Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wygrane rozdanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wygrane rozdanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 października 2015

Zakupy 8-9/2015 + wygrane rozdanie

Jak wiecie, od sierpnia wprowadziłam bana na zakupy kosmetyczne, który w założeniu ma trwać do końca tego roku. Jeśli myślicie, że w związku z powyższym, nie pokażę w dzisiejszym poście żadnego nowego kosmetyku, to się rozczarujecie :P Owszem, pojawiło się trochę nowości, ale wszystko w granicach rozsądku i zgodnie z wytycznymi, czyli kupiłam tylko to, czego mi naprawdę brakowało.
Dodam jeszcze, że jednym z powodów wprowadzenia bana zakupowego była moja tendencja do robienia „niepotrzebnych” zapasów. Jeśli widziałam jakiś kosmetyk w promocji, to często zamiast jednej sztuki kupowałam minimum dwie, nawet jeśli posiadałam już w swoich „zbiorach” produkty tego samego rodzaju. Często też wychodziłam na tym jak Zabłocki na mydle, bo np. dzień lub dwa po moich zakupach ten sam produkt można było kupić w innym sklepie jeszcze taniej. Postanowiłam być bardziej cierpliwą i kupować dany produkt dopiero wtedy, kiedy poprzednik zostanie zdenkowany. Jednak takie rozwiązanie nie zdało u mnie egzaminu, ponieważ w momencie denkowania rzadko udawało mi się skorzystać z jakiejś dobrej oferty i musiałam kupować kosmetyk w standardowej cenie, bo np. dwa dni wcześniej akurat skończyła się na niego promocja. Wróciłam zatem do starego nawyku, ale na nowych zasadach - jeśli już kupuję w promocji więcej niż jedną sztukę danego kosmetyku, to muszę mieć pewność, że zużyję je do końca roku. 

W sierpniu i we wrześniu prawie wszystkie produkty (oprócz jednego) udało mi się kupić w promocji, więc to zawsze jakaś oszczędność;) Zacznijmy od Biedronki, gdzie zakupiłam jak zwykle (1) płyn micelarny BeBeauty (3,49 zł). W Naturze kupiłam mój ulubiony (2) krem do twarzy Bielenda ogórek&limonka (12,69 zł) oraz (3) olejek do włosów Marion macadamia & ylang-ylang (3,99 zł).
Innego dnia dokupiłam w Naturze (4) antyperspirant Fa Sport (5,99 zł) w jednej z dwóch wersji, które się u mnie sprawdziły. W Kauflandzie natomiast kupiłam (5, 6) dwa mydełka w kostce Dove (2, 39 zł). Wybrałam wersję zapachową z figą i ogórkiem.
W Kosmyku kupiłam (7) płyn do higieny intymnej Ziaja macierzanka (7,99 zł). Mogłam kupić go taniej w innym sklepie, ale nie byłam pewna czy to ten sam produkt, ponieważ zmienili etykietę. Gdy okazało się, że nie ma jednak innej „macierzanki”, to już nie chciało mi się po nią wracać i poszłam do Kosmyka, bo miałam tam bliżej. I to jest właśnie ten jedyny produkt, który kupiłam w standardowej cenie. W drugiej turze w Kauflandzie dokupiłam jeszcze (8) płukankę do ust Colgate Plax Cool mint (7,95 zł), która jest ostatnią wersją z Colgate, jaką miałam w planach kupić.
Najbardziej jednak zależało mi na przetestowaniu (9) płukanki do ust Colgate Plax Deep Clean (10,99 zł), więc kiedy tylko znowu pojawiła się w Rosmmannie w promocji, to od razu wylądowała w moim koszyku. Teraz w końcu będę mogła rozglądać się za czymś tańszym :P Innego dnia wzięłam jeszcze (10) pilniczek do paznokci BeBeauty (3,99 zł), po zakupie którego wracałam autem ponad godzinę do domu, bo takie korki były:]
W Rossmannie byłam kilka razy. Kupiłam tam również (11) mydło w kostce Dove (2,49 zł) w wersji klasycznej oraz (12) mydło w kostce Isana Arztseife special (1,49 zł) na mroźniejsze dni, kiedy stan mojej skóry dłoni może się pogorszyć. Ostatnio polubiłam efekt ombre na paznokciach i w tym celu kupiłam (13) bazę peel of Miss Sporty (6,99 zł).
Ostatnim zakupem były (14) maszynki do golenia Maxime (8 zł/dwupak), które kupiłam w Netto. Mam nadzieję, że nie będą aż tak bardzo beznadziejne :P
Mój Ukochany ma dobre serce i wiedząc, że mam bana na kosmetyki (a już najbardziej na żele!), zlitował się nade mną i kupił mi nowość, czyli żele pod prysznic Palmolive o zapachu czekolady i brzoskwini :D Była jeszcze wersja z wanilią, ale nie spodobała się mojemu nosowi.
Moje zbiory zasiliły dodatkowo produkty z Niemiec dzięki wygranej w rozdaniu u rogaczek kosmetycznych. W gratisie dostałam jeszcze odlewki odżywek do włosów z Balea. Zobaczcie, jak wszystko było pięknie zapakowane w wielkiego cukierasa :D Jeszcze raz dziękuję!:)
Jestem zadowolona, że przez dwa miesiące udało mi się sprostać założeniom bana zakupowego! No to teraz zostały już tylko trzy miesiące... :P

wtorek, 5 maja 2015

Zakupy 3-4/2015 + wygrane

W zeszłym miesiącu po raz pierwszy w historii bloga nie pojawił się post zakupowy. Kupiłam tylko jeden produkt, więc uznałam, że nie ma sensu tworzyć dla niego osobnego posta. A w kwietniu? W kwietniu to dopiero się podziało… zresztą, same wiecie, jak było :> A jakby tego było mało, czterokrotnie udało mi się wygrać w rozdaniach, więc moja szafka z kosmetykami znowu przestała się domykać :P

