozmazują się:( Temperowanie tej kredki to istna katorga! Rysik jest bardzo miękki (w końcu to "żelowa" kredka), przez co bardzo szybko ulega zmaltretowaniu w kontakcie z temperówką:(  Ogólnie jestem na TAK.

Używałyście powyższych produktów? Jakie macie o nich zdanie? Chętnie poczytam:)

środa, 26 grudnia 2012

Pink Christmas tree

W tym roku Mikołaj sprawił mi prawie wszystkie prezenty w moim ulubionym (]:->) różowym kolorze... Przede wszystkim nie spodziewałam się, że dostanę tyle kosmetyków! Ale jak na początkową  kosmetykoholiczkę przystało, ucieszyłam się z każdego:) 

Oto, co dostałam:

1. Zestaw La Rive Love Dance: perfumy + dezodorant


Czy ja przypadkiem nie pisałam ostatnio, że widziałam taki zestaw w sklepie, a do tego, że kupię sobie Love Dance dopiero wtedy, gdy wykorzystam całą linię La Rive? :> Mikołaj lubi płatać figle;)

2. Zestaw Adidas Fruity rhythm: perfumy + żel pod prysznic


3. Płyn do prostowania włosów Marion
4. Antyperspirant Nivea invisible
5. Żel pod prysznic Fa Pink Passion


Ja nie wiem, kiedy zużyję te wszystkie żele pod prysznic :P

6. Akcesoria kosmetyczne:

Tak wygląda etui:


A tak jego zawartość:



Dostałam jeszcze 4 prezenty, ale nie są kosmetyczne, więc ich nie zamieszczam. A Wy co dostałyście? Jesteście zadowolone?:)

czwartek, 13 grudnia 2012

Listopadowy Garbage

Trochę spóźniona notka o listopadowym garbagu. Myślałam, że uda mi się ją dodać na początku grudnia, ale z braku czasu czynię to dopiero dzisiaj. Moje zużycia z zeszłego miesiąca prezentują się następująco:


Cieszę się z garbagu, bo udało mi się zdenkować 3 rzeczy i (w końcu) wyrzucić jeden bubel. Resztę zużyłam "normalnie". A oto konkrety:

1. Fluid VICHY Aerateint Pure nr 23 Clair:

Fluid matujący stosuję od biedy, gdy zależy mi na zakryciu jakichś niedoskonałości, które niespodziewanie wyskoczą. Próbkę fluidu VICHY otrzymałam kiedyś od mamy. Ostatnio postanowiłam ją zużyć, bo co się miała marnować;) Ten rodzaj fluidu przeznaczony jest do skóry normalnej i mieszanej. Nie zawiera parabenów. Ma nie zatykać porów. Kolor fluidu jest bardzo jasny, zbliżony do naturalnego koloru skóry, dzięki czemu nie rzucał się w oczy (niestety tylko z daleka). Wysuszał moją skórę, więc starałam się go używać jak najmniej. Trwałość oceniono na 12 h. Faktycznie, długo był widoczny, dopóki wręcz nie umyło się twarzy. Na próbkach VICHY denerwują mnie dwie rzeczy. Po pierwsze brakuje daty ważności, po drugie mam wrażenie, że etykietki pisane są we wszystkich językach świata poza angielskim, którego strzępki są ledwo dostrzegalne. 



1 ml

Czy kupię ponownie? Próbkę zawsze chętnie wykorzystam.



2. Jabłkowe mydło w płynie Thasis:


Recenzja TUTAJ. Mydło było za mało wydajne. Starczyło mi na niecały miesiąc.












Czy kupię ponownie? NIE


3. Błyszczyk Essence:

W końcu zdecydowałam się go wywalić. No ileż można „wyskrobywać” coś z dna, jeśli już dawno niczego tam nie ma? Pamiętam tylko tyle, że miałam go bardzo długo, był z firmy Essence (o czym świadczy znaczek na zakrętce) i był przezroczysty. Szczoteczka zabarwiła się od malowania ust po użyciu colowej pomadki ochronnej (opisanej poniżej). Podobało mi się długie i smukłe opakowanie. Minusem było to, że przyjmując pozycję poziomą, zawartość błyszczyka bezczelnie wypływała sobie spod nakrętki.


Czy kupię ponownie? Może


4. Pomadka ochronna Laura Conti Crazy Cola:


Recenzja TUTAJ. Jest to moje pierwsze zużyte opakowanie. Tak jak wspominałam w recenzji, nie prezentuje się ono już tak atrakcyjnie po ściągnięciu etykietki. Pomadka jest bardzo wydajna, spełniła moje oczekiwania. Nadal wielkim minusem jest zacinająca się i wypaćkana zakrętka.










