wtorek, 30 grudnia 2014

Zakupy 11-12/2014 + prezenty

Jestem zadowolona z rezultatów minimalizmu zakupowego, jaki miał miejsce w dwóch ostatnich miesiącach bieżącego roku. Chociaż nie kupiłam wiele, to moje zapasy i tak się rozrosły. A to wszystko za sprawą Świętego Mikołaja, który poniekąd poznał moją kosmetyczną wishlistę :D

Na początku poczyniłam drobne zakupy. W Hebe skusiłam się na (1) mgiełkę do ciała Jacques Batini fresh melon (14,99 zł*). Nie był to produkt niezbędny, ale wiedziałam, że nie będę mieć później dostępu do tej drogerii, więc skorzystałam z okazji. Zapach melona wydał mi się najładniejszy z czterech wersji, jakie mieli. Co ciekawe, mimo obowiązującej ówcześnie promocji w gazetce, mgiełki znajdowały się w magazynie zamiast na sklepowym regale:] Innym razem, będąc w Niemczech, kupiłam sobie przy okazji (2) antyperspirant w spray'u Rexona shower fresh (1,11 €*) oraz (3) pomadkę ochronną Isana Intensiv (0,49 €*), której jakoś nie widziałam w polskim Rossmannie. Natomiast w Biedrze Mój Ukochany kupił mi (4) antyperspirant w sztyfcie Lady Speed Stick (5,29 zł), który ma dodatkowo chronić ubrania przed żółtymi plamami.
Dalej zaczynają się już prezenty. Na Mikołaja dostałam od koleżanki (5) żel pod prysznic Avon senses wanilia & masło shea. Za wanilią nie przepadam, ale poprzedni żel z Avonu pozytywnie mnie zaskoczył, więc mam nadzieję, że i ten mi podpasuje mimo zapachu. Od Ukochanego dostałam (6) zestaw Dove magnolia & pistacja: żel pod prysznic i balsam. Jeszcze nigdy nie miałam nic z Dove, więc już się cieszę na testowanie, bo zapach jest piękny:) Otrzymałam też (7) mydełko naturalne z nanosrebrem, które już kiedyś miałam i mnie rozczarowało... no ale tak to jest, jak Mikołaj nie wczytuje się w szczegóły na blogu ;> Z kolei, pod choinkę dostałam od rodziców (8) zestaw Baylis & Harding. Przyznam, że nie słyszałam o tej firmie, więc nie mam zielonego pojęcia, gdzie go zakupili. Niby nazwa związana jest z Anglią, ale produkcja odbyła się w Chinach :P W skład zestawu wchodzą: 2 x żel pod prysznic oszroniona żurawina, żel pod prysznic przyprawiona pomarańcza oraz balsam do ciała i krem do rąk o zapachu śliwkowego puddingu. Jak widzicie, już zaczęłam używać żurawinowego żelu, ale bycie fanką wszystkiego, co żurawinowe, zobowiązuje :D
Również pod choinkę, ale od Mojego Ukochanego, otrzymałam (9) paletkę cieni do oczu Makeup Revolution Iconic 2 (19,99 zł) oraz (10) pędzle do makijażu oczu Hakuro H76 i H79 (16,40 zł/sztuka). W tym przypadku znam ceny i sklep (Mintishop), bo chciałam coś trafionego, więc podpowiedziałam Mikołajowi co i jak :D Hehe, rok temu uczyłam się nakładać prawidłowo podkład na twarz, to teraz przyszedł czas na podwyższenie levela :D
Na koniec zakupiłam jeszcze 2 produkty, których potrzebowałam już niezwłocznie, czyli mój ulubiony (11) nawilżająco-matujący krem do twarzy Ziaja 25+ (9, 49 zł*), który nabyłam w Hebe oraz (12) delikatny żel-krem łagodzący do twarzy BeBeauty (4,99 zł) z Biedry.

Ciekawa jestem, czy też dostałyście kosmetyczne prezenty od Mikołaja i czy udało mu się trafić w Wasz gust;) Chętnie poczytam:)

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Denko 11-12/2014

Ostatnie denko w tym roku nie przyniosło zbyt wielu pustych opakowań. W sumie i tak nie jest źle, patrząc na poprzednie ogromne zużycia, bo nie byłam pewna, czy w listopadzie i grudniu uda mi się cokolwiek zdenkować. Cóż, nie pozostaje mi chyba nic innego jak wyznaczyć sobie pierwsze noworoczne postanowienie, tj. większą mobilizację do zużywania kosmetyków;)


 Ledżenda:
produkt, do którego z chęcią powrócę
produkt, do którego nie wiem czy powrócę
produkt, do którego nie powrócę

1. Suchy szampon do włosów Batiste cherry – Używałam go bardzo rzadko, a i tak szybko się skończył. Bywały sytuacje, że ratował moje włosy, a bywały też i takie, że włosy wyglądały gorzej niż przed aplikacją szamponu. Pachniał sztuczną wiśnią.
2. Żel pod prysznic Balea Mango Mambo – Miał przyjemny, słodki zapach. Dobrze się pienił, wydajność standardowa, nie podrażniał skóry. Nie powrócę ze względu na edycję limitowaną.
3. Żel pod prysznic Fa Luxurious Moments Black Amethyst & Pink Viola – Właściwości były ok, ogólnie lubię żele z Fa. Intensywny zapach utrzymywał się dosyć długo na skórze. Przypominał trochę męskie perfumy, więc mi nie podpasował.
4. Balsam Fa Sensual&Oil Argan-, Marula- & Almand Oil – Dobrze i na długo nawilżał skórę. Bardzo ładnie i subtelnie pachniał. Jedyne zastrzeżenia mam do konsystencji, której rozprowadzanie na ciele zajmowało więcej czasu niż oczekiwałam.
5. Antyperspirant Fa Sport 96 h – Z działania byłam zadowolona, chociaż zauważyłam, że zdarzało mu się podrażniać moją skórę. Intensywny zapach, przypominający perfumy starych babek, skutecznie mnie znokautował i odstraszył na zawsze. Odradzam wrażliwym nosom!
6. Naturalny krem oliwkowy cera sucha i normalna Ziaja – Chciałam o nim jak najszybciej zapomnieć, ale chyba jednak poświęcę mu osobną recenzję, bo to straszny bubel był!
7. Lekki krem Alantan dermoline – Kolejne zużyte opakowanie. Kupuję go, gdy nie mam dostępu do Ziaji 25+, więc pewnie jeszcze kiedyś się u mnie pojawi;)
8. Maskara Maybelline the Colossal Volum Express 100% Black – Na początku była sucha jak wiór, żeby po ok. 2 tygodniach od otwarcia nabrać normalnej konsystencji. Nie była to jakaś oszałamiająca czerń. Pogrubiała rzęsy, ale też je sklejała. W dodatku osypywała się.
9. Odżywka do paznokci Eveline Maksymalny wzrost paznokci – Kolejna zużyta buteleczka i kolejna, która dała radę. Starczyła mi na jakieś 3-4 kuracje. Szkoda, że podczas ostatniej tak szybko gęstnieje i efekt nie jest już taki super.
10. Pomadka ochronna Maybelline Baby Lips Intensive Care – Zwykła pomadka do codziennego, domowego użytku. Bez szału, tak jak się spodziewałam.          
11. Patyczki do uszu Carea – Tradycyjnie w moim denku. Są dobre i tanie. No i mają funkcjonalne opakowanie :P
12. Płatki kosmetyczne Carea zielone – To również tradycja w moich zużyciach. Nie znam lepszych, więc nie kupuję już innych.

