sobota, 17 sierpnia 2013

Wspomnienie z Wysp Kanaryjskich...

Która z nas nie marzyła o egzotycznych wakacjach na słynnych Wyspach Kanaryjskich? Ano, na przykład ja. Moje marzenia o dalekich podróżach jakoś nigdy nawet nie zahaczały o wyspy, znane mi jedynie ze słyszenia. W zeszłym miesiącu moja wiedza poszerzyła się nie tylko o nazwę jednej z owych wysp, ale również o jeden produkt kosmetyczny, który można tam nabyć. Jako wspomnienie z podróży otrzymałam naturalne mydełko z mleka koziego z Fuerteventury:)


Od producenta: Polecam zajrzeć na stronę producenta (tutaj), na której poznacie dokładną historię mydełka, dowiecie się, jakie właściwości posiada kozie mleko oraz dlaczego niektóre firmy produkujące mydło robią nas w bambuko...

Opakowanie: Mydełko było owinięte w zwykły papierek, aczkolwiek było tak precyzyjnie zapakowane, że mnie urzekło :D 
Dołączona była również fioletowa etykieta, na przedzie której widnieje wizerunek kozy, nazwa mydełka, informacja o 100% naturalności, a z tyłu znajduje się skład, strona producenta i numer partii.
Konsystencja: Mydełko w formie prostokątnej kostki, które prezentuje/prezentowało się następująco:

na "sucho:

na mokro:

po 2-tygodniowym używaniu:
Kolor: Beżowy.

Zapach: Lawendowy. Z tego, co zauważyłam na zdjęciu zamieszczonym na stronie producenta, dostępne są jeszcze mydełka o zapachu cytryny, aloesu, wanilii i cynamonu. Czterech pozostałych aromatów nie potrafię odczytać - kiepska jakość :P
Niestety, zapach wyczuwalny jest jedynie przy wąchaniu mydełka (bardziej pachniało w papierku). Trochę olejków ulatnia się podczas mycia, ale zapach nie utrzymuje się na skórze.

Działanie: Mydełko nie wysuszyło mojej skóry, co wydaje się być oczywistą kwestią przy tak naturalnym składzie. Nie wywołało u mnie żadnego uczulenia, ale przy kontakcie z zerwanym naskórkiem, czułam pieczenie, czego nie powodowała np. sama woda:/ Mydełko zaskoczyło mnie negatywnie pod względem konsystencji. Ja wiem, że mydło musi być śliskie, ale to było nadmiernie obślizgłe już od pierwszego użycia. Wyczuwałam jakąś dziwną maź, co za pewne było efektem któregoś ze składników. Niestety, po kilkukrotnym użyciu, ładne mydełko przerodziło się w wielkiego gluta:/ Fragmenty mydełka tak bardzo lepią się do moich dłoni, że nawet po, wydawałoby się, ich dokładnym roztarciu, spłukaniu wodą i powycieraniu rąk ręcznikiem, nadal wyczuwalne są "gluty":/ Po prostu czuję się tak, jakbym miała niedomyte ręce. Na dokładkę, ledwo wyczuwalny zapach lawendy nie usuwa "zapachu" zanieczyszczeń...

Wydajność: Słaba. Starcza na jakieś 2,5-3 tygodnie.


Pojemność: ? (mydełko było małe i lekkie, więc przypuszczam, że mogło ważyć ok. 50 g)
Dostępność: Wyspy Kanaryjskie :P Albo strona producenta;)
Cena: ?

28 komentarzy:

  1. ani ładne, ani dobrze działające... także nawet Kanary mu nie pomogą :) ja do mydeł podchodzę z dystansem bo zazwyczaj w trakcie użytkowania robią się z nich takie oooo glutki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzadko używam mydeł w kostce, ale wcześniej nie spotkałam się z takim glutem :P

      Usuń
  2. szkoda, że się u Ciebie nie sprawdziło to mydełko. ja nie długo napiszę o mydełku bardzo podobnym do Twojego ale z oślim mlekiem. Nawet nie wiedziałam do tej pory, że osły wytwarzają mleko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie jakoś nie przekonują mydła w kostce :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też nie, ale zazwyczaj dostaje je w prezencie albo kupuję jedynie na podróż;)

      Usuń
  4. A zaczęło się tak pięknie! :) Najpierw naturalne składniki, fascynujące pochodzenia a w użyciu dupa że tak powiem :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no niestety, nie zawsze mamy happy end :P

      Usuń
  5. Nie lubię mydeł w kostce :/ ale wyspy kanaryjskie wspominam cudownie, bo tam byliśmy z mężem w podróży poślubnej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, to mydełko też zostało przywiezione z takiej podróży :P

      Usuń
  6. Nie przepadam za mydłami w kostce - jak dla mnie są mało poręczne w użyciu :P A to nie kusi - głównie z powodu wyglądu. Gluty na rękach? Nie dziękuję ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby tylko na rękach... cały zlew był zaglutowany :P

      Usuń
  7. Szkoda, że jest tak słabo wydajne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było miniaturowe mydełko, więc nie ma się czemu dziwić...