Czy kupię ponownie? TAK.


5. Emulsja do ciała Atoperal Baby:

Emulsję miałam już od bardzo dawna. Byłam do niej sceptycznie nastawiona. I tak jak sądziłam, nie okazała się moim wybawcą. Produkt ten (jak i cała seria) przeznaczony jest do pielęgnacji skóry dzieci i niemowląt z atopową, suchą i wrażliwą skórą. Niemowlęciem już nie jestem, ale jeśli kosmetyk ma być skuteczny u dzieci, to powinien być również odpowiedni dla dorosłych, a już zwłaszcza dla osób posiadających problematyczną skórę. No i tu się przeliczyłam. Konsystencja nie była za rzadka ani za gęsta. Zawartość była koloru białego, nie posiadała zapachu. Zawarte składniki (olej macadamia, polidokanol, gliceryna, alantoina i d-panthenol) miały za zadanie nawilżyć i wygładzić skórę, zlikwidować uczucie świądu, a także łagodzić podrażnienia i przyśpieszać regenerację naskórka. Wszystko ładnie pięknie, tylko gdzie te efekty, ja się pytam? Ok, skóra była nawilżona (powiedziałabym nawet, że natłuszczona, bo emulsja strasznie wolno się wchłaniała), ale nic poza tym. Nie wiem na jakiej podstawie produkt ten został dopuszczony do użytku i jacy dermatolodzy współpracowali przy jego produkcji, bo po ostatnim zastosowaniu przypomniałam sobie, dlaczego odstawiłam go na tak długo. Emulsja wywołała u mnie uczulenie! Skóra w wielu miejscach była czerwona i pokryta krostkami. Muszę się przyznać (choć jest mi wstyd), że nie zwróciłam uwagi, iż emulsja była przeterminowana od kilku miesięcy. Być może ten fakt wywołał podrażnienie, ale pamiętam, że za pierwszym razem (jak nie minęła jeszcze data ważności) emulsja też mi nie podeszła i dlatego schowana była głęboko w szafce. Tym razem błyskawicznie wylądowała w garbagu.

Apteka
200 ml

Czy kupię ponownie? Zdecydowanie NIE


6. Perfumy La Rive Love Dance:

Polubiłam perfumy La Rive za sprawą mojego chłopaka. Choć zapachy mają piękne, to gorzej z ich trwałością (bynajmniej w wersjach damskich). Mimo, że musiałam kilkakrotnie psikać się nimi w ciągu dnia, to perfumy były bardzo wydajne i miałam je przez kilka miesięcy. Zapach był bardzo słodki, ale ja właśnie lubię takie owocowo-cytrusowo-kwiatowe aromaty. W Love Dance można znaleźć następujące nuty: głowa – limonka, kokos, brzoskwinia;  serce – banan, ananas; baza - piżmo, ambra, drzewo sandałowe. Obłęd;) Flakonik w kolorze żółto-różowym był wysoki, szklany, co się wiązało niestety z jego wagą (nie lubiłam wozić ich ze sobą właśnie z powodu ciężkości). Sam „flakonik” wsadzony był w zafoliowane tekturowe pudełko (z wizerunkiem kobiety, co jest charakterystyczne dla całej linii), dzięki czemu miałam pewność, że nikt się nim wcześniej nie psikał. Jedynym minusem opakowania było to, że pod koniec użytkowania zacięła się pompka i trzeba było ją lekko obrócić, żeby wydobyć odpowiednią ilość perfum. Moje perfumy zostały zakupione w Kauflandzie, ale widziałam je również w Naturze, Rossmannie, Realu i Tesco. Cena jest bardzo niska, dlatego zakup się opłaca. Często można natrafić na promocje, ale podstawowa cena nie przekracza 23 zł. Nawet w poniedziałek widziałam zestaw perfumy + dezodorant wśród różnych kosmetycznych zestawów „odpowiednich” jako prezent pod choinkę.

Kaufland/19,99 zł (promocja)
90 ml

Czy kupię ponownie? TAK (ale dopiero, gdy skorzystam z innych wariantów;))


7. i 8. Żel pod prysznic i balsam do ciała Avril Lavigne Black Star:


Recenzja TUTAJ.