Jak widzicie, do większości produktów nie powrócę. Nie oznacza to jednak, że wszystkie okazały się bublami, ale nie zachwyciły mnie na tyle, aby zakupić je ponownie. 

Jak oceniacie swoje denka w 2014 roku? Jest progres w porównaniu do poprzednich lat? ;>

niedziela, 21 grudnia 2014

Kwaśne orzeźwienie przez cały rok

Powoli kończy się pierwszy dzień astronomicznej zimy, a ja przychodzę do Was z powiewem lata i orzeźwiających drinków. Nie chcę odkładać tej recenzji do odległych upalnych dni następnego roku, bo do tego czasu z pewnością zapomnę o właściwościach opisywanego produktu. Na upartego mogę uargumentować recenzję żelu pod prysznic Mariella Rossi Cocktail „zbliżającym się” karnawałem;)
Od producenta: Kiedy ludzie myślą o Brazylii, wyobrażają sobie nie tylko lasy tropikalne i kilometry białych plaż, ale także brazylijski karnawał, jeden z najbardziej pasjonujących, kolorowych i niezwykłych świąt na świecie. Będąc kiedykolwiek w Brazylii nigdy nie zapomnisz o swoich tropikalnych letnich wieczorach, gorących rytmach i pysznych koktajlach. Nowy żel pod prysznic Mariella Rossi Cocktail dzięki swojemu oryginalnemu zapachowi odświeża skórę i zmysły oraz pozwala marzyć o brazylijskim koktajlu – Caipirinha. Używaj go każdego dnia i pozwól sobie odpłynąć w przyjemną podróż z zapachem tego fantastycznego miejsca.

Opakowanie: Wielka plastikowa butla, przypominająca swoim kształtem shaker do koktajli, z pompką.

Konsystencja: Rzadka, przezroczysta.

Kolor: Zielony.

Zapach: Orzeźwiający, a’la mojito.

Wydajność: Duża.

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Chloride, PEG-7, Glyceryl Cocoate, Parfum, Sodium Benzoate, Citrid Acid, Glycol Distearate, Polyquaternium-7, Potassium Sorbate, Limonene, Hexyl Cinnamal, Laureth-4, CI 47005, CI 42090.

Moja opinia: Chociaż w denku zaznaczyłam, że nie wiem, czy wrócę do tego produktu, to dzisiaj dochodzę do wniosku, że jednak nie. I nie chodzi o to, że żel był zły, tylko o to, że ogromne pojemności kosmetyków nie są dla mnie :P To opakowanie zawierało w sobie więcej niż pół litra żelu i gdyby nie fakt, że moja rodzinka pomagała mi w jego zużyciu, to chyba stałby pod prysznicem przez kilka miesięcy;)
Jeśli chodzi o opakowanie, to miało fajny design, nawiązujący do zimnych koktajli idealnych do ugaszenia pragnienia (i nie tylko :P). Duży plus za pompkę – zawsze podobają mi się takie udogodnienia. Co prawda, miałam problem z pierwszym użyciem żelu, bo nie potrafiłam zwolnić blokady w tej pompce (z powodu mokrych dłoni wszystko mi się ślizgało), ale później nie było już żadnych komplikacji i pompka działała bez zarzutów.
Żel miał rzadką konsystencję, czego akurat nie lubię w produktach do kąpieli. Zdziwiło mnie to, że żel praktycznie w ogóle się nie pienił! I to już totalnie mi się nie spodobało!:/
Zapach przypominał mi trochę mojito, ale daleko było mu do słynnej limitki z Isany. Żel pachnie pewnie drinkiem z opisu producenta, czyli Caipirinhą – czy ktoś go kiedykolwiek pił? :D Aromat był lekko kwaśny, ale przez to orzeźwiający. Szkoda, że nie utrzymywał się na skórze.
Z dodatkowych informacji to nie wysuszał ani nie podrażniał skóry, co przemawia na jego korzyść. Na niekorzyść, natomiast, przemawia akurat wysoka cena (chociaż w stosunku do pojemności nie jest tak tragicznie) i słaba dostępność (chociaż co jakiś czas można go dorwać w Stonce i to za dyszkę). Podsumowując, polecam na upały, ale tylko dla fanów dużych pojemności, bo ja miałam go dość już od połowy :P 


Dostępność: Drogerie Polskie, Hebe
Pojemność: 600 ml
Cena: 13,90 zł

Lubicie duże pojemności w żelach pod prysznic? :D

sobota, 13 grudnia 2014

Potrójna keratyna od Gliss Kurr

Od dawna chciałam wypróbować jakiegoś produktu do włosów z Gliss Kur, ale wiecznie nie było mi "po drodze" do jego nabycia. Kiedy moje włosy były w tragicznym stanie po gagatku z Balea, szukałam czegoś, co choć trochę je podreperuje. A że akurat natrafiła się promocja i zobaczyłam wskazanie na etykiecie „bardzo zniszczone, suche włosy” oraz informację o potrójnej dawce keratyny, nie zastanawiałam się ani chwili i kupiłam szampon do włosów Gliss Kur Ultimate Repair. Czy obietnice producenta pokryły się z moimi oczekiwaniami? Zapraszam do lektury;)
Od producenta: Czy Twoje włosy są bardzo zniszczone, suche? Szampon ULTIMATE REPAIR zawiera potrójny kompleks z płynną keratyną i regeneruje nawet mocno uszkodzone włosy zarówno na powierzchni włosów, jak i w ich wnętrzu. Aż do 95%* mniej złamanych włosów, większa odporność i połysk. *przy stosowaniu razem z odżywką.