      Usuń
  8. Uwielbiam mydła naturalne, i zawsze w domu mam kilka okazów, które stosuję, a także tych które leżą i pachną w oczekiwaniu na swoją kolej, ale szczerze mówiąc, żadne, ale to żadne z tych moich mydeł dotychczas stosowanych, nawet Feniqia, która ma mydła takie miękkie w dotyku, nie " glutkowałao ", już o mydłach Alep nie wspominając, bo są twarde w swojej teksturze, 3 - 4 mydełka leżą u mnie na półeczce tuż przy wannie, to te które obecnie używam, i są narażone na kontakt z wodą non stop, mimo tego, nie mażą się, ani nie zużywają się tak szybko... wysychają i po sprawie, żadnych tam glutków ;)
    Podejrzana sprawa... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taniczko, to te kozy z Wysp Kanaryjskich muszą być najwyraźniej jakieś takie nie ten tego... znaczy podejrzane :P

      Usuń
  9. Jestem sceptykiem mydeł w kostkach, nawet takich naturalnych. Jedyna akceptowalna wersja, to takie śliczne, krojone, kolorowe mydełka, które uwielbiam dokładać do prezentów, no ale to bardziej ozdoba, niż kosmetyk w takim wydaniu ;)
    Szkoda, że Cię rozczarowało, ale nie dziwię się. Nie ma nic gorszego, niż wrażenie, że coś zostało po myciu na rękach :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja, o dziwo, zaczynam się powoli przekonywać do mydeł w kostce (oczywiście poza tymi kozimi-lawendowymi :P)... Posiadam takie jedno "krojone, kolorowe" mydełko od ponad 2 lat, ale jakoś się za nie jeszcze nie wzięłam, bo denerwują mnie te odpadające kawałeczki. Wolę już jednolite mydła...

      Usuń
  10. Słabo;/ Spodziewałam się więcej;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Efekt końcowy zaskakuje, to prawda, chociaż ja właściwie na nic nie liczyłam względem tego mydełka :P

      Usuń
  11. eh szkoda że słabe. Ale blog super ;)
    zapraszam http://littlee-thinggss.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. czyli cudów nie ma ;p
    szkoda ;d

    Zapraszam do nas :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cudów to najlepiej szukać gdzie indziej :P

      Usuń
  13. raczej nie używam mydełek w kostce, wolę płynne konsystencje:) uwielbiam za to zapach lawendy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lawendy akurat nie lubię, a mydła w kostce okazują się nie być takie złe (ogółem);)

      Usuń
  14. Z tym glutem to ciekawa sprawa. Od chyba dwóch lat używam mydła Aleppo - w składzie ma oliwę z oliwek (czy coś oliwkowego - wiem, że na blogach kosmetycznych takie szczegóły są bardzo uważnie rozróżniane ;)) i olejek laurowy. W każdym razie dwa razy je miałam i zachowywało się jak normalne mydło. Ale potem kolejną kostkę (kupiłam ją, gdzie indziej w sumie, nie wiem czy miało to jakiś wpływ) rozkroiłam i trzymałam w mydelniczce ze względu na to, że byłam w podróży. I zauważyłam, że ma ona tendencje do wytwarzania glutów - cóż nie brzmi to najlepiej :P Ale jak pozostawiłam ją w otwartej mydelniczce w szafce problem zniknął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne te mydlane kwestie :P Mój "glut" leżał cały czas w łazience na gumowej mydelniczce (co widać na zdjęciach). Ciekawe co by się z nim podziało, gdybym umieściła go, tak jak Ty, w zamkniętej mydelniczce. Hmm, tego się już nie dowiem, ale bałabym się wkładać go do szafy, żeby się przypadkiem gdzieś nie rozprzestrzenił :P

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na każdy odpowiem bezpośrednio pod nim, o ile nie będzie spamem, który zostanie od razu usunięty. Jeśli spodobał Ci się mój blog i styl pisania postów, to zachęcam do obserwowania;)