poniedziałek, 7 lipca 2014

Denko 5-6/2014

Jakkolwiek uwielbiam posty denkowe, tak chyba po raz pierwszy odetchnęłam z tak ogromną ulgą po wywaleniu posegregowanych śmieci do odpowiednich kontenerów na podwórku! I wcale nie chodzi o ilość pustaków w majowo-czerwcowym denku, ale o pustaki z poprzednich miesięcy (jeszcze z zeszłego roku…), które wciąż czekały na zaległe recenzje. Kiedy po otwarciu szafy wysypała się na mnie zawartość denkowej torby, powiedziałam sobie: „O nie, Neonowa! Koniec tych sentymentów! Weź się w garść!” :P No i tak zrobiłam: zedytowałam kilka starych denek (wg obietnic z tego postu) oraz napisałam kilka zaległych recenzji, które w bliższej lub dalszej przyszłości ujrzą światło dzienne na blogu;) Swoją drogą, nie sądziłam, że projekt denko może mnie aż tak wymęczyć :P
Nie przedłużając, zapraszam Was teraz na aktualne denko z maja i czerwca, przypominając jednocześnie mini legendę:

produkt, do którego z chęcią powrócę
produkt, do którego nie wiem czy powrócę
produkt, do którego nie powrócę
  
1. Kremowy żel pod prysznic BeBeauty Happy Moments: Bardzo tani żel o dużej pojemności. Pachniał pięknie, orzeźwiająco i intensywnie. Uwielbiam takie zapachy! Konsystencja była miła w dotyku, dobrze się pieniła. Niestety, wysuszył moją skórę, a co gorsze, podrażnił ją! :( Recenzja tutaj

2. Żel pod prysznic Balea Carambola Lambada: Planuję zbiorczą recenzję letniej edycji limitowanej. Nie powrócę do niego ze względu na jego sezonowość oraz to, że mam mnóstwo innych żeli w zapasie.

3. Musujące kule do kąpieli Dairy fun (milk&honey, caramel apple, peach&mango): W opakowaniu pachniały przyjemnie, a w użyciu już niekoniecznie. Powiedziałabym nawet, że śmierdziały :/ Lekko zabarwiały wodę, nie wytwarzały piany. Bardzo dobrze natłuszczały skórę.
4. Płyn micelarny BeBeauty: Zużyłam kolejną dużą butlę i tylko taką opłaca się kupować. Micel z Biedry trochę mi się już znudził i nie planowałam do niego wracać, ale niedawno zmieniłam zdanie i muszę się znowu w niego zaopatrzeć.

5. Płyn micelarny L’Oreal Ideal Soft: Zużyłam ostatnią sztukę tego micela, jaką zachomikowałam. Nadal mam co do niego mieszane uczucia. Planuję zbiorczą recenzję kilku miceli, więc tam napiszę o nim więcej.

6. Hipoalergiczny żel do mycia twarzy z aloesem i ogórkiem: Posiadał nieszczelną zakrętkę, więc całe opakowanie i wszystko dookoła się lepiło. Z demakijażem radził sobie różnie. Nie wysuszył mojej skóry, ale strasznie mnie po nim wysypało:/ Cieszę się, że dobił wreszcie dna! Recenzja tutaj.
7. Olej kokosowy KTC: Zamówiłam go do olejowania włosów, ale nie było to na moje nerwy. Próbowałam wykorzystać go do pielęgnacji ciała, ale z kolei był za tłusty i wolno się wchłaniał. Dałam mu ostatnią szansę i zużyłam go do smażenia :D Tu spisał się świetnie! Poza gołąbkami nic mi się na nim nie przypaliło, uwydatnił smak potraw, a do tego nie zaśmierdział całego mieszkania :P Do kuchni polecam jak najbardziej :P Pachniał specyficznie (mnie się zapach nie podobał). Konsystencja oleju była uzależniona od temperatury pomieszczenia: w zimie – stan stały, w lecie – stan ciekły.

8. Tłuszcz mleczny z nagietkiem Natko: Produkt przeznaczony dla osób z problemami skórnymi. Łagodził podrażnienia po goleniu i niwelował zaczerwienione miejsca na ciele. Nie regenerował w pełni skóry. Na długi czas pozostawiał po sobie tłusty film, do tego miał okropny zapach:/ Recenzja tutaj.