W marcu zdecydowałam się jedynie na (1) płyn micelarny BeBeauty (4,49 zł), a że w kwietniu znowu pojawiły się w Biedrze (2) 400 ml wersje, to zakupiłam jedną sztukę (7,99 zł). Pozostając w temacie Biedry, któregoś piątkowego popołudnia podjechałam po pracy po tuńczyka do sałatki, no i wyszłam z nowym (3) żelem pod prysznic Oceania trawa cytrynowa (o tuńczyku nie zapomniałam, żeby nie było… :P). Już kiedyś pisałam, że jak widzę napis „trawa cytrynowa” to dostaję małpiego rozumu :D Troszkę wahałam się z jego zakupem, bo żeli (jak wiecie) u mnie dostatek, ale kiedy uświadomiłam sobie, że mój celibat na kupno nowych żeli trwał pół roku (wow, brawa dla Neonowej! :D), to poczułam się rozgrzeszona :P A że cena była śmiesznie niska (2,99 zł), to już w ogóle nie ma o czym mówić :P
Następnie, z polecenia Alicji R. zakupiłam w Naturze (4) płyn micelarny Delia (8,99 zł), bo miał nie szczypać w oczy. W Kauflandzie capnęłam z półki (5) antyperspirant Rexona aloe vera (6,45 zł), który miałam zakupić już wieki temu. Natomiast w Rossmannie kupiłam (6) krem pod oczy Rival de Loop Hydro (6,99 zł), bo postanowiłam zadbać trochę o okolicę oczu.
Powyższe zakupy były jeszcze normalne. Bo poniższych „normalnymi” nazwać nie mogę :P Gdyby nie kolorówkowy szał promocji, to jedna stówa zostałaby w kieszeni i spokojnie czekałaby na bardziej racjonalne wydatki:/ Kilka produktów kupiłam, bo się u mnie sprawdziły, kilka konkretnych chciałam już od dawna przetestować, a kilka niekonkretnych wpadło do koszyka w ostatniej chwili. Nie chce się już denerwować, pisząc o organizacji tych wielkich promocji, ale zarówno Natura, jak i Rossmann, znowu podpadły mi pod tym względem (z tym, że Natura bardziej, bo m.in. zawyżała ceny).
Na promocji -49% w Rossmannie w pierwszym tygodniu zakupiłam: (7) podkład Rimmel Wake Me Up 100 Ivory (21,41 zł) – mój ulubieniec; (8) podkład Rimmel Stay Matte 100 Ivory (12,23 zł) – na wypróbowanie; (9) róż Wibo Smooth’n wear 3 (5 zł) – bo chcę wprowadzić trochę kolorytu na twarzy; (10) rozświetlacz Wibo Diamond Iluminator (4,99 zł) – nie wiem po co, ale wszyscy brali, to ja też :] Chciałam kupić jeszcze korektor pod oczy z Wibo, ale za późno zorientowałam się , że go chcę (:P) i już go nie dorwałam.
W drugim tygodniu promo miałam ochotę na jakieś nowe tusze, ale tyle już kasy poszło na różne wydatki, że ostatecznie kupiłam dwa produkty: (11) eyeliner Wibo (3,76 zł) – uwielbiam; (12) cielistą kredkę do oczu Lovely (3,06 zł) – bo była najtańsza w tej kolorystyce.
Na promocji -40% w Naturze zakupiłam: (13) puder sypki My Secret (8,39 zł) – bo znudził mi się puder w kamieniu; (14) korektor Catrice camouflage 020 Light Beige (8,99 zł) – nie wiedziałam, że ma różne odcienie, więc wybierałam pod presją :P; (15) szminkę Essence 12 Blush My Lips (5,99 zł) – swatch na dłoni prezentował się lepiej niż na ustach:/; (16) top coat Essence quick dry (4,79 zł) - zobaczymy, czy w ogóle zadziała; (17) tusz Essence Multi Action (6,59 zł) – uwielbiam!; (18) kredkę do brwi Essence 04 blonde (4,19 zł) – do tej pory nie wiem, czy jej potrzebuję :P
W kwietniu dopisało mi szczęście w rozdaniach, bo udało mi się wygrać aż u czterech osób! U Izy wygrałam używany zestaw kosmetyków Sleek:
Następnie u Ewy udało mi się wygrać zestaw kosmetyków Avon:
U Iris w powtórnym losowaniu (ludzie! sprawdzajcie wyniki, bo potem ja na tym korzystam :P) wygrałam takie cudowności:
A na koniec u Rincewind99 wygrałam zestaw miniaturek ze znanej mi firmy Baylis & Harding:
Powoli stawało się to nudne, jak przychodziła do mnie jedna paczka za drugą, ale listonosz za bardzo nie narzekał :P Z drugiej strony, trochę przytłoczyła mnie taka ilość nowych kosmetyków, bo nie wiem, kiedy ja to wszystko zużyję. No ale „się gra, się ma”, więc i ja za bardzo nie będę narzekać :P 