Opakowanie: Plastikowe, podłużne, z mocną zakrętką na zatrzask. Kolorystyka utrzymana w czarno-złotych barwach.

Konsystencja: Średnio gęsta.

Kolor: Perłowy.

Zapach: Keratynowy.

Wydajność: Duża.

Skład:
Moja opinia: Na chwilę obecną stał się dla mnie najlepszym szamponem ever! Po jego zastosowaniu włosy były gładziutkie i lśniące. Po niemiłej przygodzie z produktem Balea stan moich włosów uległ zmianie o 180 stopni, oczywiście na korzyść. Na dobrą sprawę nie musiałam aplikować po nim odżywki, ponieważ nie plątał włosów i bez problemów można było je rozczesać. Głowa mnie po nim nie swędziała, nie powodował łupieżu oraz dobrze oczyszczał włosy, więc w końcu zaczęły wyglądać na zdrowe i zadbane. Produkt wywołał u mnie same zachwyty :D No dobra… kontrowersyjny był jedynie zapach. Jest on dość specyficzny i nie każdemu przypadnie do gustu. Szampon pachnie/śmierdzi keratyną, ale z czasem tak się do niego przyzwyczaiłam, że przestało mi to przeszkadzać :P Produkt był wydajny dzięki gęstej i dobrze pieniącej się konsystencji. Wiem, że nie każdy lubi szampony „perłowe”, ale zauważyłam, że moim włosom bardzo to odpowiada. Jakby tego było mało, dorwałam go kiedyś na promocji w Kauflandzie za niecałe 7 zł, ale standardowa cena też nie jest jakaś bardzo wysoka. Serdecznie polecam ten szampon posiadaczkom suchych i zniszczonych włosów, chociaż pozostałym rodzajom włosów też nie powinien wyrządzić krzywdy;)

Dostępność: drogerie, markety
Pojemność: 250 ml
Cena: ok. 10 zł


Lubicie produkty do włosów z Gliss Kur? Która wersja jest Waszą ulubioną?


wtorek, 9 grudnia 2014

Zakupy 8-10/2014

Zakupy, które poczyniłam od sierpnia do października nie należały do spektakularnych. Wyprowadzka z dotychczasowego miejsca zamieszkania sprawiła, że zostałam pozbawiona dostępu do kilku większych drogerii. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – nie wydawałam kasy na zbędne kosmetyki :P W ogóle w tym okresie nie miałam czasu na łażenie po sklepach, więc jeśli już jakimś cudem znalazłam się w drogerii, to kupowałam tylko to, co było mi potrzebne (nie licząc wizyty w DM, ale o tym później :P).

W Rossmannie kupiłam (1) żel do mycia twarzy Synergen Soft touch (5,99*zł) oraz (2) antyperspirant Fa Sport 96h (5,99*zł). Tak się składa, że akurat odradzam Wam zakup tych gagatków:/ W Naturze nabyłam natomiast (3) mgiełkę termoochronną Marion (7,99 zł) oraz dwa produkty, które już dawno chciałam wypróbować: (4) perfumowany dezodorant Beyonce Heat Rush (19,99*zł) i (5) płyn micelarny 3w1 Green Pharmacy owies (7,99*zł). Z tej trójki polecam jedynie mgiełkę do włosów. W znajomej aptece skusiłam się na (6) lekki krem do twarzy Alantan dermoline (ok. 8-9 zł), bo nigdzie nie mogłam znaleźć kremu z Ziaji.
Nie wiem czemu wypady do DM w moim wykonaniu zawsze muszą być jakieś dziwne :P Tym razem nie była to zaplanowana wizyta a takie, uwierzcie mi, są najgorsze:/ Wchodzi nieprzygotowana baba do DM i choć wie, że ma w domu kosmetyczne zapasy, to i tak kupi sobie coś, czego wcale nie chce :P Najpierw skusiłam się na (7) żel do golenia Balea Blueberry Love (1,25 €) i nadal nie wiem po co, skoro miałam już nie kupować tych żeli:/ Zbyt ładne miało opakowanie :P Z przyzwyczajenia poniuchałam nowe żele pod prysznic i oczywiście musiałam sobie jakiś kupić… Najlepsze jest to że (8) wersja marakuja wcale mi się nie podobała (0,55 €), a i tak ją wzięłam:] No i weź tu zrozum baby :P W każdym razie żel znalazł już nową właścicielkę a ja mam nauczkę: Neonowa, jak coś nie pachnie dla Ciebie przyjemnie, to do cholery tego nie kupuj! :P Obczaiłam sobie również nową limitkę i sugerując się kolorami, myślałam, że (9) wersja Black Secret (0,55 €) jest dla mężczyzn. Zapach przypominał mi trochę zimowy żel z OS, dlatego capnęłam jeden egzemplarz. Pozostałe zapachy z limitki nie przypadły mi do gustu, więc bez sensu byłoby kupowanie ich na siłę (ech, dlaczego nie myślałam tak przy wersji z marakują? ;>). Ostatnim kosmetykiem był (10) balsam do ciała Balea z olejkiem migdałowym (1,75 €), który pachnie ciasteczkami:)
Swoją drogą, od moich ostatnich zakupów w DM (w kwietniu) trochę pozmieniały się ceny. Żele do golenia i pod prysznic są tańsze o 0,10 €, z kolei balsamy podrożały o 0,50 €.


A jak Wasze nabytki w ostatnim czasie? Powiększyłyście swoje kosmetyczne zapasy czy oszczędzałyście? ;>


Ps. Ceny oznaczone * są cenami promocyjnymi.

piątek, 28 listopada 2014

Denko 7-10/2014

Co jest najlepszym tematem na pierwszego posta po tak długiej nieobecności? Zdecydowanie denko! :D Będziecie mogły się przekonać, czy obijałam się przez tych kilka miesięcy w kwestii zużywania kosmetyków, czy też nie :P Nazbierało się tego tyle, że zabrakło mi  numerków do oznaczania pustaków (mój program do obróbki zdjęć nie przekracza liczby 20 :P). Opisy są krótkie i zwięzłe, bo większość produktów była zwyczajna, a te ciekawsze doczekają się wkrótce osobnych recenzji. Miłej lektury!:)

Ledżenda:
produkt, do którego z chęcią powrócę
produkt, do którego nie wiem czy powrócę
produkt, do którego nie powrócę

1. Szampon do włosów Gliss Kur Ultimate Repair: Jak na razie mój ideał wśród szamponów! Posiadał same zalety. No dobra… może poza specyficznym zapachem :P

2. Odżywka odbudowująca do włosów Schauma Q10: Zwyklak, bez szału. Na moje szczęście wcale nie zwiększyła objętości włosów, jak obiecywał producent. Zapach nijaki. Słaba wydajność.

