Pokazywanie postów oznaczonych etykietą VICHY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą VICHY. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 maja 2013

Kwietniowy Garbage 2013

Koniec starego i początek nowego miesiąca to zdecydowanie najbardziej ulubiony i wyczekiwany przeze mnie okres w blogosferze. Z każdej strony jestem zasypywana śmietnikowymi recenzjami, przez co nie nadążam z ich przeglądaniem i komentowaniem. Jak można podniecać się zawartością śmietnika? :O Ano można! Jestem tego najlepszym przykładem :D 
Mój kwietniowy Garbage prezentował się następująco:


Prysznico-wanna:
1. Żel pod prysznic Isana kwiat maku: Przyjemny świeży zapaszek, idealny na wiosnę. Szkoda, że tak słabo wydajny. Jestem na TAK, chociaż pewnie więcej go nie kupię - pochodził z edycji limitowanej, a poza tym mam mnóstwo innych żeli do zużycia. Recenzja tutaj.
2. Żel pod prysznic BeBeauty Spa Bali ekstrakt z owoców egzotycznych: Żel, który pachniał "egzotyczną" gruszką. A przede wszystkim, do cholery, był peelingiem (choć bardzo słabym), którego nienawidzę! Jestem na zdecydowane NIE. Recenzja tutaj
3. Musująca kula do kąpieli Body Club limonka & kawa: Fajny bajer do wanny. Bardzo chemiczny zapach limonki, bo o kawie nic mi nie było wiadomo... MOŻE wypróbuję inne wersje zapachowe. Recenzja tutaj.

Twarzo-głowa:
4. Krem Eveline Extra Soft Allergique: Stosowałam go jedynie do twarzy. Nie sądziłam, że będzie aż tak mega wydajny! Starczył mi dokładnie na 6 miesięcy! Można go zużyć do samego końca, dzięki funkcjonalnemu opakowaniu. Niestety, chwilowe uczucie ściągniętej skóry towarzyszyło mi przez cały okres jego aplikowania, dlatego raczej NIE kupię go ponownie. Recenzja tutaj, pochodząca jeszcze z początku prowadzenia bloga, której do tej pory nikt nie chciał skomentować :P
5. Nawilżająca odżywka do włosów Alterra (granat & aloes): Wielkie rozczarowanie. Obciążała włosy i odpychała zapachem. Niestety jestem na NIE. Recenzja tutaj.

Higiena rączek i paszek:
6. Zimowe mydło do rąk Isana czar kominka: Przepięknie i intensywnie pachnące przyprawami korzennymi mydło. Zapach, choć krótkotrwały, to idealny na zimę. Szkoda, że nie miało kremowej konsystencji, bo słabo się pieniło. Jak widać na załączonym obrazku, posłuchałam rady i zaznaczałam sobie poziom zużycia, dzięki czemu korzystałam z niego tylko ja, a nie moje współlokatorki:] Jestem na TAK. Na pewno kupię ponownie, o ile uda się je dorwać za rok - niestety edycja limitowana:( Recenzja tutaj.
7. Antyperspirant NIVEA Invisible Clear: Nie brudził ubrań, delikatnie pachniał. Spełniał swoje zadanie. Jestem na TAK.

Miniaturki:
8. Preparat do demakijażu twarzy i oczu 3 w 1 Vichy: Natychmiastowo zmywał jedynie eyeliner, z tuszem trzeba było pomęczyć się dłużej, choć i tak nie robił tego dokładnie. Ciężko było wydobyć resztki z plastikowego opakowania - skutek: przecięty kciuk. Jestem na NIE.
9. Płyn micelarny do demakijażu oczu i wrażliwej skóry twarzy Vichy: Była to moja pierwsza przygoda z micelem i przyznam się, że bardzo przyjemna. Dobrze usuwał resztki makijażu oczu (demakijażu dokonuję za pomocą mleczka), choć stosowałam go głównie do twarzy. Bardzo fajnie ją oczyszczał i odświeżał. Przyjemnie pachniał mentolem. Jestem na TAK. Bardzo chętnie spróbowałabym pełnowymiarowej wersji, choć domyślam się, że jest droga.
10. Perfumy Christina Aguilera (nie wiem niestety jaka wersja): Zapach kobiecy, niezbyt intensywny. Niczym szczególnym nie wyróżniał się, nie przypadł mi do gustu. Szkoda, że nie było aplikatora, bo otwór był jednak duży. Jestem na NIE.