9. Krem Alantan dermoline z wit. A+E: stara recenzja tutaj. Za jakiś czas planuję napisać zbiorczy post całej serii tych kremów.

10. Maseczka aktywnie matująca Dermedic Normativ: Pierwsza saszetka przyniosła opłakane skutki w postaci nadmiernego ściągnięcia skóry, pieczenia, a potem świądu. Przy drugim opakowaniu nie zauważyłam nic niepokojącego. Maseczka na krótko matowiła skórę i to tyle z jej działania.  
11. Nawilżający krem do rąk Cien: Bardzo wydajny, tani, a co najważniejsze - skuteczny krem do rąk. I to z Lidla :P Ładnie pachnie i szybko się wchłania. Recenzja tutaj.

12. Lekarskie mydło w kostce Isana Sensitive: Bardzo dobre mydło dla osób z wrażliwą skórą dłoni. Nie wysusza i nie podrażnia. Nie rozleciało się na części, było wydajne. Szkoda tylko, że nie posiadało zapachu:( Recenzja tutaj.

13. Mydełko naturalne z nanosrebrem VinSvin: Drogie (ponad 7 zł!) mydło, a wcale nie było lepsze od tego z Isany. Myć myło, ale czasem zdarzało mu się wywołać pieczenie w kontakcie z naderwanym naskórkiem. Miało brązowawy odcień. Pachniało delikatnie, ale zupełnie nie w moim guście. Szybko się zużyło.

14. Hipoalergiczne mydło naturalne Biały Jeleń: Kupiłam je do mycia pędzli i w tym przypadku sprawdziło się idealnie! Szkoda tylko, że szybko się połamało.
15. Antyperspirant Garnier mineral Maximum Control 72 h: Najfaniejsza była w nim zakrętka z blokadą :D Pachniał delikatnie i naturalnie. Trochę się „kurzył”, ale do przejścia. Na początku zapewniał dobrą ochronę, ale moja skóra chyba za szybko się do niego przyzwyczaiła, bo potem było kiepsko pod pachami.

16. Maszynki do golenia Bic twin lady: Były ostre, ale do czasu. W każdej maszynce złamała mi się ta część z ostrzem –albo za mocno uderzałam nimi o wannę, albo plastik był za słaby :P Stawiam na jedno i drugie :P  

17. Maszynki do golenia BeBeauty: Najgorsze maszynki do golenia, jakie miałam. Nie powinny nazywać się jednorazówkami, tylko pół-jednorazówkami albo nawet-nie-pół-jednorazówkami. Jedną maszynką zdążyłam sobie ogolić tylko pachy albo jedną nogę, bo na drugą albo nie starczało ostrza, albo szybko się ono zapychało:/

18. Płatki kosmetyczne Caterine: Kupione w Kauflandzie. Rozwarstwiały się. Szybko je zużyłam. Co tu dużo pisać, były beznadziejne.

19. Płatki kosmetyczne Carea (aloe vera): Nie znam lepszych płatków niż te! Jako jedyne z wersji biedronkowych mają zszyte brzegi, dzięki czemu nie ma mowy o rozwarstwianiu się. Bardzo je lubię i żałuję, że nie odkryłam ich wcześniej!

20. Patyczki do uszu Lilibe: Zwykłe patyczki, nic szczególnego. Miały fajny fioletowy kolor. Do korekty makijażu oka były dla mnie za grube.


1. Podkład Eveline Art Scenic 3w1 (naturalny): Mój pierwszy podkład i jakże niedobrany kolor :P Nie dość, że sam w sobie był ciemny, to jeszcze bardziej ciemniał na twarzy. Tworzył efekt maski i uwydatniał suche skórki. Pomimo, że miał lejącą się konsystencję, to dobrze się ją aplikowało. Był tani (6,99 zł w Biedrze dawno, dawno temu :P) i miał nieco większą niż standardowe podkłady pojemność (40 ml).

2. Tusz do rzęs Essence Multi Action: Powtarzam to już któryś raz – moja ulubiona maskara! Niestety kupiłam otwierany egzemplarz (wiedziałam o tym, ale była to ostatnia sztuka), więc starczył mi na jakieś 2 miesiące.

