piątek, 6 grudnia 2013

Filozoficzna rozkmina nad żelem Balea z Fidżi

Odwiedzając na wakacjach niemiecki DM (o zakupach i refleksjach z nimi związanych pisałam tutaj), zakupiłam kilka kosmetyków do mycia ciała, w tym całą ówczesną edycję limitowaną żeli. Bardzo lubię kolor niebieski, marakuję również, dlatego byłam przekonana, iż żel pod prysznic Balea Fiji Passionfruit automatycznie stanie się moim faworytem. A tu taki klops...
Od producenta:
Producent nie wysilił się przy opisie wakacyjnej limitki, zastosował opcję ctrl+c i ctrl+v, zamieszczając ten sam tekst na opakowaniu każdej wersji żelu. Wstawił jedynie właściwe nazwy zapachów.
Jeśli należycie do tych, które „Ich verstehe nicht”, to zapraszam do brazylijskiego opisu (tutaj). Nie zapomnijcie tylko zamienić mango na marakuję :P

Opakowanie:
Względem kształtu jest takie samo dla całej serii, więc tak czy siak zapraszam do posta o wersji mango (patrz wyżej) :P
Przy etykiecie natomiast zaczyna się jazda… Zacznijmy od nazwy żelu - „Passionfruit”. I teraz rozlegają się brawa dla Neonowej, która dopiero przy pisaniu recenzji zorientowała się, że to jednak nie o kwiat pasji cały czas chodziło:] Nazwa „Passion flower” już kilkakrotnie przewinęła się w jej żelowej karierze, więc postawiła na przyzwyczajenie i tym razem nie rozróżniła literek.
Po pierwszym oriencie Neonowa zaczęła rozkminiać dalej. Zasięgnęła informacji od Wujka Gugla, który przetłumaczył jej, iż „Passionfruit” ze szwabskiego oznacza „marakuję”. 
Skoro część werbalną mamy opanowaną, to przejdźmy do części wizualnej. No i co my tu widzimy? Marakuja obecna, ok. Ale co do cholery robi tam pomarańcza i to coś przypominające w przekroju arbuza, lecz arbuzem nie będące, a zowiące się guawą (tak apropos, Balea miała swego czasu odrębny żel o takim zapachu)? No dobra, jak już muszą tam być, to niech będą... 
Ok, owoce mamy za sobą. Zostały jeszcze kwiatki. Ten u góry, po prawej stronie, ze śmiesznym środkiem, to jest właśnie kwiat pasji. I w tym momencie Neonowa doznała totalnego mętliku. „Czyżby jednak kwiat pasji miał coś wspólnego z marakują?” – zastanawiała się, nie dając za wygraną. No popatrzcie same (/sami, bo podobno jakieś facety tutaj również zaglądają :D) – kwiat pasji to kwiatek, a owoc pasji to marakuja. Czy jest to zatem jedna roślina? Neonowa rozpaczliwie skontaktowała się z Ciocią Wikipedią, która to załamała ją całkowicie, informując, iż passiflora + marakuja = „męczennica jadalna” :] 
Neonową z tego wszystkiego rozbolała główka. Dodatkowo (jakby tego było mało) doznała smuteczku po autostwierdzeniu, że jej rozumek jest wielkości rozumku Kubusia Puchatka i nie chciała już spoglądać w stronę dwóch pozostałych kwiatków z etykiety, które na pierwszy rzut oka są identyczne, a jednak tak bardzo się różnią…

Konsystencja: Średniogęsta, bardziej w kierunku „lejącej” (:P).
Kolor: Lazurowy. Szczerze mówiąc Neonowej gałki wyszły z orbit jak po raz pierwszy użyła tego żelu, bo jeszcze nigdy nie spotkała się z takim kolorem w jakimkolwiek kosmetyku. I tutaj nastąpił orient numer dwa, iż ogólnie kolor zawartości produktów z Balea odpowiada kolorom z etykiet, bądź kolorom zatyczek żeli z Balea. I like it! :D

Zapach: Miało być pięknie, miało być cudnie. Miało pachnieć marakują/kwiatem pasji a pachnie czym? Multiwitaminą! Kurde!:[ Nie znoszę tego zapachu, bo kojarzy mi się z sokiem wieloowocowym, który omijam szerokim łukiem, gdyż zawsze drapie mnie po nim w gardle:]  

Wydajność: Zwyczajna – żel zużyłam w przeciągu miesiąca.