Próbki:
Słowem wstępu. Niektóre blogerki uważają, że nie powinno się recenzować próbek. Owszem, pisanie o efektach czy wydajności byłoby skazane na pośmiewisko, ale moim zdaniem nawet po jednorazowym użyciu można wyrobić sobie pewne zdanie na podstawie danej cechy produktu, która od razu zachęci lub zniechęci nas do zakupu pełnowymiarowego kosmetyku.

11. Krem nawilżający z mocznikiem Emoleum do skóry suchej, bardzo suchej i atopowej: Czułam lekkie ściągnięcie skóry twarzy, więc nie dam mu pełnowymiarowej szansy. Jestem na NIE.
12. Masło do ciała Tutti Frutti karmel & cynamon: Przyjemna konsystencja, znacznie lepsza od orangutana. Niestety spotkałam się z tym, czego się obawiałam i co w ostateczności powstrzymywało mnie od dotychczasowego zakupu - pachniał zbyt intensywnie, za słodko:( MOŻE skuszę się na niego w zimie.
13. Szampon łopianowy włosy tłuste z tendencją do łupieżu Herbal Care Farmona: Śmierdział zielskiem, więc zdecydowanie nie dla mnie. Nie starczył na umycie całej głowy (7 ml), więc musiałam wspomóc się innym szamponem. Miał gęstą konsystencję. Jestem na NIE.
14. Balsam odżywczy do ciała oliwkowy Herbal Care Farmona: Pomimo mojej niechęci do oliwki, była to całkiem przyjemna aplikacja. Dobrze się rozsmarowywał i nawilżył kawałek skóry, który nim posmarowałam. Raczej NIE kupię, bo wolę inne zapachy. 
15. Balsam mineralny nawilżająco-regenerujący Aqualia Thermal Vichy: Bardzo fajny balsam, który zużyłam do posmarowania twarzy. Miał tłustą konsystencję, aczkolwiek bardzo łatwo można było ją rozprowadzić. Spowodował niesamowity efekt - czułam, że moja skóra była bardzo aksamitna i gładka. Troszkę przeszkadzał mi zapach, choć producent zapewnia, że balsam nie zawierał środków zapachowych. Jestem na TAK, choć pewnie nie będzie mi dane skorzystać z pełnowymiarowej wersji ze względu na cenę.

Kolorówka:
16. Konturówka do oczu Avon Blackest Black: Zakupiłam ją w celu podkreślania linii wodnej oka, ale nie nadawała się do tego zupełnie. Dzięki temu zaczęłam rysować kreski na powiekach, które niestety wychodziły zbyt grube, gdyż konturówki nie dało się temperować - była wykręcana. Kreski nie były zbyt trwałe i odbijały się niekiedy na górnych powiekach. Dlaczego mimo wszystko jestem na TAK? Bo była wygodna w użyciu - nie lubię temperować kredek. Recenzja tutaj
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła, jak to działa :D Jeśli jesteście zainteresowane jak wygląda konturówka od środka, to spójrzcie poniżej :D
Byłam pewna, że zużyłam ją do końca, a jednak ostał się kawałeczek. Dało się nim jeszcze narysować kreski, a przy okazji wsadziłam go sobie do oka:] 
17. Żelowa kredka do oczu Avon Super Shock Black: Bardzo ją lubię, pomimo że niekiedy doprowadza mnie do szału. Bardzo dobrze podkreśla linię wodną, na powieki również się nadaje. Kreski są długotrwałe, aczkolwiek rozmazują się:( Temperowanie tej kredki to istna katorga! Rysik jest bardzo miękki (w końcu to "żelowa" kredka), przez co bardzo szybko ulega zmaltretowaniu w kontakcie z temperówką:(  Ogólnie jestem na TAK.