Nawet nie pytam, czy Wasze zapasy kosmetyczne też się tak rozrosły, bo to pytanie retoryczne :P

piątek, 13 marca 2015

Zakupy 2/2015 + wygrana

Jest prawie połowa marca a ja dopiero prezentuję Wam lutowe nabytki. Zdjęcia były obrobione już dawno, ale natłok różnych spraw nie pozwolił mi na wcześniejsze stworzenie postu zakupowego. W każdym razie, w lutym kupiłam tylko kilka kosmetyków jako uzupełnienie braków lub na zapas. Nie obyło się również bez kosmetycznego prezentu od Mojego Ukochanego oraz wygranej w rozdaniu;)

W Naturze dorwałam w promocji (1) żel myjący normalizujący na dzień/na noc Ziaja liście manuka (6,99 zł). Już od dawna chciałam go wypróbować, więc kiedy tylko zauważyłam, że mój poprzedni żel do mycia twarzy powoli dobija dna, nie wahałam się nad zakupem. W Rossmanie kupiłam ponownie (2) zielony zmywacz do paznokci Isana (3,99 zł). Poprzednio nie byłam z niego do końca zadowolona, ale tym razem nie chciałam ani przepłacać, ani męczyć się z felernymi pompkami. Kiedy skończył się mój ulubiony (3) krem do rąk Anida aloes z nagietkiem niemalże wpadłam w panikę, bo wiedziałam, że może być problem z jego dostępnością. Byłam w szoku, kiedy znalazłam go w malutkiej aptece na dworcu PKP w Katowicach (4,98 zł). Cena troszkę wyższa niż poprzednio, ale co tam, najważniejsze, że jest :D
Jeszcze większego szoku doznałam, gdy odkryłam (Kolumb zrobiłby to już dawno :D), że na tym samym dworcu jest przejście do Galerii Katowickiej, a w niej m.in. sklep Golden Rose, a właściwie sklepik, bo powierzchni to tam za wiele nie mają. Za to mają tam niezły bajzel, bo wszystkie lakiery (odpowiednio podzielone na serie) znajdowały się w pojemnikach w pozycji leżącej. Także wiecie… szukajcie sobie igły w stogu siana:] W dodatku ekspedientka ani razu nie zaproponowała pomocy (normalnie nie lubię nachalności, ale tutaj była inna sytuacja), mimo iż byłam jedyną klientką na tamten moment. Spieszyłam się na pociąg, więc odpuściłam sobie szukanie za wszelką cenę wymarzonego koloru lakieru. Poniekąd na pocieszenie kupiłam sobie (4,5) lakiery GR Rich color nr 108 i 68 (6,90 zł). Na zapas kupiłam sobie w Biedrze (6) fluid do twarzy Bell Illumi 01 light beige (12,99 zł). Czytałam o nim dobre opinie, ale zapomniałam o którym dokładnie odcieniu i dopiero w domu okazało się, że to jednak nie ten :P Jeszcze z kolorówki udało mi się kupić w Carrefourze (7) bazę pod cienie Ingrid w niezłej cenie (6,49 zł) dzięki informacji od patkatuitam (:*). Co prawda, pewnie trochę mi zejdzie zanim zacznę jej używać, ale i tak się cieszę, że ją mam :D
W tym samym hipermarkecie zakupiłam również (8) maszynki do golenia Wilkinson 2 (7 zł z groszami). Miałam je bardzo dawno temu i sama nie wiem, dlaczego tyle czasu zwlekałam z ich ponownym zakupem, bo już po pierwszym użyciu przypomniałam sobie, jakie są świetne.
Ostatni już zakup hipermarketowy (:D) pochodzi z Kauflandu (:D), a mowa tutaj o (9) szamponie do włosów Garnier Fructis cytryna i mięta (7,89 zł). Ło matko, ile ja się naczekałam, żeby go dorwać :O Owszem, szampony z tej serii są dostępne zarówno w drogeriach, jak i małych sklepach, ale w moim przypadku nie dotyczyło to wersji, która interesowała mnie najbardziej. A zapach tej konkretnej cytryny i mięty chodził za mną od momentu, gdy do jednej współlokatorki przyjechała koleżanka na parę dni i przywiozła ze sobą ten cudownie pachnący produkt :D Ech, te studenckie czasy… :P Mam wrażenie, że od tamtej sytuacji do momentu zakupu dużej pojemności i to jeszcze w promocyjnej cenie minęły lata świetlne :D „Szczęście” dopisało mi też podczas wizyty w drogerii Kosmyk, gdzie również po długich poszukiwaniach kupiłam (10) płyn do higieny intymnej Ziaja intima brzoskwinia (5,99 zł). Nie wiem, czemu na ogół mam takiego pecha, że jak chcę kupić konkretny produkt, to go wiecznie nie ma i nie ma, i nie ma, aż w końcu nastaje ta wiekopomna chwiła i ukazuje się moim oczętom na sklepowych półkach :D
Z okazji Walentynek, mój osobisty łobuz, czyli Mój Ukochany, podarował mi szczotkę TT w kompakcie. Nie było to akcesorium potrzebne na „już”, ale skoro i tak było na mojej wishliście ze względu na częstotliwość podróży, to postanowił to przyspieszyć. Miałam możliwość wyboru designu i choć początkowo myślałam o wersji z owieczką, to jednak na żywo wydała mi się zbyt dziecinna i zdecydowałam się na coś „dojrzalszego” czyli kolor śliwkowy lub jak kto woli – taki a’la żuczkowy :D
Ostatnią nowością lutego jest wygrana z rozdania u Czarodziejki87, gdzie każdy uczestnik mógł sobie wybrać jeden z dostępnych kremów. Ja wybrałam multifunkcyjny krem na noc Lirene, a do tego dostałam maskę do twarzy, próbki i miłą pocztówkę:)