3. Płyn prostujący włosy Marion: Stosowałam go profilaktycznie przed użyciem prostownicy. Nie wpłynął negatywnie na stan moich włosów, więc chyba działał w kwestii termoochrony. Miałam zastrzeżenia jedynie do zapachu. Recenzja tutaj.
4. Płyn micelarny 3w1 Garnier: Błyskawicznie i prawie idealnie zmywał makijaż, ale tylko z powiek i rzęs. Zapowiadał się super, ale niestety po jakimś czasie zaczął szczypać mnie w oczy:/

5. Delikatny żel-krem łagodzący do mycia twarzy BeBeauty: Pomimo tego, że nie odpowiadała mi jego konsystencja i zapach, to zmuszona byłam zakupić go ponownie, gdyż jako jedyny żel nie podrażnia mojej twarzy.

6. Peelingujący żel przeciw wągrom Clean&Clear: Termin ważności minął, więc zużyłam go jako peeling do stóp :P Nie wiem czy w jakimkolwiek stopniu przeciwdziała wągrom, bo na twarz stosowałam go bardzo nieregularnie :P Właściwie to był kremem z ostrymi drobinkami, które prawie wcale się nie rozpuszczały, a większość z nich lądowała w zlewie. Tak w ogóle to pachniał ogórkiem :P Fajny design opakowania, ale za dużo było tam tureckich napisów. Kupiłam go kiedyś jakimś cudem za 8 zł w Tesco, gdzie normalnie w drogeriach kosztuje dwa razy więcej.

7. Krem nawilżający matujący Ziaja 25+: Jak na razie wszystko mi w nim odpowiada, a najbardziej to brak parafiny w składzie :D Jedyny minus to jego słaba dostępność:/
8. Żel pod prysznic Mariella Rossi Cocktail Shower Brazil: Fajnie pachniał, ale taka duża butla zaczęła mnie męczyć. Plus za pompkę, a minus za brak piany.

9. Żel pod prysznic Isana limonka&mięta: Ideał zapachowy wśród żeli z Isany! Pachniał prawdziwym mojito! <3 Był idealny na upalne dni. Szkoda, że była to edycja limitowana:( 

10. Żel pod prysznic Avon Senses Peaceful Reflection: Mój pierwszy żel z Avonu :D Prawie we wszystkich aspektach pozytywnie mnie zaskoczył. Z chęcią zamówię sobie inne wersje!:)

11. Balsam do ciała Balea Mango Mambo: Idealny balsam na lato! Pachniał tak samo jak żel pod prysznic z letniej limitki. Był świetny i szkoda, że nie jest już dostępny w DM:(
12. Żel pod prysznic Balea Melon Tango: Właściwości takie same jak we wszystkich żelach Balea. Trochę zawiodłam się zapachem – liczyłam na coś słodszego:/

13. Żel pod prysznic Fruit Kiss lilia wodna: Zużyłam do mycia rąk. Gdyby nie wstrętny zapach, to być może skusiłabym się na niego ponownie. Recenzja tutaj.

14. Żel pod prysznic Joanna Sweet Fantasy wanilia: Śmierdziuch. Również zużyłam do mycia rąk. Recenzja tutaj.

15. Płyn do higieny intymnej Ziaja intima macierzanka: Kończę już drugie opakowanie i nadal jestem z niego zadowolona! Nie podrażnia, ładnie pachnie, jest wydajny i tani. Następnym razem będę chciała wypróbować inny zapach, ale do macierzanki na pewno jeszcze wrócę. Recenzja tutaj.

16. Dezodorant Isana secret rose: Beznadzieja! Zero ochrony! W dodatku duszący zapach, kłócący się z perfumami. Jedyne zalety to niska cena i dostępność.
17. „Perfumy” Katy Perry Killer Queen: Ciekawy zapach, ale trwałość skandaliczna  - po jakiejś godzinie zapach całkowicie się ulatniał:/

18. Antyperspirant Fa Sport Double Power 72h: To mój drugi antyperspirant ze sportowej serii od Fa i równie skuteczny! Miał ładny zapach. W odczuciu był „mokry” i nie „kurzyło” się po nim.

19. Antyperspirant Rexona Clear pure Crystal: Miał ładny, perfumowany zapach i to by było na tyle dobroci. Nie zapewniał mi żadnego komfortu, a wręcz przeciwnie – długo się wchłaniał i zostawiał ślady na ubraniach:/ W dodatku konsystencja była klejąca, przez co opakowanie było wiecznie ubrudzone:/ 
20. Żel do golenia Balea Buttermilk lemon: Pięknie pachniał ciastem cytrynowym <3 Design na plus, jak to u Balei bywa. W sumie to nie wiem, czy byłam z tego żelu zadowolona – może to kwestia kiepskiej maszynki? Mimo wszystko szkoda, że ta wersja zapachowa pochodziła z edycji limitowanej:/

21. Mleczko chroniące przed słońcem Lirene Kids 30 SPF: Dobrze chroniło przed słońcem. Po aplikacji chwilę się kleiło, ale następnie szybko się wchłaniało. Nie zawierało parafiny, więc spokojnie można je stosować na twarz. Pachniało przyjemnie, jak krem. Resztkę zużyłam do golenia nóg, bo nie zdążyłabym wykorzystać mleczka do opalania przed upływem terminu ważności. 

22. Pielęgnujący żel do rąk Kult Honigmelone: Czasami zastanawiałam się czy nie był to przypadkiem żel antybakteryjny, bo wskazywała na to konsystencja i zapach. Lekko nawilżał dłonie na chwilę i nic poza tym. Zużyłam do „pielęgnacji” nóg, bo nie mogłam znieść zapachu. 

23. Maszynki do golenia z Tesco: Kiedyś byłam z nich zadowolona, ale tym razem jakoś przestały mi odpowiadać. Szybko się tępiły, a sam plastik nie był dobrze wykończony.

24. Chusteczki do higieny intymnej Facelle: Nic spektakularnego. Kupiłam je, bo były tanie i nie miałam nic lepszego pod ręką. Opakowanie mogłoby mieć lepsze zabezpieczenie przed wysychaniem.  
25. Mus do ciała Tutti Frutti arbuz&melon: Poza fajnym designem i tym, że mnie nie uczulił, to nie widziałam w nim nic fajnego. Strasznie męczyłam się z jego zużyciem. 