Używałyście powyższych produktów? Jakie macie o nich zdanie? Chętnie poczytam:)

niedziela, 3 lutego 2013

Styczniowy Garbage 2013

Zauważyłam, że w blogowej sferze najbardziej lubię oglądać posty denkowe. To śmieszne, że tak bardzo cieszy mnie widok plastikowych opakowań :P Może jest tak dlatego, że mam pewność, iż dana blogerka w pełni (czasem nie) zużyła dany produkt i jej recenzja może być bardziej rzetelna, dzięki czemu zachęci/zniechęci mnie do jego zakupu.
Moje pierwsze zużycia w tym roku wprawiły mnie w osłupienie. Po raz pierwszy (od momentu założenia bloga) udało mi się wykończyć aż tyle kosmetyków! Jestem z siebie dumna :D Przynajmniej zmniejszyło to moje wyrzuty sumienia po styczniowych zakupach, które pojawiają się w następnym poście :P


Poniżej znajdziecie moje krótkie opinie na temat zawartości styczniowego garbagu:

1. Mydło w płynie Luksja (róża & mleko):


Jest to pierwsze mydło z Luksji, jakie miałam okazję wypróbować. Posiadało przyjemną kremową konsystencję. Pieniło się, zapach przeciętny. Niestety nie zauważyłam, że zawartość uzupełniacza wynosiła jedynie 400 ml. Standardowo, skończyło się błyskawicznie, więc słaba wydajność. Nie kupię ponownie.

Dostępność: Rossmann, Real, Astor
Cena: 3,69 zł (w promocji)
2. Mleczko do demakijażu BeBeauty (skóra normalna i mieszana):


Z sentymentem patrzę na to opakowanie, które nie będzie już dostępne, bo jak za pewne wiecie, w Stonce możemy spotkać już tylko nowe wersje. Mleczko odpowiada moim potrzebom, choć mogłoby być doskonalsze. W każdym razie  kupię je ponownie! Nie zmieniam firmy, bo chcę uniknąć podrażnień oczu. Recenzja tutaj
3. Patyczki do uszu:


Nie piszę "bagietki", bo znowu kogoś rozśmieszę :P Szkoda, że już się skończyły. Mimo, iż zakupione w supermarkecie, były dla mnie idealne! Miałam je od września. Oprócz czyszczenia uszu służyły mi do korekcji makijażu. Miały cieniutkie zakończenie. Dodatkowym walorem było opakowanie, które po przyciśnięciu, otwierało się w połowie, dzięki czemu nie trzeba było podnosić całej "klapy" i unikało się wysypywania patyczków. Pudełeczko sobie zachowałam i przesypałam do niego patyczki z innej firmy. Na pewno kupię ponownie!
Dostępność: Real
Pojemność: 200 sztuk
Cena: ok. 2 zł

4. Odżywka do włosów Timotei with Jericho Rose (Lśniący blask):


Poza ładnym zapachem nie zachwyciła mnie. Denerwowała mnie zakrętka (jak w całej serii) i bardzo słaba wydajność. Na pewno nie kupię ponownie!

Dostępność: Real
Pojemność: 200 ml
Cena: 4,99 zł (w promocji)
5. Perfumy Adidas Fruity Rhythm:


Zapach przeciętny. Ulatniał się po kilkunastu minutach! Wielkie rozczarowanie - nie kupię ponownie! Recenzja tutaj.
6. Antyperspirant Dove Go Fresh (grapefruit & lemongrass):


Mleczny kolor i zapach spoconej trawy cytrynowej skutecznie zniechęcił mnie do tego produktu - nie kupię ponownie! Recenzja tutaj.
7. Zimowy krem do rąk Cztery Pory Roku (bawełna norweska & imbir):