3. Eyeliner Essence Extra longlasting (01 deep black): Początkowo, byłam nim zachwycona, bo dawał intensywną, długotrwałą czerń i miał dość precyzyjną końcówkę. Po jakimś miesiącu kolor zaczął powoli blaknąć, kreski odbijały się na górnej powiece, a do tego wszystkiego końcówka się rozjechała (a dokładniej jej włosie).

4. Natural Lip Balm Lovely (aloe vera&mentol): Wygrałam go w jednym z rozdań i żałowałam, że zaczęłam używać go tak późno. Myślałam, że skoro to produkt z Lovely, to nie może być to nic nadzwyczajnego. Jakże się grubo pomyliłam! Był to najlepszy produkt pielęgnacyjny do ust, jakiego kiedykolwiek używałam! Idealnie zregenerował moje suche usta, a potem kontynuował ich pielęgnację. Przy nim nie było mowy o żadnych suchych skórkach! Pachniał zielarsko, ale dostarczał przyjemnego mrowienia ust, dzięki mentolowi w składzie. Nie przeszkadzała mi nawet aż tak bardzo aplikacja balsamu palcami. Puszka była solidna i bez problemu odkręcało się jej wieczko. Używałabym go nadal, pomimo upływu terminu ważności, ale niestety coś dziwnego zaczęło dziać się z jego kolorem – z żółtego zaczął zmieniać się w brązowy, co wyglądało bardzo nieestetycznie. Myślałam, że może trafiłam na felerny egzemplarz, ale wyczytałam w necie, że dwóm blogerkom też się to przydarzyło, a twierdziły one, iż wynika to ze złego połączenia składników. Wydaje mi się to całkiem wiarygodnym argumentem, zwłaszcza, że produkt został wycofany z Rossmanna! Czuję wielki smuteczek, bo moje usta są teraz suche jak wiór i nie mogę doprowadzić ich do normalnego stanu:( Co ciekawe, ten sam balsam, tylko że w formie sztyftu, nadal można zakupić w Rossie, co oczywiście uczyniłam, ale póki co, ma się on nijak do swojego brata w puszce:/

23 komentarze:

  1. Ooo, fantastyczne denko Kochana, zaciekawiłaś mnie kilkoma produktami, a zwłaszcza żelem Balei, tej wersji jeszcze nie miałam :) Antyperspirant Garnier mineral miałam w wersji różowej, ale tak mi się spodobał, i skutecznie chronił, że zaopatrzyłam się w odmianę kulkową - też świetna, ostatnio w Biedronce trafiłam na promocję dwa w cenie 1 więc tym tropem nabyłam dwie kolejne kulki zielone :)
    Szkoda że z tym balsamem takie nieporozumienie wyszło, wpadł mi w oko, pięknie wygląda opakowanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Cieszę się, że znalazłaś w moim denku coś ciekawego dla siebie:) Co do żelu to pachnie o, ale nie ma w sobie tego "czegoś" :P Fajnie, że udało Ci się trafić z tą promocją w Biedrze na coś, co się u Ciebie sprawdza - ja jeszcze nie skreślam Garniera, bo to był dopiero mój pierwszy antyperspirant z tej firmy, ale na razie do niej nie wrócę. Opakowanie balsamu/tłuszczu/maści też przypadło mi do gustu, ale tylko i wyłącznie ze względu na swoją praktyczność - kojarzy mi się z tym kremem rozgrzewającym do stóp, które kupił Ci kiedyś Twój mąż;)

      Usuń
  2. Jaj ładnie Ci poszło! Mam ten żel z Balei czeka na wypróbowanie :) Z całej letniej edycji najbardziej urzekła mnie wersja Mango Tango :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już mnie zaczyna męczyć ta letnia edycja Balei, dlatego używam kilku żeli na raz, w zależności od nastroju :P Przyznam Ci rację, w tegorocznej edycji mango zdecydowanie wygrywa:)

      Usuń
  3. Dziś wrzuciłam sobie do kąpieli jedną z tych kul i strasznie mnie rozczarowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też miałam odmienne oczekiwania wobec tych kul do kąpieli...