26. Zmywacz do paznokci Isana zielony: Zmywać zmywał, ale strasznie wysuszył mi płytkę paznokciową:/

27. Zmywacz do paznokci Isana różowy: Nie mam do niego większych zastrzeżeń poza wielkim otworem. Fajnie, że nie zawierał acetonu.

28. Regeneracyjne serum do rąk Regenerum: Bubel nad buble! Serdecznie odradzam! Recenzja tutaj.

29. Krem do twarzy Vichy Aqualia Thermal na noc: Miał dziwną kremowo-żelową konsystencję. Dobrze nawilżał skórę, ale nic poza tym. Zdecydowanie wolę wersję na dzień.

30. Płatki kosmetyczne Carea fioletowe: Kupiłam dla wypróbowania. Nie przypadły mi do gustu.
31. Podkład do twarzy Rimmel Wake Me Up 100 Ivory: Mój ideał wśród podkładów! Lekka konsystencja, dobrany kolor, a do tego pompka - czegóż chcieć więcej? Z pewnością niższej ceny…

32. Tusz do rzęs Revlon Grow Luscious Plumping: To nie maskara tylko jakaś masakra! Po pierwsze wielka szczota, którą cholernie ciężko było jakkolwiek operować. Po drugie cały czas mokra konsystencja, która nie zasycha nawet na rzęsach. Wielkie rozczarowanie!

33. Natural Lip Stick Lovely aloe vera&mentol: Wersja w sztyfcie nie jest tak dobra jak ta z okrągłego pudełeczka, którą niestety wycofali:( Mimo wszystko, na razie nie znalazłam lepszej pomadki ochronnej.

34. Lip Smacker Coca-Cola: Pachniał i smakował jak prawdziwa Coca-Cola! :D Nadawał ustom lekkiego brązu. Niestety, nie nawilżał na długo. No i pod koniec używania zacięło się pokrętło, co w moim przypadku jest już niemalże tradycją :P

35. Próbka Sudomax: Wyrzutek – minął termin ważności. Nie stosowałam go zbyt często, więc nie jestem w stanie niczego konkretnego o nim napisać.


Uff! I to by było na tyle. Brawa dla wytrwałych! :D Kolejne denka będą pojawiać się już normalnie, czyli co dwa miesiące. Ciekawe, czy kiedykolwiek nazbiera mi się tyle pustaków w 2 miesiące :P A Was tradycyjnie pytam, czy miałyście coś z powyższych produktów i jakie macie o nich opinie?;)

wtorek, 11 listopada 2014

2 years ago...

Nadejszła wiekopomna chwila... Neonowa wraca na salony :D Tak, tak Kochane, po trzech miesiącach udało mi się ogarnąć życiowy chaos i znowu mogę dla Was pisać:) Dziękuję tym wszystkim, którzy na mnie czekali i zaglądali tu pomimo mojej nieobecności:*:*:* 
Mój powrót zbiegł się akurat z drugą rocznicą mojego bloga - taki mały paradoks;) Podobnie jak rok temu nie będę się rozpisywać, po prostu chcę podziękować Wam, że przez kolejny rok do mnie zaglądałyście, komentowałyście i wspierałyście mnie w moich blogerskich poczynaniach! Mam nadzieję, że moje recenzje są dla Was przydatne przynajmniej w minimalnym stopniu oraz, że ten blog jest miejscem, który choć przez chwilę wywołuje uśmiech na Waszych twarzach:) Pomimo, że znowu miałam długą przerwę w blogowaniu, to mogę Wam obiecać, że postaram się rozwijać swojego bloga, aby stał się on dla Was przyjemniejszą miejscówką;) Jeszcze raz bardzo Wam wszystkim dziękuję, bo bez Was moje blogowanie nie miałoby żadnego sensu!:*:*:*

Na koniec mini statystyki, które za rok pozwolą mi (poniekąd) ocenić rozwój mojego bloga. 

W ciągu dwóch lat:
Źródło
Napisałam 157 postów (+51)
Dołączyło do mnie 232 obserwatorów (+127)
Mojego bloga wyświetlano 42992 razy (+23836)


Ps. Z nadrabianiem ogromnych zaległości wracam od przyszłego tygodnia. Stay tuned! :D

wtorek, 5 sierpnia 2014

Zawieszam bloga...

Przyznam, że trochę biłam się z myślami czy podejmować właśnie taką decyzję, ale robiąc sobie bilans zysków i strat, muszę zawiesić bloga... Muszę dopiąć swoje osobiste sprawy, więc nie znajdę czasu na pisanie postów, odpowiadanie na komentarze i odwiedzanie Was (pewnie i tak zauważyłyście, że ostatnio prawie w ogóle do Was nie zaglądałam:/). 
Nie wiem ile to potrwa... Przypuszczam, że minimum dwa miesiące, maximum cztery... Wiem, że narobię sobie przez to sporo zaległości blogowych, które potem ciężko mi będzie nadrobić, ale prywatne sprawy są dla mnie teraz priorytetem. Mam nadzieję, że mimo wszystko poczekacie na mnie... :) 

Pozdrawiam Was serdecznie i już za Wami wszystkimi tęsknię... :*

niedziela, 3 sierpnia 2014

Zakupy 7/2014 + wygrana

Oj, długo musiałam czekać na zastrzyk gotówki w lipcu, bo prawie do samego jego końca. To nie przeszkodziło mi jednak w tym, aby załapać się jeszcze na kilka kosmetyków w promocyjnej cenie :D Tym razem zakupy są usprawiedliwione, bo sporo produktów zużyłam, więc moje zapasy tak naprawdę się nie powiększyły :D