A Wam co wpadło do koszyka w zeszłym miesiącu?:)

piątek, 6 lutego 2015

Zakupy 1/2015 + wygrana

Na dobrą sprawę w pierwszym miesiącu nowego roku nie planowałam żadnych zakupów kosmetycznych. Było tak do czasu, gdy produkty, zarówno do włosów, jak i do twarzy, nagle i hurtowo zaczęły sięgać dna. Siłą rzeczy trzeba było błyskawicznie uzupełnić powstałe braki. Dodatkowo moje zapasy zasiliły dwa nowe nabytki, na które nie wydałam ani grosza. No takie prezenciki to ja rozumiem :D

Będąc w Niemczech, wybrałam się do DM-u. Kupiłam tylko to, co zamierzałam (po raz pierwszy :D). Dobrze, że wtedy nie wprowadzili jeszcze nowej edycji limitowanej, bo pewnie wyszłabym dodatkowo z żelami pod prysznic :P Zdecydowałam się na (1) szampon i (2) odżywkę do włosów Balea Oil Repair z linii profesjonalnej (1,45 €/sztuka). Czytałam o tym zestawie w większości dobre opinie, więc mam nadzieję, że i u mnie się sprawdzi. Kupiłam też (3) odżywkę do włosów Balea z figą i perłą (0,65 €), bo potrzebowałam jakiejś zwykłej odżywki. Na koniec wrzuciłam do koszyka  (4) pomadkę ochronną do ust Balea Queen Candy (0,85 €) tylko dlatego, że ma pachnieć karmelem i pochodzi z edycji limitowanej :D To właściwie jedyna styczniowa zachciewajka, więc jest dobrze :D
Za kolejny produkt wcale nie należą mi się baty :P Mój Ukochany kupił mi w Biedronce (5) żel pod prysznic Fruit Kiss Exotic Passion (4,99 zł), bo przystanęłam przy regale z kosmetykami i zaczęłam obczajać nową serię. Były jeszcze dwa inne zapachy, ale wybrałam sobie wersję z drobinkami i powiem Wam, że nie żałuję, bo prawdopodobnie żel ten trafi na listę moich Kosmetycznych Hitów obecnego roku :D Na dniach pojawi się jego recenzja, bo jak widzicie już zużyłam połowę:( Dalej mamy zimowy (6) krem do twarzy Cien MED (11,99 zł). Potrzebowałam czegoś odżywczego, bo moja ulubiona Ziaja (25+) nie daje rady podczas mrozów. Jak na razie jestem z tego kremu zadowolona, ale stosuję go tylko na noc. Szukałam jeszcze jakiegoś kremu na dzień (Ziaja się niestety skończyła), więc kupiłam w Naturze ten, który już dawno mnie kusił, czyli (7) nawilżający krem matujący Bielenda ogórek i limonka (16,99 zł). Świetnie pachnie, ale zobaczymy, jaki okaże się w działaniu;)
Na koniec przedstawiam moją wygraną w rozdaniu u Narji. Właściwie to dostałam ją w spadku, bo trzy poprzednie osoby, które zostały wylosowane, nie zgłosiły się po odbiór nagrody. Z przekory napisałam, że jak znowu nikt się nie zgłosi po wygraną, to ja chętnie ją przygarnę, no i tak się stało, bo Narja postanowiła mnie nagrodzić (swoją drogą, po tej sytuacji coraz więcej osób wykorzystuje mój spontaniczny patent :P) :D Ich pech, moje szczęście :D Oprócz tuszu z Rimmela Wonder’full z olejkiem arganowym dostałam jeszcze próbkę mleczka z Le Petit Coś Tam Coś Tam (:D), ale zużyłam ją przed obfoceniem nowości :D

A Wy co zakupiłyście w styczniu?:)