Czy kupię ponownie? Był to prezent, ale na balsam (i perfumy) z chęcią jeszcze się skuszę;)


9. Antyperspirant NIVEA Invisible Clear:


Wersja Invisible jest trzecią wersją antyperspirantu marki Nivea, jaki miałam okazję używać. Jest to moje drugie lub trzecie opakowanie. Wariant ten ma być przyjazny dla białych i czarnych ubrań. Nie zauważyłam jakiejś poprawy w swoich bluzkach, bo „aktualne” plamy istnieją już od dawna po poprzednich antyperspirantach i niestety nie da się ich sprać. Zapach był delikatny i nie przeszkadzał mi, ale nie ma porównania z moją ukochaną trawą cytrynową! Invisible kupiłam na wakacyjnej promocji w Niemczech, po przeliczeniu z € kosztował 7 zł z groszami.







Marktkauf
50 ml

Czy kupię ponownie? Pewnie tak.


poniedziałek, 26 listopada 2012

Antyperspirant w kulce NIVEA Energy Fresh

Antyperspirant to jeden z moich ulubionych kosmetyków z tego względu, że jego efekty widać gołym okiem, a raczej czuć gołym nosem;) Przede wszystkim zapewnia poczucie świeżości i komfortu, a wiadomo - człowiek poci się cały czas. Nie noszę antyperspirantu ze sobą w torebce, dlatego często jak przychodzę do domu po ciężkim i stresującym dniu, mam odczucie, że "spociłam się jak dzika świnia". Chyba powinnam to zmienić. W ciągu dnia stosuję antyperspirant przed każdym wyjściem z domu. Zdarza mi się zapomnieć, a wtedy wesoło nie jest. Stosuję go również od razu po kąpieli. 
Od zawsze korzystałam z antyperspirantów w kulce. Są chyba najwygodniejsze w użyciu. Nie wiem jak z innymi rodzajami, jeśli dezodorantu nie zaliczać do tej grupy. Gdzieś ostatnio wyczytałam, że antyperspiranty mają na celu zmniejszenie wydzielania potu, a dezodorantanty zakrywają tylko brzydki zapach. Dlatego tych drugich nie używam. Zapaszek wolę sobie "nałożyć" perfumą. 
Od długiego czasu korzystam z trzech antyperspirantów, jednakże moim ulubionym jest NIVEA Energy Fresh


Pamiętam, jak na sklepowej półce, stało pełno rodzajów NIVEA, a ja nie wiedziałam na który się zdecydować. Postanowiłam, że kryterium rozstrzygającym będzie zapach. Ciężko wyczuć zapach antyperspirantu w kulce, jeśli nie jest ona jeszcze przekręcona, przez co zawartość nie ma ujścia. W każdym razie, zapach trawy cytrynowej urzekł mnie na miejscu! Nie żaden tam zapach mydła czy męskiego żelu pod prysznic (bo z takimi kojarzą mi się inne antyperspiranty), tylko właśnie zapach trawy cytrynowej to jest to! Zanim się go użyje, już można poczuć się świeżym. 
Dla mnie antyperspirant musi spełniać trzy podstawowe warunki: ma zmniejszać wydzielanie potu, ma ładnie pachnieć i nie może pozostawiać plam na ubraniach. Pierwszy i drugi warunek Energy Fresh spełnia. Gorzej z tym trzecim. Ogólnie, wszystkie antyperspiranty pozostawiały mi po sobie niespodzianki, mniejsze i większe. Gdy gdzieś wychodzę, zazwyczaj w ostatniej chwili przypominam sobie o użyciu "zmniejszacza potu", a wtedy nie mam czasu czekać aż zawartość wchłonie się w skórę, dlatego niejednokrotnie ląduje ona na ubraniu. Często w sposób widoczny, a na niektórych bluzkach nie chce zejść w ogóle, dlatego lepiej zdecydować się od razu na przebranie. Mankamentem antyperspirantów jest również to, że wysuszają skórę pod pachami. Moim jedynym, jak do tej pory, rozwiązaniem jest smarowanie pach kremem co jakiś czas. Kwestią sporną nadal pozostaje to kiedy je kremować. No bo jeśli antyperspirant wysusza pachy po każdym zastosowaniu, to wypadałoby go co jakiś czas zmywać i wtedy kremować się - czyli kilka razy dziennie. Póki co, natłuszczam ciało po kąpieli, więc wtedy i moje pachy dostępują zaszczytu regeneracji. W każdym razie uwielbiam Energy Fresh i żaden antyperspirant tak szybko nie odbierze mu pierwszego miejsca na mojej liście;)

Natura/8,99 (w promocji)
50 ml

Ps. Jest mi niezmiernie miło, że doczekałam się pierwszych, co ważne - samozwańczych, obserwatorów mojego bloga!:) Dziękuję i mam nadzieję, że lektura moich wpisów nie okaże się stratą czasu;)