Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naturia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naturia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 marca 2013

Lutowy Garbage 2013

Na początek - wow! Osiągnęłam pierwszą magiczną liczbę 50, zarówno w ilości postów, jak i obserwatorów! Dziękuję:* I oczywiście zapraszam do dalszego zaglądania, czytania, komentowania:)

Dzisiaj czas na garbagowy post. Prawie do końca miesiąca w mojej reklamówce przeznaczonej do przechowywania zużytych opakowań znajdowały się tylko dwie próbki. "Ale siara" - myślałam. Jednakże przez ostatnich kilka dni udało mi się wykończyć parę produktów. Nie będę usprawiedliwiać tego stanu rzeczy krótszym miesiącem (jak niektóre blogerki ;>), bo dwa dni to żadna różnica. Styczeń obfitował w wiele pustych opakowań, stąd w lutym pootwierałam dużo nowych produktów, z których niekoniecznie codziennie korzystałam. W dodatku, po zakończonej sesji pojechałam na tydzień do domu i nie zabierałam ze sobą prawie żadnych kosmetyków, bo  mój bagaż i tak był pokaźny. Czy moje tłumaczenia są wystarczające? :P


1. Próbka delikatnie myjącego mleczka do twarzy Madara: 

Kremowa, gęsta konsystencja o biało-żółtawym kolorze. Zużyłam je też do demakijażu oczu i dosyć dobrze sobie z tym poradziło.  Nie podrażniło mojej skóry, w końcu to "ecoface" :P Fajnie pachniało truflami :P Był to bonus do zamówienia, ale chętnie wypróbowałabym pełnowymiarowe opakowanie.









2. Próbka toniku do twarzy Madara:

Co za bubel! Próbka mogłaby być w jakiejś buteleczce, bo po przecięciu opakowania, połowa wylała mi się na rękę. Tonik walił alkoholem na kilometr! W sekundę pojawiło się uczucie ściągniętej skóry, dlatego od razu wylałam wszystko do zlewu. A niby taki "eco", pfff! Nie chcę go więcej!








3. Antyperspirant Fa Pink Passion:

Był jednym z moich ulubionych antyperspirantów. Z powodu  podrażnienia i wysuszenia skóry nie kupię go ponownie. A szkoda, bo zapach miał piękny:( Recenzja tutaj.










4. Balsam do ciała Naturia z kiwi:

Fajny, delikatny balsam. Pomimo, że krótkotrwale nawilżał skórę i wkurzała mnie niepraktyczna zakrętka, to dla samego zapachu może kupię ponownie. Recenzja tutaj.










5. Łagodzące mydło do higieny intymnej Green Pharmacy (szałwia): 

Zdarzyło się z 2-3 razy, że czułam przez nie podrażnienie. Samo w sobie było ok, ale nie podobał mi się zapach suszonych śliwek :P Nie kupię ponownie. Recenzja tutaj.










6. Żel pod prysznic Isana cranberry & white tee: 

Rozczarował mnie. Pachniał mało intensywnie, a do tego strasznie wysuszył moją skórę:( Nie kupię ponownie. Recenzja tutaj.










7. Odżywka do włosów Timotei with Jericho Rose (głęboki brąz):

Nie wiem po co ją kupiłam. Nic nie zrobiła z moimi farbowanymi włosami. Mało wydajna. No i ten smród! Bleee! Na pewno nie kupię ponownie!

Dostępność: Real
Pojemność: 200 ml
Cena: 4,99 zł (w promocji)






8. Mydło do rąk Isana mango & orange:

Mydło prawie idealne. Dobrze myło, pieniło się, nie kleiło rąk.  Najważniejsze, że zapach utrzymywał się bardzo długo na dłoniach. Nie podpasował mi jednak zapach multiwitaminy, ale myślę, że spróbuję innych wersji. Recenzja tutaj.

wtorek, 19 lutego 2013

Balsam kiwi ciało ożywi?