Jak na małą tubkę, był wydajny. Do samego końca irytował mnie zapach tabletek Strepsils:] Nawet szybko się wchłaniał. Nie rozgrzewał. Recenzja tutaj. Zmieniłam zdanie co do skuteczności - nie radził sobie jednak z bardzo suchą skórą, nawilżał na krótką chwilę, stąd na pewno nie kupię ponownie! 
8. Żel pod prysznic Original Source (Orange & Liquorice):


Totalne zaskoczenie co do zapachu, który okazał się karmelowy :P Wszystko genialne oprócz marnej wydajności! Kupię ponownie, ale myślę, że dopiero za rok, by umilić sobie zimowe kąpiele;) Recenzja tutaj.
9. Masło do ciała Tutti Frutti (Liczi & Rambutan):


Przeżyłabym wszystkie jego mankamenty, ale czarne kropko-kreski były ponad moją cierpliwość! Wykończyłam je całe i nie zamierzam się z nim więcej użerać - nie kupię na pewno! Plusem było dobre nawilżenie i nawet wydajność, o której zmieniłam zdanie. Recenzja tutaj.
10. Szampon do włosów Elisse (włosy suche i zniszczone):


Totalne zaskoczenie! Bardzo tani i mega wydajny szampon! Przyjemny zapach. Polepszył stan moich włosów - przestały rozdwajać mi się końcówki!:) Na pewno kupię ponownie! Recenzja tutaj.
11. Błyszczyk AVON:


Ciężko wypowiadać mi się na jego temat, gdyż dostałam go od koleżanki tydzień temu. Spontaniczny "prezent", długo by tłumaczyć :P Stan dosłownie terminalny, bo użyłam go może parę razy - końcówka nie sięgała dna. Miał powiększać usta, czego oczywiście nie robił, za to nieprzyjemnie szczypał. Co gorsza - śmierdział jakby śliwką (nie wiem jaki pierwotnie miał zapach :P). Jedynym plusem był przyjemny pędzelek, co mnie zaskoczyło, bo dotychczas spotykałam się jedynie z aplikatorami w formie gąbek. Może wypróbowałabym inne wersje zapachowe.
12. Fluid VICHY Aerateint Pure (nr 23):


Zupełnie zapomniałam, że posiadam pełnowymiarową wersję! Przywiozłam ją sobie z domu, a tu zonk, bo okazało się, że resztki, które zostały na dnie, zaschły :P I na marne było wiezienie opakowania tyle kilometrów :P Krótka recenzja, co prawda próbki, znajduje się tutaj. Przyjęłabym go ponownie, jednak sama bym go nie zakupiła.
13. Żel pod prysznic Original Source (Lemon & Tea Tree):

Glut o zapachu cytrynowej galaretki. Skończył się w mgnieniu oka. Nie kupię ponownie!

Dostępność: Real
Cena: 6,99 zł (w promocji)
14. Atomizer Puma Jamaica (żółta):


Mój ukochany zapach! Nie wiem, które to już puste opakowanie. Niestety, pozostaje mi jedynie forma atomizera, bo bardzo ciężko zdobyć w Polsce perfumy 40 ml! Na pewno kupię ponownie, ale czekam na jakąś promocję :D
I to by było na tyle. Jak widzicie, wiele z w/w kosmetyków mnie rozczarowało, dlatego nie kupię ich ponownie. Jeszcze raz podkreślę, że jestem bardzo zadowolona z ilości zużyć. Chciałabym, żeby w kolejnych miesiącach było podobnie, choć podejrzewam, że ciężko będzie utrzymać ten poziom :P

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Grudniowy Garbage

Przeglądając denkowe posty co poniektórych blogerek, moja radość z każdego zużytego opakowania zmalała. Ja nie wiem jak one to robią, że wykańczają aż tyle kosmetyków. Używają ich kilka razy dziennie, czy jak? :P

W grudniu udało mi się wrzucić do garbagu "tylko" poniższe produkty: 



1. Żel do higieny intymnej Intimea:



Kolejne zużyte opakowanie, nie wiem już które, bo nigdy ich nie liczyłam. Recenzja tutaj. Bardzo chwalę sobie ten żel. Na pewno kupię ponownie, chociaż trochę mi się już znudził i teraz zaopatrzyłam się w coś innego.