Ps. Kupiłam jeszcze trójpak płatków kosmetycznych z Biedry (5,99 zł), ale zdecydowałam, że chyba już nie będę ich pokazywać w poście zakupowym, bo to standardowa pozycja;)

niedziela, 3 sierpnia 2014

Zakupy 7/2014 + wygrana

Oj, długo musiałam czekać na zastrzyk gotówki w lipcu, bo prawie do samego jego końca. To nie przeszkodziło mi jednak w tym, aby załapać się jeszcze na kilka kosmetyków w promocyjnej cenie :D Tym razem zakupy są usprawiedliwione, bo sporo produktów zużyłam, więc moje zapasy tak naprawdę się nie powiększyły :D

Pierwsze nabytki pochodzą z Biedry. Zaryzykowałam i kupiłam nową wersję (matującą) (1) płynu micelarnego 400 ml (7,99 zł). Nie mogłam też nie pokusić się na (2) suchy szampon z Batiste original (10,99 zł). Na moje szczęście resztki pobojowiskowe składały się tylko z tej wersji :P Po mieszanych uczuciach do zmywaczy z Isany postanowiłam powrócić do (3) zmywacza do paznokci BeBeauty z lanoliną i gliceryną (5,99 zł). Zauważyłam zmianę w opakowaniu, więc mam nadzieję, że tym razem pompka będzie działać bez zarzutów. Kupiłam też (4) hipoalergiczne mydło naturalne (1,99 zł) do mycia pędzli i (5) patyczki higieniczne Carea (1,55 zł).
Ostatnia rzecz z Biedry to (11) chusteczki do higieny intymnej Intimea z rumiankiem (2,99 zł). Jestem ciekawa jak się sprawdzą, bo to nowość. Na bardzo fajną promocję natrafiłam w Super-Pharm, bo do (6) szamponu do włosów Schauma świeżość bawełny 400 ml (7,99 zł*) dodawano gratis (7) odżywkę do włosów Schauma lekkość i pielęgnacja. Uważam, że to świetny deal! :D Oczywiście, rodzaje można było wybierać sobie dowolnie, ale ja zdecydowałam się na te, których jeszcze nie miałam. Dorzuciłam jeszcze zachwalany ostatnio (8) uniwersalny krem kojąco-osłaniający Himalaya (3,99 zł*). W Hebe kupiłam ponownie (9) płyn do higieny intymnej Ziaja intima macierzanka (7,99 zł) oraz wzięłam na przetestowanie (10) maskę do włosów Kallos różową (5,99 zł). Myślałam najpierw o tej standardowej, ale waniliowy zapach to nie dla mnie :P Ostatnim zakupem był (12) krem do rąk Synergen happy Day (3,89 zł), bo poszukiwałam czegoś małego do torebki.
Na początku lipca przyszła do mnie też wygrana z rozdania u Szarony. Poza szamponem z Balei (choć w innej wersji) nie miałam do czynienia z powyższymi produktami, więc już się cieszę na ich używanie, zwłaszcza że po raz pierwszy mam coś z Bath & Body Works :D

A jak wyglądają Wasze nabytki lipcowe?:) 

niedziela, 15 czerwca 2014

Zakupy 5/2014 (+ prezenty i wygrana)

Jest połowa czerwca, a ja jeszcze nie pokazałam Wam swoich nabytków z poprzedniego miesiąca. Co najlepsze, kupiłam tylko cztery kosmetyki, a pozostałość jest wynikiem przymusu, imienin i konkursu blogowego :D

W jednym czasie pokończyły mi się produkty do pielęgnacji twarzy, co, o dziwo, bardzo mnie ucieszyło, bo w końcu mogłam kupić sobie te kosmetyki, które już od dawna chciałam przetestować.
Ale zanim o pielęgnacji, to powinnam dostać lanie na gołe dupsko za kupienie kolejnego (1) żelu pod prysznic, tym razem limonki i mięty z Isany (2,49 zł*). Usprawiedliwienie mam tylko jedno – kocham Mojito <3 Do twarzy zakupiłam w Rossmanie zachwalany przez wiele blogerek (2) płyn micelarny Garnier 3w1 (12,99 zł*), w Biedrze (3) delikatny żel-krem łagodzący BeBeauty (4,99 zł*), a w Hebe (4) krem nawilżający matujący Ziaja 25+ (7,99 zł*). Wstępne opinie już sobie o nich wyrobiłam, ale poczekam jeszcze do zużycia co najmniej połowy zawartości.

Mój Ukochany wie, że nie mam dostępu do Natury, dlatego gdy tylko jestem u niego w mieście, zaciąga mnie siłą do owej drogerii. Naprawdę :P Nie pomagają nawet tłumaczenia, że moja szafa nie mieści już moich kosmetycznych zapasów… 
Jako pierwszą rzecz wybrał dla mnie (5) perfumy Essence like a first day in spring (17,99 zł*). Pamiętam, że kiedyś mi się podobały, a że akurat zrobili wyprzedaż, to oczywiście Mój Ukochany wpakował mi je do koszyka. Na początku maja, jak pamiętacie, była w Naturze promocja -40% na kolorówkę, więc dostałam „nakaz” (powtarzam, wbrew własnej woli :P) wybrania sobie dwóch rzeczy. Po wielu marudzeniach, że nie potrzebuję, że nie chcę, że to, że tamto, zdecydowałam się na (6) tusz do rzęs Essence I <3 Extreme (7,19 zł*) i (8) szminkę Catrice 310 (10,19 zł*) w odcieniu pięknej, soczystej i mega kobiecej czerwieni, w której wyglądam jak Joker z Batmana :D Na ostatnią rzecz z kolorówki, czyli (7) szminkę Rimmel 070 Airy Fairy (11,99 zł*) naciągnęłam Mojego Ukochanego już sama :D Wstyd mi, no ale jak to mówią: „daj mu palec, a weźmie całą rękę” :P