Pierwsze nabytki pochodzą z Biedry. Zaryzykowałam i kupiłam nową wersję (matującą) (1) płynu micelarnego 400 ml (7,99 zł). Nie mogłam też nie pokusić się na (2) suchy szampon z Batiste original (10,99 zł). Na moje szczęście resztki pobojowiskowe składały się tylko z tej wersji :P Po mieszanych uczuciach do zmywaczy z Isany postanowiłam powrócić do (3) zmywacza do paznokci BeBeauty z lanoliną i gliceryną (5,99 zł). Zauważyłam zmianę w opakowaniu, więc mam nadzieję, że tym razem pompka będzie działać bez zarzutów. Kupiłam też (4) hipoalergiczne mydło naturalne (1,99 zł) do mycia pędzli i (5) patyczki higieniczne Carea (1,55 zł).
Ostatnia rzecz z Biedry to (11) chusteczki do higieny intymnej Intimea z rumiankiem (2,99 zł). Jestem ciekawa jak się sprawdzą, bo to nowość. Na bardzo fajną promocję natrafiłam w Super-Pharm, bo do (6) szamponu do włosów Schauma świeżość bawełny 400 ml (7,99 zł*) dodawano gratis (7) odżywkę do włosów Schauma lekkość i pielęgnacja. Uważam, że to świetny deal! :D Oczywiście, rodzaje można było wybierać sobie dowolnie, ale ja zdecydowałam się na te, których jeszcze nie miałam. Dorzuciłam jeszcze zachwalany ostatnio (8) uniwersalny krem kojąco-osłaniający Himalaya (3,99 zł*). W Hebe kupiłam ponownie (9) płyn do higieny intymnej Ziaja intima macierzanka (7,99 zł) oraz wzięłam na przetestowanie (10) maskę do włosów Kallos różową (5,99 zł). Myślałam najpierw o tej standardowej, ale waniliowy zapach to nie dla mnie :P Ostatnim zakupem był (12) krem do rąk Synergen happy Day (3,89 zł), bo poszukiwałam czegoś małego do torebki.
Na początku lipca przyszła do mnie też wygrana z rozdania u Szarony. Poza szamponem z Balei (choć w innej wersji) nie miałam do czynienia z powyższymi produktami, więc już się cieszę na ich używanie, zwłaszcza że po raz pierwszy mam coś z Bath & Body Works :D

A jak wyglądają Wasze nabytki lipcowe?:) 

środa, 30 lipca 2014

O kilku żelach pod prysznic, do których nie powrócę...

Jeśli ktoś jeszcze nie wie, to uwielbiam żele pod prysznic. Mogę powiedzieć, że właściwie jestem żelomaniaczką – zawsze mam ich nadmiar, bo nie mogę się opanować przed zakupem kolejnego ładnie pachnącego egzemplarza. Niestety, wielokrotnie mój nos mnie zwodził i to, co wydawało mi się na pierwszy węch przyjemnym aromatem, okazywało się pod prysznicem wielkim rozczarowaniem. W tym poście chciałabym przedstawić Wam sześciu gagatków, do których nie powrócę głównie ze względu na nieprzyjemny zapach. Czterech z nich pojawiło się już w moich denkach, ale jakoś nie złożyło się, żeby napisać o nich osobną recenzję.
Wiem, że żele pod prysznic z reguły nie wymagają długich recenzji, bo w końcu są to produkty, które mają jedynie oczyszczać skórę i nie wpływać negatywnie na jej stan, ale ten rodzaj kosmetyku jest takim moim „konikiem” w tematyce blogowej, dlatego nie chciałabym pominąć żadnego z nich. Niektóre żele nie zasługują na przydługie opisy, o niektórych nie miałam czasu napisać, więc postanowiłam przedstawić je dzisiaj w mini recenzjach. Być może ten nietypowy rodzaj postu wejdzie na stałe do mojego bloga, bo u mnie żele pod prysznic idą jak woda, a jak już wspomniałam, nie zawsze jest okazja na dłuższy wpis.

1. Żel pod prysznic Adidas Fruity rhythm: 
Był to chyba najgorszy żel ever i źle mi o tym pisać, bo dostałam go pod choinkę od Mamy (w zestawie razem z perfumami), mimo że sama go sobie wybrałam :P Zapowiadało się ciekawie, a wyszło inaczej… Nie dość, że perfumy okazały się minimalnie trwałe (ulatniały się po pół godzinie – recenzja tutaj), to jeszcze żel dowalił całkowicie:/
Swoim zapachem słabo przypominał perfumy. Pachniał w sumie brzydko, nie odczuwałam jakiejkolwiek przyjemności z jego użytkowania. Zero orzeźwienia, zero pobudzenia, a z tym  zawsze kojarzyły mi się żele sportowe.
Konsystencja była rzadka, przelewała się przez palce, słabo się pieniła. Żel był niewydajny. Jakby tego było mało, to jeszcze wysuszał skórę i podrażniał mnie na dekolcie :/
Kiedyś napisałam o nim w denku: „na upartego można przyznać mu plus za przezroczyste opakowanie”. No dobra, jeszcze kształt miało fajny - taka talia a’la osa :P Co ciekawe, był ważny 30 miesięcy od otwarcia, gdzie zazwyczaj spotykam się z okresem 12 miesięcy. Ja w każdym razie zużyłam go jak najszybciej…
Dostępność: Real
Pojemność: 250 ml
Cena: Zestaw perfumy+żel kosztował 39,99 zł (wydaje mi się, że sam żel kosztuje +/- 10 zł)


2. Żel pod prysznic Joanna Sweet Fantasy wanilia:
Producenta faktycznie poniosła fantazja, bo słodyczy to ja żadnej tam nie wyczuwałam. Jeśli kojarzycie zapach waniliowego olejku do ciasta, to tak właśnie pachniał (czyt. śmierdział) ten żel. Nie wiem, jakie ma właściwości pod prysznicem, bo ja postanowiłam zużyć go inaczej. Najpierw wlewałam go do miski z wodą, żeby wymoczyć sobie stopy, ale zapach jest tak okropny, że długo w tej misce nie „wysiedziałam”. Ostatecznie postanowiłam zużyć go do mycia rąk. Trochę wysusza moją skórę, a do tego nie zabija typowych zapachów. Nie jestem nawet pewna, czy domywa te ręce… No co Wam będę pisać, wali od niego na kilometr. Jedyny plus tego żelu to opakowanie z pompką, ale i tak go nie polecam!

Dostępność: Biedronka
Pojemność: 250 ml
Cena: 4,99 zł

3. Żel pod prysznic Fruit Kiss lilia wodna:
Kurde! I znowu Biedra, i znowu ten zapach nie do zniesienia. Wydawało mi się, że czuję lilię wodną, ale odkąd zapach przywołał wspomnienia z dzieciństwa, a konkretniej z inhalacjami na drogi oddechowe, to jego zużywanie stało się męczarnią. Nie mogłam znieść tego zapachu, więc też stosuję go zamiennie ze wspomnianym już śmierdziuchem (z Joanny) do mycia rąk. Szkoda, że zapach okazał się być do bani, bo pozostałe właściwości żelu są świetne – olejkowa konsystencja, ciekawe drobinki, dobra piana, nawilżenie skóry… Nie sądziłam, że powrócą one do Stonek, ale aktualnie możecie je tam dostać w trzech wariantach zapachowych. Ja na pewno nie skuszę się na żadną!
Dostępność: Biedronka
Pojemność: 300 ml
Cena: 4,99 zł
4. Żel pod prysznic Fa pink passion:
Na początku podobał mi się jego zapach i wkurzyłam się, gdy przeczytałam u jakiejś blogerki, że jest to żel o za słodkim zapachu, idealnym dla małych dziewczynek :P Potem przyznałam jej rację, ale jedynie w pierwszej części, bo po zużyciu połowy zawartości zapach zaczął mnie drażnić. Stał się męczący, mdły, za słodki, zbyt landrynkowy:/ Jakoś nie lubię wystawiać negatywnych opinii, gdy dostaję kosmetyk w prezencie, a już zwłaszcza od Mamy:/ :P
Żel dobrze się pienił. Konsystencja była średniogęsta, kolor różowy. Niestety, wysuszał moją skórę na ramionach. A żeby już tak nie kończyć pesymistycznie, to fajne miał opakowanie, takie dziewczęce, ale kolor nie do zniesienia :P Ogólnie lubię opakowania żeli z Fa, a najbardziej podoba mi się zakrętka, kojarząca się z kapsułą kosmiczną :P
Dostępność: ? (drogerie, markety)
Pojemność: 250 ml
Cena: ?