2. Odżywka do włosów Schauma Krem i Olejek:


Włosowe odkrycie roku! Genialna odżywka! Włosy były miękkie i łatwo się rozczesywały, a końcówki faktycznie przestały się rozdwajać! No i ten odurzający, orientalny zapach... ubóstwiam go! Niestety była za mało wydajna:( Co nie zmienia faktu, że na pewno kupię ją ponownie. Recenzja tutaj.








3. Żel pod prysznic Kult Mandarine & Grapefruit:



Fajny żel o przyjemnym zapachu za śmieszne pieniądze. Jego mała ilość wystarczała na wytworzenie się dużej ilości piany, dzięki czemu był bardzo wydajny. Chyba mnie lekko podrażniał. Nie mam pewności czy to jego wina, dlatego eksperymentalnie kupię ponownie. Recenzja tutaj.








4. Żel do higieny rąk Akumina:

Jakież to ciekawe próbki można odnaleźć w swojej szafie, do których rzadko się zagląda :D Cel: zobaczenie co to w ogóle jest + zdenkowanie. Żel przydatny w miejscach, w których nie ma dostępu do wody i mydła (czyt. pociąg chociażby :P). Miałam wrażenie, że zadziałał szybciej niż w 15 sekund (jak zapewnia napis na opakowaniu), ale uczucie poklejonych rąk niestety trwało dłużej. W dodatku miał eliminować "nieprzyjemny zapach rąk", a moim zdaniem taki właśnie zapach miało się po jego zastosowaniu, choć bardziej pasowałoby tu określenie obrzydliwy klozetowy smród. Jeśli ktoś lubi zapach środków dezynfekujących podłogi czy urządzenia sanitarne to proszę bardzo, ale ja na pewno więcej nie użyję tego produktu! Chwała, że nie był on pełnowymiarowy! :P

Pojemność: 2 ml


5. Antyperspirant Nivea Energy Fresh:


Moja ukochana trawa cytrynowa zużyła się po raz n-ty. Teraz dla urozmaicenia mam aż 3 inne antyperspiranty, ale i tak wiem, że na pewno kupię go ponownie, bo jest moim numerem 1 wśród produktów pod paszki! Recenzja tutaj.









6. Kremowe mydło w płynie Cien pomarańcza & biała herbata:

Miałam poświęcić mu osobną notkę, ale od razu po zakupie zaczęłam go używać i jakoś tak głupio było mi robić zdjęcia resztek :P W każdym razie mało się pieniło, ale przynajmniej nie pozostawiało efektu poklejonych rąk, z czym miałam ostatnio problem przy innych mydłach. Przyjemny pomarańczowy kolorek, ale samej pomarańczy tam nie czułam - prędzej zapach herbaty z plastrem cytryny;) Z tego też względu nie kupię go ponownie, bo nie lubię takiej herbaty (oczywiście mydła nie piłam :P), ale może wypróbuję inną wersję zapachową, bo w swojej pseudo kremowej konsystencji nie było aż takie złe. 

Dostępność: Lidl
Pojemność: 500 ml
Cena: 3,99 zł


7. Krem Vichy Nutriextra:

Chwalmy niebiosa! Zdenkowałam go! :D A cóż za katorgi przeżywał mój nos... Dla niewtajemniczonych recenzja tutaj. Dokonałam nawet heroicznego czynu i przecięłam opakowanie pod koniec użytkowania, żeby wydobyć z niego wszystko :D Zapytacie pewnie po kiego grzyba męczyłam się z nim i zwyczajnie go nie wywaliłam. A no właśnie dlatego, że "w tym domu nic się nie może zmarnować" :P Nie lubię wyrzucać kosmetyków, zwłaszcza, gdy dostaję je od kogoś. Gdyby nie ten paskudny zapach to byłby chyba moim ulubionym kremem... W każdym razie mówię mu never again!