W maju obchodziłam też imieniny, więc tutaj już bez pardonu zażyczyłam sobie od Mojego Ukochanego dwa urodowe gadżety. Ba, nawet podpowiedziałam mu gdzie i za ile może je kupić :P 
Tutaj macie dowód, że blogi to ZUO, bo kiedyś pukałam się w czoło na myśl, że ktoś może sobie kupić kawałek plastiku do włosów za kilkadziesiąt złotych, a teraz Wy możecie zrobić to samo wobec mnie i mojej nowej (9) szczotki Tangle Teezer (ok. 28 zł* w drogerii Kosmyk). Oj, coś czuje, że na jednej się nie skończy i będę się rozglądać za wersją kompaktową :P Tak w ogóle, to mój model jest pomarańczowo-żółty i w rzeczywistości jest ociekający zaje…neonowością, jak autorka tego bloga (dobra, wiem, kiepski żart :D), ale mój aparat wie swoje :/ W prezencie dostałam też (10) atomizer do perfum Travalo (ok. 7 zł na Allegro bez przesyłki), który jest dla mnie wybawieniem przy częstych wyjazdach, bo nie muszę wozić ze sobą całego flakonu z perfumami, który zazwyczaj jest dosyć ciężki. Niestety, mój egzemplarz przecieka przy napełnianiu, ale przy psikaniu działa już prawidłowo.

W zeszłym miesiącu udało mi się wygrać fotograficzny konkurs u Strawberry pt. „Wiosna w obiektywie”. Moje zwycięskie foto, jak i fotki pozostałych, możecie obejrzeć sobie tutaj. I w tym momencie poproszę o wielkie brawa dla Mojego Ukochanego, który dzielnie znosił moje humorki (łagodnie to nazywając) i pomagał mi w ustawieniu najlepszego kadru. Biedactwo nabawiło się przy tym ataku alergii (zresztą ja też – dobraliśmy się idealnie, nie ma co :D), ale „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” (co ja tak dzisiaj sypię przysłowiami? :D), bo udało się mi (nam) wygrać (11) otulające masło do ciała i (12) orzeźwiający balsam do rąk Pat&Rub. Masełko zostawię sobie na okres jesienno-zimowy, ale balsam już zaczęłam stosować i powiem Wam, że pachnie cuuuudnie! :D

A co Wy nabyłyście w maju? Panował ban kosmetyczny czy istna rozpusta? :D

wtorek, 21 stycznia 2014

O tym, jak Mój Ukochany przyniósł mi szczęście…

Tytuł posta zabrzmiał tak, jakbyście za chwilę miały przeczytać moją głęboką refleksję na temat własnego związku i całego żywota. Otóż nie :P W grudniu uśmiechnęło się do mnie blogerskie szczęście i to po części dzięki Mojemu Ukochanemu. Udało mi się wygrać dwa konkursy, jedno rozdanie, a nawet otrzymać wyróżnienie, które miało dla mnie chyba największe znaczenie. I zacznę właśnie od niego;)

Autorka bloga Magiczny Domek ogłosiła dwa przedświąteczne konkursy. Jako, że jeden z nich polegał na przesłaniu zdjęcia własnej, przystrojonej już choinki, nie wzięłam w nim udziału, ponieważ w moim domu choinkę ubiera się dopiero w Wigilię, czyli w dniu ogłoszenia wyników owego konkursu. Postanowiłam za to zmierzyć swoje siły w drugim konkursie, gdzie zadanie polegało na przesłaniu zdjęcia „najpiękniej zapakowanego artystycznie prezentu dla swoich bliskich”. Uwielbiam pakować prezenty, zawsze sprawia mi to dużo frajdy, więc była to również świetna okazja do zaprezentowania swoich umiejętności, jakiekolwiek by one nie były na tle innych uczestników. Zupełnie nie chodziło mi o nagrodę, ale o „sprawdzenie się”. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak wielkiego szoku doznałam, gdy przeczytałam na stronie z wynikami, że otrzymałam wyróżnienie i zobaczyłam swoje foto w „galerii” :O Jestem z siebie dumna, a co! :D Moją i innych pracę możecie obejrzeć tutaj.

