niedziela, 28 lipca 2013

Z wizytą w Yankee Candle

Podejrzewam, że gdyby nie blogosfera, jeszcze przez długi czas nie usłyszałabym o świeczkach Yankee Candle. Po przeczytaniu wielu postów, głównie na temat wosków, chciałam przekonać się na własnej skórze, z czym to się je. Na tegoroczne Walentynki zrobiłam sobie prezent w postaci internetowego zamówienia trzech wosków, tak na spróbowanie (wspomniałam o tym tutaj). Po otrzymaniu przesyłki wiedziałam, że na jednej się nie skończy, ale... No właśnie - przesyłki. Chyba nikt nie lubi wydawać na nie dodatkowych pieniędzy, zwłaszcza jeśli przekraczają wartość towaru. Z tego też powodu postanowiłam, że kolejne zamówienie na Yankee złożę dopiero przy okazji darmowej lub chociaż rabatowej przesyłki. Sytuacja taka nie nastąpiła, dlatego zaczęłam przeczesywać sieć w celu znalezienia sklepu stacjonarnego. Niestety, wszystkie adresy omijały szerokim łukiem moje obecne miejsce zamieszkania. Pojawiło się jednak małe światełko w tunelu: Kraków, ul. Miodowa 33.

W zeszły weekend pojechałam do Krakowa. Oczywiście wizyta w YC nie była jedynym celem mojego wyjazdu, ale skoro znajdowałam się już w Grodzie Kraka, to grzechem byłoby niewykorzystanie okazji. Nie planowałam ani konkretnych zapachów, ani ilości wosków do nabycia. Chciałam po prostu odbyć wyczekaną wizytę w stacjonarnym sklepie Yankee Candle (strona www).

Kiedy dotarliśmy z Moim Ukochanym pod wskazany adres, byłam mocno zdziwiona. Chociaż przeglądałam kiedyś zdjęcia w necie, wyobrażałam sobie, że sklep będzie większy. Cóż, nie wielkość, a zawartość była najważniejsza :P 


Oczyma wyobraźni widziałam też siebie, biegającą od regału do regału i wąchającą wszystkie zapachy. Biegać, nie biegałam, bo regałów było zaledwie kilka, ale to fakt, po kolei, skrupulatnie wąchałam każdy wosk (nie, to wcale nie brzmi dwuznacznie :P). Pech chciał, że dwa dni wcześniej dopadł mnie intensywny alergiczny katar, który uaktywnił się w sklepie jeszcze bardziej:/ Mój Ukochany był niestety w tej samej sytuacji, więc chodziliśmy jak dwa wielkie smarki :P Najgorzej, że przez zatkane nosy nie byliśmy w stanie poczuć niektórych zapachów, zwłaszcza tych delikatniejszych:/

Na środku sklepu znajdowały się też stoliki i mniejsze regaliki z dużymi lub średnimi świecami z najnowszej kolekcji lub z edycji limitowanych. 

Dodatkowo w sklepie można zakupić produkty innych firm, takie jak chociażby akcesoria (np. kominki) czy kosmetyki do kąpieli (np. żele, kule). Mnie jednak najbardziej interesowały regały :D
Wybaczcie mi jakość tego zdjęcia - robione z telefonu i to z ukrycia :P

Było ich pięć, a każdy z nich zawierał mnóstwo świeczek pod każdą postacią: od największych świec po samplery i woski. Regały były ułożone pod względem kolorystycznym: biały, żółto-pomarańczowy, brązowo-czerwono-różowy, fioletowo-niebieski i zielony. Po powąchaniu wszystkich zapachów zauważyłam, że najbardziej podobał mi się środkowy regał, czyli woski "krwiste" :P Natomiast regał w kolorze białym totalnie nie przypadł mi do gustu - świeczki pachniały zbyt delikatnie albo w ogóle:/ Okazało się też, że zapachy (z innych regałów), które planowałam zamówić wcześniej przez internet, wcale nie były takie zachwycające, jak mi się wydawało. No i to jest kolejny minus kupowania YC przez internet, kiedy zamawiasz jedynie własne wyobrażenia danego zapachu:/ 

Oczywiście nie udaliśmy się do sklepu YC tylko po to, żeby pooglądać sobie jego wnętrze :P 


Jesteście ciekawe, co znajdowało się w środku?;)

Kliknijcie, aby powiększyć;)

Zdecydowaliśmy się z Moim Ukochanym na zakup jedynie 6 wosków. Tak naprawdę niewiele wosków przykuło nasz nos przyjemnymi aromatami, a poza tym stwierdziłam, że bez sensu jest kupować podobne zapachy, jak np. trzy rodzaje "cynamonu". Łupy Mojego Ukochanego (lewa kolumna) to: Lemon Lavender, November Rain (nowość) i Coastal Waters, a ja wybrałam sobie (prawa kolumna): Salted Caramel (nowość), Home Sweet Home i Pink Dragon Fruit


Nieoczekiwanie sprawiliśmy sobie też pewnego bonusa :D 


Chyba nie muszę pisać, jak wielką radochę mieliśmy do końca weekendu, nieustannie wąchając nasze nabytki?;)


36 komentarzy:

  1. bardzo lubię tego typu sklepy, i mogłabym tam spędzic godziny. zazwyczaj jednak mam przy sobie wyganiacza;)YC uwielbiam, ale zadnego z tych zapachów nie mam i nie miałam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byliśmy tam na godzinę przed zamknięciem i szczerze mówiąc ten czas zdecydowanie nam wystarczył na przemyślane zakupy. Może Twój "wyganiacz" zmieniłby zdanie podczas wizyty w sklepie YC, gdyby opanowały go tak cudne zapachy;)

      Usuń
  2. To ostatnie zdjęcie rozumiem sprawiliście sobie lody? :P..mmm usiały być dobre :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie sprawiliśmy sobie lodów, bo głowy, gardła i smarkające nosy nie pozwoliły nam na ich zakup :P

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dokładnie, mmm... ^^ Cała szafka mi nimi pachnie :D

      Usuń
  4. Również uważam, że to bez sensu kupować za jednym razem 3 różne oblicza jednego zapachu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby każdy z nich posiada odrębną nutkę zapachową, ale czasami ciężko ją wyczuć.

      Usuń
  5. Ja się bardzo cieszę, że mamy sklep w Krakowie :) Woski mi się już kończą, więc będę musiałą się na dniach do nich wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie każdy ma na co dzień dostęp do sklepu YC:/

      Usuń
  6. na urodziny zażyczę sobie wielką świeczkę, już nie mogę się doczekać, fajne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo:) Tak cudownie pachnąca świeczka na pewno sprawi Ci dużo radości, tym bardziej, jeśli jest okazja, aby ją nabyć;)

      Usuń
  7. Ja też poznałam YC przez blogsfere :) wczoraj dostałam od mamy kominek i dzisiaj bede testować te które dostałam na spotkaniu w Wawie :) a mamie kupiłam melona Waikiki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super, że w końcu możesz przetestować woski!:)

      Usuń
  8. uwielbiam te woski :-)
    i chyba bym przepadła w tym sklepie - dobrze, ze Kraków mam daleko to portfel bezpieczny :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślałam, że będę wariować na widok zawartości sklepu, ale o dziwo wizyta przebiegła nadmiernie spokojnie :P

      Usuń
  9. nawet nie wiedziałam ze YC ma sklepy stacjonarne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja lubię poszerzać czyjąś wiedzę :D

      Usuń
  10. Nigdy nie słyszałam o YC, ale powąchałabym sobie jakiś zapach, o którym napisałaś. ^.^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już spodoba Ci się jakiś zapach, to będziesz chciała kolejne;)

      Usuń
  11. Uwielbiam świeczki YC :)
    Woski zresztą także :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham ten sklep. Z Twoich zapachów: lemon Lavender uwielbiam, November Rain (pięknie pachnie, ale wosk już o 1 zł więcej niż reszta) i Coastal Waters (przypomina November Rain), Salted Caramel (ładnie pachnie w sam raz na zimę), Home Sweet Home (mi się nie podoba) i Pink Dragon Fruit (baaardzo lubię ten zapaszek, owocowy i długo sę utrzymuje).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę, przetestowałaś już wszystkie zapachy? :O Salted Caramel też był droższy o 1 zł, ale to ze względu na to, że jest nowością, tak jak November Rain;)

      Usuń
    2. Nie przetestowałam wszystkiego (a nie uktrywam, ze bym chciała :D), a dużo wąchałam w sklepie :D Planuje za kilka dni zrobic aktualizację moich wosków, więc zapraszam do siebie ;)

      Usuń
    3. Z przyjemnością zajrzę:)

      Usuń
  13. Oszalałbym w tym sklepie, wszystko takie kuszące... Mmm, co za rozkosz dla zmysłów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie byłoby tak źle z tym szaleństwem;) Mnie najbardziej kusiła ta "lodowa" edycja limitowana;)

      Usuń
  14. Ja czaje się i czaje a w końcu muszę się zebrać i zamówić moje pierwsze yankee :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Z wosków znam tylko Lemon Lavender, który jest świetny.
    Nowości chce poznać najlepiej jak najszybciej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to chłopak będzie zadowolony z LL;) Nowości jeszcze nie odpalałam. Na razie chcę zużyć starsze woski;)

      Usuń
  16. Uwielbiam pachnące świeczki! :) W zeszłym roku kupiłam sobie w Anglii fajne, o zapachu M&M'sów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet przez myśl by mi nie przeszło, że może istnieć taka świeczka :D A miała na sobie etykietkę z czerwonym albo żółtym M&M'sem? :P

      Usuń
  17. Słyszałam już kiedyś o tych świeczkach. Ale pomimo, że lubię takie pachnące drobiazgi, której jeszcze w dodatku świecą, raczej nie pokusiłabym się o jakiekolwiek zakupy online. Ale skoro przybyły do Krakowa to może kiedyś zajrzę do tego przybytku, choć wizyta tam może się skończyć dość tragicznie dla mojego portfela ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślałam, że jak już znajdę się w stacjonarnym sklepie YC to przepadnę całkowicie, a zwłaszcza mój portfel. Gdy wąchałam wszystkie zapachy, a potem okazało się, że tylko kilka z nich przykuło moją specjalną uwagę, to euforia minęła. Dla mojego portfela - na szczęście :P

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na każdy odpowiem bezpośrednio pod nim, o ile nie będzie spamem, który zostanie od razu usunięty. Jeśli spodobał Ci się mój blog i styl pisania postów, to zachęcam do obserwowania;)