8. Mleczko Vichy Nutriextra:

O zgrozo, znalazłam we wspomnianej już szafie kolejny Nutriextra! Domyślcie się, jaką musiałam mieć wtedy minę :P Jeszcze żadnego kosmetyku nie denkowałam tak błyskawicznie :D Próbka zamieszkiwała moją szafę z tego względu, że na opakowaniu zamieszczony był napis "fluid", przez co myślałam, że jest to podkład do twarzy hahaha :D Po przeżyciach z kremem chciałabym, żeby okazał się być tylko fluidem. Niestety, rozcinając próbkę, od razu ujrzałam biały kolor. Dla sprawdzenia mojej wyrobionej opinii powąchałam zawartość. Dalej ten sam smrodek, choć mniej intensywny. Jeszcze w tym samym dniu po kąpieli zużyłam mleczko. No i tutaj zaskoczka. Konsystencja o wiele przyjemniejsza i delikatniejsza niż w kremie. Ok, wydaje się normalne, ale zonk był przy zapachu... bo jak już się posmarowałam to zapach tak jakby przestał mi przeszkadzać. Nie mówię, że zupełnie, ale tak jakby nawet mi się spodobał (nie wierzę, że to piszę! :P). Co by nie było, wolę pozostać jednak przy negatywnej opinii na temat zapachu Nutriextra, pod jaką postacią by nie był :P I z pewnością również mówię żegnam!

Pojemność: 7 ml


Macie/miałyście coś z w/w? Polecacie jakieś zamienniki?;)

Ps. Z poprzednich odpowiedzi pod notką o Liebster Award wyszło, że nie tylko ja jestem śpiochem, pizzożercą i laptopo-blogowym maniakiem! Uff...;)

środa, 19 grudnia 2012

Śmierdziuch z VICHY

Od dobrych 2-3 tygodni wzięłam się ostro za denkowanie kremu Nutriextra z VICHY przeznaczonego dla skóry suchej i bardzo suchej. Produkt mam od dawien dawna (dostałam go), ale "coś" sprawiło, że wykańczam go dopiero teraz. 


Opakowanie: Krem zawarty jest w małej, białej tubce (dostępna jest również wersja w słoiczku). Tubka nie jest za śliska, dlatego nie grozi nam jej wypaćkanie. Minusem (jak zwykle w produktach VICHY) jest brak daty ważności oraz znikoma ilość angielskiego na etykiecie. Denerwuje mnie też ogromna liczba napisów z przodu, jak i z tyłu. Plastikowa zakrętka na zatrzask spełnia swoją funkcję.   

Konsystencja: Najlepsze co jest w tym kremie to konsystencja kremowo-żelowa. Bez problemów rozprowadza się ją na skórze. Wchłania się błyskawicznie.

Kolor: biały

Zapach: I tu jest pies pogrzebany. Produkt byłby idealny dla mojej skóry, gdyby nie wydostający się z tubki obrzydliwy smród! Nie wiem kim jest sprawca, ale wygląda mi na jakieś zielsko, rosnące na łące. Zapach jest na tyle nie do zniesienia, że nie jestem w stanie smarować nim całego ciała. Postanowiłam stosować go jedynie na pięty (im dalej od nosa, tym lepiej!), choć spodziewałam się, że raczej nie poprawi on stanu ich zrogowacenia.

Działanie: Skóra jest nawilżona i aksamitna! Sprawia przyjemne uczucie, ale na pewno nie przez 2 dni, jak twierdzi producent. Odżywia i pielęgnuje skórę. Zdecydowanie lepszy efekt można osiągnąć, gdy krem stosuje się na ręce czy nogi, ale w moich piętach niczego nie zmienił, nie zmiękczył ich. 

Wydajność: Ciężko jest określić wydajność. Przez bardzo długi okres krem trzymałam w szafce i w ogóle z niego nie korzystałam. Teraz używam go jedynie na stopy.