Moja opinia: Zapowiadało się dobrze, gdyż wskazywały na to: ładne opakowanie (pomijając męczącą dla rozumku etykietę :P), smerfny kolor żelu, niska cena oraz „no bo to ta BALEA!” (tutaj następuje szał ciał:]). Spektakularny efekt końcowy przekreślił jednak nieprzyjemny dla mych nozdrzy zapach:/ Bo jaka to przyjemność myć się po całym dniu żelem (który w swoich właściwościach jest notabene zwyklaczkiem), kiedy unoszący się w całej łazience (i oczywiście tylko wtedy, bo po co zostawać na skórze dłużej?) zapach nam nie odpowiada i zamiast relaksować, męczy?:/

Skład:
Dostępność: DM
Pojemność: 300 ml
Cena: 0,65 €



Używałyście tego żelu? Jakie były Wasze wrażenia? Który żel z wakacyjnej limitki podbił Wasze serce najbardziej?;)


Ps. Zachęcam Was do śledzenia na bieżąco mojego bloga, gdyż w nieodległym czasie pojawi się recenzja trzeciego, już ostatniego, wariantu żelu z wakacyjnej edycji limitowanej Balea. A powiem Wam, że będzie się działo! Oj, będzie!;)

54 komentarze:

  1. Myślałam, że będzie pomarańczowy :) Ale coś w tym jest... niebieski kojarzy mi się z taką multiwitaminą :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak? Jakieś nietypowe to skojarzenie :P

      Usuń
  2. Nie zwróciłam na to uwagi, ale rzeczywiście przy moich dwóch posiadanych żelach kolor odpowiadał kolor na opakowaniu. Miałam wersję grejpfrutową i zapach czułam tylko w opakowaniu. Podczas prysznica byłam wpieniona, że owszem pianę mam ale przyjemności z zapachu żadnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to szkoda, że i grejpfrut nie zdał egzaminu:/

      Usuń
  3. mnie zapach multiwitaminy by satysfakcjonował.

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Jak w każdym żelu, który nie jest naturalny (przynajmniej z nazwy)...

      Usuń
  5. Nie miałam okazji używać tego żelu. Wydaję się być fajny. Kolor mi się podoba, bo lubię niebieski! :))

    Zapraszam do mnie na bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się wydawało, że będzie fajny.

      Usuń
  6. Szkoda, że zapach nie przypadł Ci do gustu :( Kolor wygląda cudnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolor rzeczywiście jest nieziemski :D

      Usuń
  7. właśnie dostalam ten żel i faktycznie pachnie trochę multiwitaminą, ale mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie powinnaś być z niego zadowolona również wtedy, gdy będziesz go używać:)

      Usuń
  8. nie używałam kosmetyków Balei- jedyne co mi się w tym produkcie podoba to chyba kolor- zapach raczej by mnie męczył:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolor tej wersji żelu to zdecydowanie jej największa zaleta;)

      Usuń
  9. Miałam dzisiaj podobną rozkimnę z tą całą pasją ;) Co do zapachu to miałam wersję malinową i też pachniała multiwitaminą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malina też? No to teraz będę miała stracha przed każdym nowym żelem z Balea, że pachnie multiwitaminą :P A co do rozkminy - dobrze wiedzieć, że nie tylko ja mam takie problemy :P

      Usuń
  10. Myślę, że zapach spodobałby mi się :) tylko kurcze, ta dostępność eh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz dużo sklepów z chemią niemiecką ma te żele w swojej ofercie, więc z dostępnością nie ma tragedii;)

      Usuń
  11. ten zapach jest ok, ale nie jest do końca szałem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się w ogóle nie podoba, tak jak zresztą kilka innych zapachów żeli z Balea...

      Usuń
  12. Twoja rozkmina na temat owoców czy roślin na obrazkach i nazwach tego wszystkiego jest iście filozoficzna i powiem Ci że chyba obydwie mamy takie móżdzki bo też nie ogarniam :]
    O i mnie też po multiwitaminach drapie w gardle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za podwójne pocieszenie :P

      Usuń
  13. Też nie przepadam za nader wonnymi kosmetykami. Szczególnie, jeśli ich działanie jest mało skuteczne. Ale cóż na to zaradzić? Zabawny kolorek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię pachnące kosmetyki i, szczerze mówiąc, takie przeważnie wybieram. Tylko nie lubię jak mnie producent robi w bambuko w kwestiach wonnych, bo do innych obiecanek-cacanek można, a nawet trzeba, się przyzwyczaić!