Następnie, (choć niechronologicznie) wygrałam urodzinowe rozdanie u Milomanii. Otrzymałam zestaw kosmetyków z firmy Pierre Rene, z którą, szczerze mówiąc, do tej pory się nie spotkałam. Tyle kolorówki na raz dla amatorki makijażu to +100 do radochy, tym bardziej, że podczas ostatnich promocji -40% zastanawiała się nad jakąś paletką cieni i drugim podkładem :D Żeby było śmieszniej, choć zestawy były przydzielane losowo, dostałam akurat te odcienie, które chciałam :P W kopercie znalazłam też krótki liścik, którego nie zamieściłam na zdjęciu z wiadomego, myślę, powodu;)

No dobra, a gdzie w tym wszystkim tytułowy Ukochany?;> Otóż, gdy przyjechał do mnie w pewien weekend i podczas wspólnej jazdy autobusem zapytał, co będziemy w ów dzień robić, usłyszał, że pomoże mi przy dwóch konkursach. Oczywiście sama doskonale bym sobie poradziła, ale ciiii…., niech Ukochany też ma coś z życia :P Zaczęliśmy od konkursu u Mellody, gdzie nagroda była nie byle jaka, bo dowolnie wybrana świeca z Yankee Candle w rozmiarze średnim. Wiadomo, nie ma nic za darmo, dlatego trzeba było napisać krótką rymowankę o owym zapachu. Zdecydowaliśmy się wspólnie z Moim Ukochanym na Christmas Cookie (no dobra, trochę musiałam przeforsować ten pomysł :P) i zaczęliśmy czekać na wenę. Przyszła na drugi dzień :P Nie dość, że udało się nam wygrać ciasteczkową świecę (która pachnie bosko i którą, niestety, zdążyłam już w połowie wypalić...), to otrzymaliśmy jeszcze przepiękną świąteczną karteczkę z kilkoma miłymi słowami oraz wosk Vanilla Chai. 
Co najśmieszniejsze, tydzień wcześniej zakupiłam m.in. wosk o tym samym zapachu na mikołajkowo-świąteczny prezent dla Mojego Ukochanego i gdy go rozpaliliśmy, spodobał mi się na tyle, że chciałam kupić kolejny egzemplarz dla siebie. Mellody mnie w tym ubiegła;) Wygraną rymowankę (jak i pozostałe) możecie odczytać tutaj, choć przyznam się Wam, że nadal czuję się niezręcznie, gdy czytam drugi wers :P

I na koniec największy smaczek (nie umniejszając oczywiście pozostałych wygranych;)). Do końca nie wiedziałam, czy wezmę udział w konkursie u Puszki, w którym do wygrania były sztuczne paznokcie z namalowanym przez autorkę „wzorem”, jaki tylko mogłybyśmy sobie wymarzyć. No bo… nigdy nie nosiłam sztucznych paznokci i pewnie bym coś spartoliła przy ich przyklejaniu, a poza tym wtedy dopiero co zaczęłam kolejną już kurację odżywczą dla moich paznokci. Jednak, jako, że Puszka liczyła na mój udział, a poza tym (może jeszcze o tym nie wie :D) jest moim paznokciowym guru w kwestii kreatywnych, a zarazem pięknych mani, to nie mogłam jej odmówić. Mój Ukochany podsunął mi pomysł, którego uzasadnienie możecie przeczytać tutaj. Kiedy przeczytałam o wygranej, spodziewałam się, że dostanę same paznokcie. Kiedy otrzymałam paczkę, micha cieszyła mi się przez cały dzień (tym bardziej, że w ten sam dzień odebrałam paczkę od Mellody, więc to już w ogóle +200 do radochy :D), bo wyłoniły się z niej jeszcze inne paznokciowe cudeńka (+ karteczka z kilkoma ciepłymi słowami;)).
Dostałam niemalże gorączki, jak zobaczyłam naklejki wodne, których zakup planowałam zaraz po zakończeniu paznokciowej kuracji (w tym celu zakupiłam nawet biały lakier :P). Pozostałe „elementy” nagrody wykorzystam, jak tylko wymyślę dla nich dobre przeznaczenie, a póki co, to już mogę napisać, że lakier zrobił u mnie taką furorę, że stosuję go na wierzch za każdym razem, gdy pomaluję sobie pazury jakimś kolorkiem :D
Kiedy już pozachwycałam się wyciągniętymi zdobyczami, wróciłam do miejsca, gdzie leżała koperta, żeby obczaić główną nagrodę i zastałam taki o to widok:
Jak już Łobuzy skończyły bawić się w „taczkę”, to zabrały się za zapasy…
Dalej musiałam być świadkiem awantury pt. „To moje mani!”  
Kiedy Łobuzy się już natłukły, powybijały sobie wszystkie zęby itd., zgodziły się w ramach rozejmu zaprezentować wspólnie puszkowe dzieło:
Puszko, powiem jedno: jestem pod wielkim wrażeniem! Zresztą, jak zawsze…;)


Wszystkim Dziewczynom jeszcze raz dziękuję za otrzymane nagrody!:*:)

piątek, 17 maja 2013

Najlepsze kosmetyki naturalne 2013

Dla tych, którzy interesują się kosmetykami naturalnymi, ten krótki post może okazać się szczególnie interesujący. Miesiąc temu Lili Naturalna przeprowadziła na swoim blogu plebiscyt, w którym blogerki wybierały najlepsze, ich zdaniem, kosmetyki naturalne. Ów plebiscyt obejmował 5 kategorii: twarz, ciało, kąpiel, włosy oraz dzieci. Do każdej z nich zostało przypasowanych 10 produktów, które w I etapie plebiscytu zyskały największą popularność. Kosmetykom, które zakwalifikowały się do głosowania, możecie przyjrzeć się tutaj. Jesteście ciekawe, które z nich stanęły na podium?:) Jeśli tak, zapraszam tutaj.
Dodatkowo była możliwość zdobycia świetnych nagród, zarówno za oddanie głosu, jak i udostępnienie informacji o plebiscycie. Ja wzięłam udział w głosowaniu oraz wstawiłam na swoim blogu baner. Ku mojej uciesze, zdobyłam nagrodę za tę drugą czynność:) 
Źródło
A tak wygląda (w połowie :P) mój wygrany zestaw, który prawdopodobnie od 4 godzin czeka na mnie na poczcie:

Źródło
Za rok odbędzie się kolejna edycja. Już teraz zapraszam do wzięcia w niej udziału! Same widzicie, że warto!;)

czwartek, 4 kwietnia 2013

Marcowe Newsy 2013

W marcu wprowadziłam kosmetycznego bana na zakupy. Zrobiłam to dla własnego dobra, chociaż bardziej dla dobra marnej zawartości swojego portfela. Powiem Wam, że na początku szło mi całkiem nieźle. Omijałam wszelkie drogerie, w sklepach regały z kosmetykami, a nawet nie dałam się zwieść centrom handlowym w trzech miastach, w których miałam okazję być. Chociaż nie zrezygnowałam z oglądania promocyjnych gazetek, to na szczęście ich oferty aż tak mnie nie kusiły. Nie sądziłam, że powstrzymywanie się od kupowania zbędnych produktów przyjdzie mi z taką łatwością. Ychy... do czasu :] Po około 15 dniach od zamieszczenia oficjalnej informacji na blogu o kosmetycznym odwyku dopadł mnie kryzys. Zaczęły nachodzić mnie myśli, żeby złamać własny regulamin i najzwyczajniej kupić sobie jakąś zachciewajkę. Niespodziewanie przyczyną kryzysu okazały się być ciastka z Biedronki :P Gdyby owego dnia leżały w miejscu, w którym znajdowały się od samego początku, nie byłoby całego szumu. Nie mogłam ich znaleźć, więc łaziłam po całym sklepie aż dotarłam do kosmetycznego regału. I wtedy z moich ust wydobył się cichy krzyk, który o mało co nie przekształcił się w szloch. Gdy zobaczyłam  żele pod prysznic Mariella Rossi (a gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, to uważam się za żelomaniaczkę) i to w promocyjnej cenie, to wyglądałam dokładnie tak:
Źródło
Po przeanalizowaniu wszystkich "za" i "przeciw" wzięłam się w garść i stwierdziłam, że zawsze mogę kupić je sobie w kwietniu :D Ze sklepu wyszłam jedynie z ciastkami;)

Czy udało mi się spełnić jakiekolwiek postanowienia bana? Sprawdźmy poniżej;)
http://keepitinmyblackbox.blogspot.com/2013/03/lutowe-newsy-2013.html
Da się? Da się! :D Na moje (nie)szczęście w Rossie nie było limitowanego żelu, a niewielka obniżka cen perfum nie usatysfakcjonowała mnie w pełni. 

Przechodzę do meritum. Oto moje marcowe zakupy:
1. Rozgrzewająca sól do kąpieli BeBeauty Owoce cytrysowe
2. Ujędrniający balsam do ciała z kofeiną Synergen 
Sporo, prawda? :D Zaopatrzyłam się jedynie w balsam do ciała i sól, którą zakupiłam jeszcze przed wprowadzeniem bana;)


W marcu przywędrowała do mnie wygrana paczuszka-niespodzianka z konkursu, który zorganizowała Rudaa12:
Gdy zobaczyłam lizaka, ucieszyłam się jak dziecko :D Zawsze chciałam dostać takiego w kształcie serca!:* Otrzymałam też krótki liścik, którego treść pozostawię dla siebie;)


Wygrałam również rozdanie u Malwiny. Co prawda, paczkę odebrałam z poczty dopiero wczoraj, ale została wysłana jeszcze w marcu, dlatego wspominam o niej teraz, żeby nie odkładać tego do początku maja, kiedy będę przedstawiać nowości z kwietnia. Zakręciliście się? :P
Ku mojemu zaskoczeniu, w paczce znalazłam jeszcze próbki. Malwina trafiła z nimi niemalże w dziesiątkę! Od dawna byłam ciekawa karmelowo-cynamonowego masła do ciała, więc będę miała okazję przekonać się czy warto go kupić:) W paczce również znajdowała się miła karteczka, której treść pozostanie tajna;)


Wczoraj wybrałam się po odbiór jeszcze jednej marcowej nagrody, ale odeszłam z kwitkiem z powodu awarii drzwi :P Dzisiaj powędrowałam tam ponownie i odebrałam, com miała odebrać :P Jeszcze przed świętami udało mi się wygrać błyszczyk L'Oreal Glam Shine w loterii Princessy. Jak to mówią, do trzech razy sztuka! :D

Już teraz nie mogę doczekać się posta o kwietniowych newsach, pomimo że nie zamierzam jakoś zbytnio szaleć. Co prawda, w tym miesiącu nie wprowadzam ponownie kosmetycznego bana, ale zobaczę jak bez niego poradzi sobie mój zdrowy rozsądek!;)