Dostępność: apteka 
Pojemność: 100 ml
Cena: brak

czwartek, 13 grudnia 2012

Listopadowy Garbage

Trochę spóźniona notka o listopadowym garbagu. Myślałam, że uda mi się ją dodać na początku grudnia, ale z braku czasu czynię to dopiero dzisiaj. Moje zużycia z zeszłego miesiąca prezentują się następująco:


Cieszę się z garbagu, bo udało mi się zdenkować 3 rzeczy i (w końcu) wyrzucić jeden bubel. Resztę zużyłam "normalnie". A oto konkrety:

1. Fluid VICHY Aerateint Pure nr 23 Clair:

Fluid matujący stosuję od biedy, gdy zależy mi na zakryciu jakichś niedoskonałości, które niespodziewanie wyskoczą. Próbkę fluidu VICHY otrzymałam kiedyś od mamy. Ostatnio postanowiłam ją zużyć, bo co się miała marnować;) Ten rodzaj fluidu przeznaczony jest do skóry normalnej i mieszanej. Nie zawiera parabenów. Ma nie zatykać porów. Kolor fluidu jest bardzo jasny, zbliżony do naturalnego koloru skóry, dzięki czemu nie rzucał się w oczy (niestety tylko z daleka). Wysuszał moją skórę, więc starałam się go używać jak najmniej. Trwałość oceniono na 12 h. Faktycznie, długo był widoczny, dopóki wręcz nie umyło się twarzy. Na próbkach VICHY denerwują mnie dwie rzeczy. Po pierwsze brakuje daty ważności, po drugie mam wrażenie, że etykietki pisane są we wszystkich językach świata poza angielskim, którego strzępki są ledwo dostrzegalne. 



1 ml

Czy kupię ponownie? Próbkę zawsze chętnie wykorzystam.



2. Jabłkowe mydło w płynie Thasis:


Recenzja TUTAJ. Mydło było za mało wydajne. Starczyło mi na niecały miesiąc.












Czy kupię ponownie? NIE


3. Błyszczyk Essence:

W końcu zdecydowałam się go wywalić. No ileż można „wyskrobywać” coś z dna, jeśli już dawno niczego tam nie ma? Pamiętam tylko tyle, że miałam go bardzo długo, był z firmy Essence (o czym świadczy znaczek na zakrętce) i był przezroczysty. Szczoteczka zabarwiła się od malowania ust po użyciu colowej pomadki ochronnej (opisanej poniżej). Podobało mi się długie i smukłe opakowanie. Minusem było to, że przyjmując pozycję poziomą, zawartość błyszczyka bezczelnie wypływała sobie spod nakrętki.


Czy kupię ponownie? Może


4. Pomadka ochronna Laura Conti Crazy Cola:


Recenzja TUTAJ. Jest to moje pierwsze zużyte opakowanie. Tak jak wspominałam w recenzji, nie prezentuje się ono już tak atrakcyjnie po ściągnięciu etykietki. Pomadka jest bardzo wydajna, spełniła moje oczekiwania. Nadal wielkim minusem jest zacinająca się i wypaćkana zakrętka.










Czy kupię ponownie? TAK.


5. Emulsja do ciała Atoperal Baby:

Emulsję miałam już od bardzo dawna. Byłam do niej sceptycznie nastawiona. I tak jak sądziłam, nie okazała się moim wybawcą. Produkt ten (jak i cała seria) przeznaczony jest do pielęgnacji skóry dzieci i niemowląt z atopową, suchą i wrażliwą skórą. Niemowlęciem już nie jestem, ale jeśli kosmetyk ma być skuteczny u dzieci, to powinien być również odpowiedni dla dorosłych, a już zwłaszcza dla osób posiadających problematyczną skórę. No i tu się przeliczyłam. Konsystencja nie była za rzadka ani za gęsta. Zawartość była koloru białego, nie posiadała zapachu. Zawarte składniki (olej macadamia, polidokanol, gliceryna, alantoina i d-panthenol) miały za zadanie nawilżyć i wygładzić skórę, zlikwidować uczucie świądu, a także łagodzić podrażnienia i przyśpieszać regenerację naskórka. Wszystko ładnie pięknie, tylko gdzie te efekty, ja się pytam? Ok, skóra była nawilżona (powiedziałabym nawet, że natłuszczona, bo emulsja strasznie wolno się wchłaniała), ale nic poza tym. Nie wiem na jakiej podstawie produkt ten został dopuszczony do użytku i jacy dermatolodzy współpracowali przy jego produkcji, bo po ostatnim zastosowaniu przypomniałam sobie, dlaczego odstawiłam go na tak długo. Emulsja wywołała u mnie uczulenie! Skóra w wielu miejscach była czerwona i pokryta krostkami. Muszę się przyznać (choć jest mi wstyd), że nie zwróciłam uwagi, iż emulsja była przeterminowana od kilku miesięcy. Być może ten fakt wywołał podrażnienie, ale pamiętam, że za pierwszym razem (jak nie minęła jeszcze data ważności) emulsja też mi nie podeszła i dlatego schowana była głęboko w szafce. Tym razem błyskawicznie wylądowała w garbagu.