      Usuń
  14. Miałam ten żel i polubiłam jego zapach. Może dlatego, że uwielbiam soki multiwitaminowe? :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Dla mnie również zapach jest bardzo istotny. Fajny kolor tego żelu :) Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapach, zwłaszcza w żelu, jest dla mnie na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o ogólne zadowolenie podczas mycia;)

      Usuń
  16. nie miałam tej wersji, jednak kolor i zapach pewnie by mi się spodobały, ale skoro nie lubisz multiwitaminy, to się nie dziwię, że go znieść nie mogłaś :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, prysznic w tym przypadku nie należał do najprzyjemniejszej czynności w ciągu dnia...

      Usuń
  17. Multiwitamina? Ale skucha.. Nie za bardzo przepadam za tym zapachem. A konsystencja rzeczywiście w tych żelach jest troszeczkę lejąca..

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie wiedziałam ze są aż tak tanie :) Za taką cenę może sobie popróbować :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Multiwitamina to nie marakuje! Kureczek szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie producent nie ma zielonego pojęcia co tak naprawdę wypuszcza pod swoim szyldem :P

      Usuń
  20. multiwitamina?- szkoda, myślałam że będzie miał ładny zapach :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Bleee no proszę, multiwitamina to jest zapach, którego nie znoszę :P Tak to jest z tym ogólnym zachwytem kosmetykami Balea - byle marka była :D Chociaż przyznam, że design i kolor żelu są świetne. Żeby przy naszej Isanie tak się starali... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę Cię rozczarować, Isana też nie jest "nasza" :P Ale jeśli już wywołałaś tę markę - choć etykiety nie są jakieś oszałamiające, to jednak kolory też często są adekwatne do ich kolorystyki. No i opakowania są przeważnie przezroczyste, więc chociaż w tym punkcie Isana wygrywa z Baleą;)

      Usuń
    2. Wiem, że nie nasza, w domyśle było "ta którą można kupić u nas" ;) Dla mnie rozwiązanie idealne to śliczne opakowanie, które z tyłu ma taką pionową, przezroczystą "przerwę", dzięki której można kontrolować zużycie :)

      Usuń
    3. Takie rozwiązanie mogłoby mieć wzięcie;)

      Usuń
  22. Nie używam żelów pod prysznic, więc kosmetyk mi lekko powiewa, ale przeczytałam całą recenzję - wspaniale napisana, od tytułu aż po ostatni znak. Świetnie napisane, tak trzymaj! :D

    OdpowiedzUsuń
  23. mam kawałek do granicy a jeszcze nic tam nie kupowałam, czas najwyższy się wybrać na zakupy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybrać się tam możesz spokojnie, ale zalecałabym ostrożność z szaleństwami zakupowymi :P

      Usuń
  24. Haha, przeprowadziłaś widzę całe śledztwo aby dojść do sedna nazwy, ale faktycznie jest wszystko poplątane ;)
    Multywitaminy nie lubię, ani zapachu, ani soku, chyba ten żel mam w zapasach, muszę poszukać i wypróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami trzeba pobawić się w Sherlocka, jeśli coś nie daje nam wewnętrznego spokoju :P

      Usuń
  25. Kolor kojarzy mi się z płynem do prania :D
    mi akurat taki zapach przypadł by do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na takie skojarzenie nie wpadłabym, choć nie raz używałam już niebieskich płynów :P

      Usuń
  26. Dla mnie ten żel był hitem lata :) uwielbiam jego zapach, szkoda, że Tobie nie podpasował...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No szkoda, ale na szczęście zdarzają się zapachy z Balea, które mogą stać się moimi hitami, nie tylko lata;)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na każdy odpowiem bezpośrednio pod nim, o ile nie będzie spamem, który zostanie od razu usunięty. Jeśli spodobał Ci się mój blog i styl pisania postów, to zachęcam do obserwowania;)