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  4. el Carambola Lambada na razie wąchałam tylko w butelce, bo mam za dużą kolejkę żeli pod prysznic :D Pachnie ładnie. :D
    Płyn micelarny z Bebeauty, jak dla mnie, jest średni. Pewnie wrócę do niego, gdy nie będę miała zbyt wielu funduszy. :D
    W Białym Jeleniu kiedyś w szkole.. rzeźbiłam. :D Teraz używam do mycia pędzli i spisuje się rewelacyjnie. ;)
    Zeszyte brzegi mają również płatki z Netto (zapomniałam jak się nazywają :D) lubię je. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carambola pachnie ładnie, ale żel ten nie stał się moim ulubieńcem :P
      Micel z Biedry nie jest idealny - podrażnia moje oczy, dlatego stosuję go jedynie do demakijażu twarzy;)
      Haha, też w szkole rzeźbiliśmy w mydle :D Teraz wiem, dlaczego miałam z tym problemy - wybierałam twardsze kostki niż BJ :P
      Do Netto niestety nie jest mi po drodze, a Biedrę mam praktycznie pod nosem :P

      Usuń
  5. ojjeny sporo produktow ktore nie wypalily ;<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reklamy/pozytywne recenzje to jedno, a rzeczywistość to co innego :P

      Usuń
  6. Gratuluję zużyć :) Micel BeBeauty też lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki;) Jest dobry, ale nie do oczu :P

      Usuń
  7. dwójeczka ma śliczny zapach :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję tylu zużyć! Płatki Carea są moimi stałymi bywalcami, żel z Biedronki Happy dobrze wspominam, choć dawno nie używałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płatki Carea zadomowiły się u mnie na dobre, ale jedynie w wersji zielonej;)

      Usuń
  9. Dairy fun rozczarowały mnie również. Dostałam je kiedyś w podziękowaniu za wykonanie makijażu dla koleżanki. Dopóki leżały w szafce, to zachwycałam się ich zapachem i aż żałowałam wrzucać ich do wody. Po użyciu pierwszej mi przeszło - woda jakby ktoś do niej nasikał, zapach niby słodki, ale lekko zatęchły (jakby ta właściwa nuta była wyczuwalna przez mgłę) - resztę zużyła Barbie, która ma znacznie mniejsze wymagania w stosunku do kąpielowych umilaczy ;)
    Co do 7, to od jakiegoś czasu ten olej gości w mojej łazience i mam co do niego mieszane uczucia. Na włosach się nie sprawdził - po olejowaniu zastałam siano, czego się zupełnie nie spodziewałam. I tak stał sobie i stał, zapomniany, porzucony. Niedawno robiąc porządki przelałam go do opakowania z pompką. Traf chciał, że jakiś czas temu znów miałam problem z przesuszoną skórą na nogach i ten olej był pierwszą rzeczą, która wpadła mi w ręce, gdy szukałam czegoś do posmarowania. Po aplikacji przyniósł natychmiastową ulgę - swędzenie i napięcie skóry się zmniejszyło, w dodatku czułam lekko kokosowy zapach. Jedyny minus - nieważne jak długo czekałam, pościel była umazana na tłusto. Wchłanianie się to poważny minus tego oleju. Myślę, że zużyję go na jakimś wakacyjnym wyjeździe, przy opalaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocieszyłaś mnie poniekąd swoim doświadczeniem z tymi felernymi kulami, bo już się obawiałam, że natrafiłam na jakieś przeterminowane... Zapach był okropny, więc szybka ewakuacja z wanny była niezbędna przy użyciu każdej kuli:/
      Olej kokosowy zdecydowanie za wolno się wchłaniał. Ja też nie chciałam spać w wytłuszczonej pościeli czy piżamie, dlatego zrezygnowałam z nakładania go na ciało. Tak jak pisałam, sprawdził się u mnie jedynie w kuchni, dlatego jeśli miałabym okazję posiadać go ponownie, to tylko tam bym go zużyła :P

      Usuń
  10. Ja jestem mega zadowolona z tego podkładu z Eveline :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że komuś on odpowiada:)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na każdy odpowiem bezpośrednio pod nim, o ile nie będzie spamem, który zostanie od razu usunięty. Jeśli spodobał Ci się mój blog i styl pisania postów, to zachęcam do obserwowania;)