Apteka
200 ml

Czy kupię ponownie? Zdecydowanie NIE


6. Perfumy La Rive Love Dance:

Polubiłam perfumy La Rive za sprawą mojego chłopaka. Choć zapachy mają piękne, to gorzej z ich trwałością (bynajmniej w wersjach damskich). Mimo, że musiałam kilkakrotnie psikać się nimi w ciągu dnia, to perfumy były bardzo wydajne i miałam je przez kilka miesięcy. Zapach był bardzo słodki, ale ja właśnie lubię takie owocowo-cytrusowo-kwiatowe aromaty. W Love Dance można znaleźć następujące nuty: głowa – limonka, kokos, brzoskwinia;  serce – banan, ananas; baza - piżmo, ambra, drzewo sandałowe. Obłęd;) Flakonik w kolorze żółto-różowym był wysoki, szklany, co się wiązało niestety z jego wagą (nie lubiłam wozić ich ze sobą właśnie z powodu ciężkości). Sam „flakonik” wsadzony był w zafoliowane tekturowe pudełko (z wizerunkiem kobiety, co jest charakterystyczne dla całej linii), dzięki czemu miałam pewność, że nikt się nim wcześniej nie psikał. Jedynym minusem opakowania było to, że pod koniec użytkowania zacięła się pompka i trzeba było ją lekko obrócić, żeby wydobyć odpowiednią ilość perfum. Moje perfumy zostały zakupione w Kauflandzie, ale widziałam je również w Naturze, Rossmannie, Realu i Tesco. Cena jest bardzo niska, dlatego zakup się opłaca. Często można natrafić na promocje, ale podstawowa cena nie przekracza 23 zł. Nawet w poniedziałek widziałam zestaw perfumy + dezodorant wśród różnych kosmetycznych zestawów „odpowiednich” jako prezent pod choinkę.

Kaufland/19,99 zł (promocja)
90 ml

Czy kupię ponownie? TAK (ale dopiero, gdy skorzystam z innych wariantów;))


7. i 8. Żel pod prysznic i balsam do ciała Avril Lavigne Black Star:


Recenzja TUTAJ.









Czy kupię ponownie? Był to prezent, ale na balsam (i perfumy) z chęcią jeszcze się skuszę;)


9. Antyperspirant NIVEA Invisible Clear:


Wersja Invisible jest trzecią wersją antyperspirantu marki Nivea, jaki miałam okazję używać. Jest to moje drugie lub trzecie opakowanie. Wariant ten ma być przyjazny dla białych i czarnych ubrań. Nie zauważyłam jakiejś poprawy w swoich bluzkach, bo „aktualne” plamy istnieją już od dawna po poprzednich antyperspirantach i niestety nie da się ich sprać. Zapach był delikatny i nie przeszkadzał mi, ale nie ma porównania z moją ukochaną trawą cytrynową! Invisible kupiłam na wakacyjnej promocji w Niemczech, po przeliczeniu z € kosztował 7 zł z groszami.







Marktkauf
50 ml

Czy kupię ponownie? Pewnie tak.