Po przygodzie z orangutanem nie chciałam ryzykować zakupem kolejnego niewypału, więc tym razem zamiast masła nabyłam balsam do ciała. Zupełnie zapomniałam, że posiadam w domu balsam, którego jeszcze nie zużyłam pomimo jego przepięknego zapachu (nie pytajcie dlaczego, bo sama nie wiem). Któregoś dnia na poprawę humoru wybrałam się do drogerii bez potrzeby nabycia czegoś konkretnego. Poszłam sobie ot tak, pooglądać. Ychy... jaaasne, żeby tylko na oglądaniu się skończyło :P W owym dniu rzuciły mi się w oczy kolorowe, smacznie wyglądające tubki. Powąchałam wszystkie dostępne wersje zapachowe i bez zbędnych ceregieli wybrałam balsam do ciała Naturia z kiwi.


Od producenta: Nawilżający balsam do ciała Naturia o świeżym owocowym zapachu zapewnia optymalną pielęgnację skóry. Nadaje jej gładkość i elastyczność oraz sprawia, że pozostaje miła w dotyku. Specjalnie opracowana receptura zawiera nawilżający ekstrakt z kiwi.

Opakowanie: Standardowa plastikowa tubka z nakrętką. Swoją drogą, ów nakrętka jest bardzo dobrze zamocowana, bo nie mam siły jej odkręcić. Zapytacie po co. A no po to, żeby wydobyć z opakowania całą zawartość bez jego przecinania. Balsam powoli zbliża się do dna, a że nie mam ochoty mocować się z plastikiem, to bez nożyczek jednak się nie obędzie. Na zdjęciu doskonale widać wąską szyjkę tubki, więc taka duża nakrętka tylko przeszkadza.


Dobrym rozwiązaniem dla mnie byłaby jednak mniejsza nakrętka umieszczona na górze szyjki (wtedy łatwiej wydobywałoby się resztki balsamu, bo można byłoby zrolować tubkę jak po paście do zębów), ale wątpię czy takie zakończenie byłoby w stanie utrzymać całą tubkę do góry nogami. Jeśli już muszą produkować olbrzymie nakrętki, to niech chociaż będą luźniej zakręcane :P 
Nie podoba mi się też samo tworzywo opakowania. Jest bardzo niepraktyczne, bo mając posmarowane ręce, najzwyczajniej w świecie wyślizguje się z nich.
Plusem jest na pewno design, zwłaszcza na przedniej etykiecie. Sam konkret, czyli co to, od kogo i po co, uzupełniony smakowitym obrazkiem kąpiących się w mleku (/jogurcie, o czym mowa niżej :P) połówek kiwi. Aż ma się ochotę skoczyć do sklepu po te owoce.

Kolor: Jasnozielony.

Konsystencja: Kremowa, średniogęsta. Bez problemu rozprowadza się ją na ciele.


Zapach: Bardzo delikatny. Faktycznie, wyczuwalna jest nuta kiwi. Właściwie to balsam bardziej pachnie jak jogurt o smaku kiwi. Utrzymuje się na skórze przez kilka godzin, zanikając stopniowo. Dla samego zapachu warto zakupić balsamowe kiwi.

Działanie: Balsam błyskawicznie wchłania się w skórę i mam wrażenie, że z podobną prędkością pozostawia ją samą sobie. W tej chwili, po pięciu godzinach od wzięcia prysznica, nadal mam suche chociażby przedramiona czy okolice pach. 

Wydajność: Słaba, jak na balsam przystało.

Dostępność: Astor
Pojemność: 200 g
Cena: 5,90 zł


Edit: W dniu dzisiejszym balsam ledwo dyszał i ostatkiem sił wypluwał zawartość. Jako, że nie lubię marnować kosmetyków, gdy zbliżają się ku końcowi, sięgam po nożyczki. I całe szczęście! Kopara opadła  mi na sam widok "resztek". A wszystko przez utrudniającą plastikową big nakrętkę...