5. Żel pod prysznic Dusch das fruit & creamy:
Opakowanie miało ciekawy opływowy kształt, skojarzyło mi się z żelami firmy Radox. Niewątpliwą zaletą była zakrętka „niekapek”. Miał bardzo przyjemną kremową konsystencję, dzięki której skóra pozostawała gładka. Nie miał nadzwyczajnego działania, ale w żaden sposób mnie nie podrażnił.
Kiedyś wspominałam, że nie lubię żeli o zapachu multiwitaminy. Ta wersja pachniała z początku nawet przyjemnie, ale szybko się znudziła, bo stała się za słodka. Do tego żel był niewydajny.
Dostępność: niemieckie markety
Pojemność: 250 ml
Cena: mniej niż 1€ (w promocji)


6. Żel pod prysznic Kult lilia wodna&trawa cytrynowa:
Prawie stał się moim ulubieńcem… A historia jego zakupu jest taka, że przeczytałam w czyimś denku o żelu o zapachu trawy cytrynowej ze sklepu Aldi. Oczywiście jako fanatyczka tego zapachu zapragnęłam nabyć owy żel. Znalazłam, kupiłam, po czym okazało się, że to jednak nie ten (zapomniałam, jak wyglądała etykieta) :P Ja kupiłam wersję kremową połączoną z lilią wodną, ale nadal można gdzieś kupić samą trawę cytrynową (szczerze mówiąc, ja jeszcze na nią nie natrafiłam…).
W każdym razie, konsystencja była bardzo przyjemna w kontakcie ze skórą, dobrze się pieniła. Ciało było bardzo dobrze nawilżone, więc stanowiło idealną opcję dla mazidłowych leniuchów :P Niestety, czasami zdarzało się, że wyskakiwały mi zaczerwienienia na dekolcie, więc chyba coś jest jednak na rzeczy z tymi żelami z firmy Kult, bo inna wersja też mnie podrażniła (pisałam o niej tutaj) :/
Jeśli chodzi o zapach, to w ogóle nie czułam tam trawy cytrynowej a jedynie lilię wodną, której zapachu (jak możecie się już domyślać) nie znoszę. Nie wiem, gdzie podział się mój nochal, gdy kupowałam ten żel, ale pewnie znowu dostałam ogólnego zaćmienia na widok nazwy „trawa cytrynowa”:/ Odkładałam zużywanie tego żelu w nieskończoność, ale nie chciałam, żeby minął jego termin ważności, więc się zmusiłam :P Mimo wszystko, zapach działał na mnie orzeźwiająco, ale kąpałam się szybko, żeby dłużej nie czuć tej lilii wodnej :P
Dostępność: Aldi
Pojemność: 300 ml
Cena: 3,47 zł


Miałyście któryś z tych żeli pod prysznic? Co o nich sądzicie?
Dajcie znać czy spodobała się Wam taka skondensowana forma recenzji;)


Ps. Podałam Wam konkretne sklepy, gdzie kupiłam powyższe żele oraz ceny, za które je ówcześnie nabyłam.

wtorek, 29 lipca 2014

Ponowne wyniki rozdania "Zjedz arbuza z Neonową"!

Nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji, no ale cóż… Wyłoniona zwyciężczyni rozdania nie skontaktowała się ze mną w sprawie odbioru nagrody w wyznaczonym terminie, więc maszyna losująca poszła w ruch po raz drugi. Do kogo tym razem uśmiechnęło się szczęście? ;)

Zwyciężczynią rozdania jest…
video


Gratuluję!:) I proszę o szybki kontakt mailowy w ciągu najbliższych 3 dni, gdyż chciałabym wysłać paczkę jeszcze przed swoją wyprowadzką. Mam nadzieję, że nie będę musiała losować zwycięzcy po raz trzeci… :P

niedziela, 27 lipca 2014

Macierzanka od Ziaji

Staram się nie zmieniać zbyt często produktów do higieny intymnej, żeby nie zaburzać fizjologii tego obszaru ciała. Jednak kupując na okrągło żel Intimea z Biedry, zaczął mi się on zwyczajnie nudzić i potrzebowałam jakiejś odmiany. Szukałam czegoś o większej pojemności i tym razem padło na Ziaję, co mnie samą zadziwiło, gdyż na kosmetyki tej firmy patrzę spod byka przez pryzmat jednego ich kremu do twarzy, który okazał się totalnym niewypałem, zapychającym skórę. Postanowiłam jednak zaryzykować i wypróbować płyn do higieny intymnej Ziaja intima macierzanka.
Od producenta: 
Opakowanie: Plastikowa butla z zakrętką w kształcie kulki. Szkoda, że ta wersja żelu nie została wyposażona w pompkę (tak jak wersje kremowe), ale da się to przeżyć, bo konsystencja jest na tyle rzadka, że bez problemu wydobywa się ją z opakowania.

Konsystencja: Żelowa, rzadka.

Kolor: Zielony.

Zapach: Delikatny, taki ziołowy, przyjemny.

Wydajność: Bardzo duża!

Skład: 
Moja opinia: Przyznam, że kupiłam „macierzankę” tylko dlatego, że inne zapachy płynów Ziaji, jakie były dostępne wtedy w Hebe, nie spodobały mi się, a jej właściwości (wg etykiety) były porównywalne z pozostałymi wersjami. W każdym razie, po zużyciu prawie całej butli mogę powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczona tym produktem! Obawiałam się podrażnień czy uczuleń sfery intymnej, ale nic takiego nie miało miejsca. Płyn (chociaż dla mnie to raczej rzadki żel) zapewnia mi podstawową ochronę, co stanowi meritum w tego typu produktach. Poza tym przyjemnie pachnie, dobrze się pieni, kosztuje śmieszne pieniądze w porównaniu do pojemności, a do tego jest bardzo, ale to bardzo wydajny (butla sięga dna dopiero po 7 miesiącach!), więc same plusy! Tak jak już wspomniałam, szkoda, że opakowanie nie posiada pompki i szczerze mówiąc, nie rozumiem tego, patrząc na kremowe wersje. Mam nadzieję i po cichu liczę na to, że kolejne opakowanie tego płynu nie zmieni mojej pozytywnej opinii. Obym tylko nie wykrakała…

Dostępność: drogerie, markety
Pojemność: 500 ml
Cena: Ok. 6-8 zł

Lubicie płyny do higieny intymnej Ziaji? Jaką wersję najbardziej? :)

piątek, 25 lipca 2014

Wyniki rozdania "Zjedz arbuza z Neonową"

Przyszedł czas na wyniki mojego pierwszego rozdania „Zjedz arbuza z Neonową”. 
Zanim jednak przejdę do tego, kto zgarnie arbuzowy zestaw, chwila na małą biurokrację. Do rozdania zgłosiły się 102 osoby. Niestety, aż 35 (!) z nich musiałam zdyskwalifikować ze względu na niespełnienie obowiązkowych warunków lub niedoczytanie regulaminu, w którym wyraźnie było napisane m.in., że osoby nieposiadające bloga nie mogą wziąć udziału w rozdaniu. Każde zgłoszenie zostało przeze mnie bardzo dokładnie sprawdzone. O ile z początku zwracałam się z prośbą do osób z błędnymi formularzami, aby je poprawiły (bo jestem w stanie zrozumieć, że przypadkowo o czymś się zapomniało), o tyle później szkoda było mi na to czasu i mojej energii. Na tydzień przed zakończeniem rozdania napisałam przypominający post, dzięki któremu każdy miał szansę poprawić ewentualne błędy w swoim zgłoszeniu.

Elmo miał mi pomóc w wyłonieniu zwycięzcy, ale ostatecznie, ze względu na to, że na dniach czeka mnie wyprowadzka i nie mam czasu na nic innego poza pakowaniem swoich gratów, postanowiłam wspomóc się inną maszyną losującą. Najpierw wpisałam zgłoszenia do Excela, a potem uruchomiłam interaktywną maszynę. Nagrałam filmik, żeby nikt nie miał wątpliwości, iż losowanie przebiegło prawidłowo i rzetelnie :D

Zwyciężczynią rozdania jest…

video


 Kochana, serdecznie Ci gratuluję i czekam przez 3 dni na Twój adres do wysyłki nagród!:)) 
A wszystkim uczestnikom rozdania dziękuję za udział w zabawie!:)
  

wtorek, 22 lipca 2014

Ostatnia szansa na zgarnięcie arbuzowych kosmetyków

2 godziny i 59 minut - tyle dokładnie czasu zostało do wysyłania swoich zgłoszeń w moim rozdaniu "Zjedz arbuza z Neonową". Jeśli jeszcze ktoś się nie zgłosił, a ma chęć zgarnięcia kilku arbuzowych kosmetyków, to ma ostatnią szansę, aby to uczynić;)

Link do rozdania i jego zasad znajdziecie tutaj.


 Powodzenia!!! :)

piątek, 18 lipca 2014

Nieregenerujące regenerum do rąk

O tym produkcie do rąk usłyszałam od kogoś z rodziny. Osoba ta zachwalała kosmetyk, twierdząc, że już po 2-3 dniach odczuła poprawę stanu naskórka. Wypróbowałam go raz czy dwa i stwierdziłam, że produkt wydaje się być całkiem ciekawy, dlatego w kryzysowej sytuacji postanowiłam go nabyć. O ile przysłowie głosi „im głębiej w las, tym więcej drzew”, tak po regularnym stosowaniu regeneracyjnego serum do rąk Regenerum mogłam powiedzieć „im dłużej go używasz, tym w głębszej d… jesteś”.
Od producenta: 
Opakowanie: Mała plastikowa tubka z odkręcaną zakrętką. Plus za mały otwór w nakrętce, bo aplikujemy tyle kremu, ile potrzeba. Tubka była zapakowana w kartonik z dodatkową ulotką w środku. Dla mnie to bez sensu pisać jedno i to samo na tubce, opakowaniu i ulotce. Nie wystarczyła etykieta z informacjami na tubce? Nie lubię zbędnej makulatury…

Konsystencja: Jak na serum, jest dla mnie za tłusta. Jest też zbita, więc dobrze wydobywa się ją z opakowania. Wchłania się dość szybko, ale pozostawia po sobie lekki film, przez który mam długotrwałe wrażenie poklejonych rąk.
Kolor:  Biały, z domieszką żółtego.

Zapach: Delikatny, taki lekko mleczny. Mnie się nie podobał.

Wydajność: Mała.

Skład:
Moja opinia: Jestem zdziwiona pozytywnymi opiniami, jakie przeczytałam w Internecie na temat tego serum. Przypuszczam, że osoby, które wystawiły mu wysoką notę, najwyraźniej nie miały większych problemów ze skórą dłoni. Ja miewam takie problemy (chociażby po kontakcie z detergentami) i dla mnie coś, co trzykrotnie wrzeszczy na opakowaniu o regeneracji, powinno rzeczywiście tak działać. Tymczasem to serum jest dla mnie za słabe. Daje złudne uczucie nawilżenia, by już po chwili znowu pojawiły się suche skórki, tak jakby tylko chwilowo maskowało suche miejsca na dłoniach. Nie sprawdza się zatem przy bardzo suchej skórze. O regeneracji popękanego naskórka też nie macie co marzyć. Wydaje mi się, ze to serum jeszcze bardziej przesuszyło skórę moich dłoni - dla porównania, jak posmaruję je innym kremem, to wyglądają na naprawdę zadbane, bez żadnych suchych wiórów… Do tego wszystkiego, serum ma małą pojemność i za wysoką cenę. Wydajność jest tragiczna. Kremuję dłonie po każdym ich myciu, czyli co najmniej kilka razy dziennie i wyobraźcie sobie, że na drugi dzień po zakupie serum, zużyłam prawie połowę opakowania! Podsumowując, to cudowne „regeneracyjne serum” powinno nazywać się „zwykłym kremem” do rąk, za to w niezwykłej cenie.

Dostępność: Apteka Super-Pharm
Pojemność: 50 ml
Cena: 19,99 zł

Używałyście tego serum? A może stosowałyście inne produkty z serii "Regenerum"? Co o nich sądzicie?